Menu serwera

Aranym, Sokół na uwięzi

Ha! Długo na to czekałem, ale się wreszcie doczekałem! Oto, proszę państwa, emulator Falcona – ARAnyM (Atari Running On Any Machine)! Skupię się w tym opisie na windowsowej wersji emulatora o numerku 0.6.8… głównie, bo w międzyczasie pokazała się wersja 0.8.0, w której kilka znaczących zmian wprowadzono.

Z Aranymem pierwszy raz spotkałem się na listach dyskusyjnych o Atari, kiedy to na moje naiwne pytanie „czy aby Falcon nie doczekał się emulacji” odpowiedziano mi, że jeszcze solidnego emulatora nie ma. Znaczy się jest Aranym. Cholernie dużo racji jest w tym stwierdzeniu, jak się później przekonałem…

Działo się to jakiś czas temu i wtedy istniała wersja emulatora przeznaczona tylko dla Linuxa. Jako że z Linuchem dopiero się poznajemy i idzie nam to z deczka opornie, musiałem czekać. Doczekałem się. Wreszcie pokazała się wersja ruszająca także pod Windows i… rozczarowanie!

Zacznijmy może od tego, że Falcona widziałem wcześniej kilka razy w życiu, ale działać na nim to nie działałem. Nie mam bladego pojęcia o takich terminach jak NVDI, GEMDOS czy inne takie. Nie wiem de facto, jak ta maszynka działa, co trzeba tam poinstalować, co wrzucić, co wyrzucić i jak zabrać się za kombinowanie z systemem. Jest to sprzęt dla mnie poniekąd obcy, ale fascynujący ogromnie. Sporo wody w Wiśle upłynęło od czasu opchnięcia mojego ST i ponownego mego zainteresowania sprzętem Atari i okazało się, że latka te nie minęły sobie dla sprzętu i (głównie) oprogramowania bezczynnie. Wydarzyło się w międzyczasie bardzo wiele i Atari oraz oprogramowanie na nie przeszło solidną metamorfozę. Teraz całkowitą normą jest wielozadaniowość realizowana przez kilka systemów operacyjnych dostępnych na Atari (klony Linuxa, Unixa, MagiC, MultiTOS – wierzcie mi, to wierzchołek góry lodowej), o czym mogłem tylko marzyć pozbywając się swojego wysłużonego eSTeka. Poza tym nie da rady porównywać modeli serii ST do późniejszych i znacznie nowocześniejszych Falconów czy Atari TT. Kurczę, to inny sprzęt, inne możliwości, inne – wyspecjalizowane – oprogramowanie… Czytając ten opis weźcie pod uwagę, że pisze to poniekąd ślepiec, który będzie opowiadał o kolorach. Porównanie może malownicze ale dobrze oddające moje „macanki” z Aranymem :)…

Ale co tak właściwie jest emulowane? O ile dobrze się zorientowałem, emulowany jest Falcon030 ale w jakiś dziwny sposób. Pierwszy raz widzę emulator, który zdaje się emulować środowisko z zachowaniem szybkości działania pierwowzoru, niemniej przy określonych operacjach emulator zdaje się wykorzystywać moc procka peceta w pełni. Jeśli dobrze zrozumiałem wyniki wyplute przez benchmarki, różnego rodzaju operacje zmiennoprzecinkowe czy podobne mocno obciążające procesor nie są realizowane przez emulowaną Motorolę, lecz zrzucone na barki procesora pecetowego. Efekt jest lekko dezorientujący. Podczas gdy operacje wyświetlania obrazu można jeszcze jakoś porównać z oryginałem, o tyle operacje matematyczne dostają poootężnego kopa i dzieją się czasem kilkaset razy szybciej. He, dziwne podejście do emulacji… No i dziwne podejście do wykorzystania zasobów samego peceta! Emulator w określonych przypadkach zżera mnóstwo mocy procka, co dostrzegalne jest chociażby przy próbie realizowania jakichś innych zadań na pececie. Ot choćby zapisanie tych kilku screenshotów może nie było problemem, ale bardzo widoczne było zwolnienie kompa przy przełączaniu zadań między emulatorem a programem, którym shoty robiłem.

Sam emulator nie prezentuje się jakoś specjalnie… Generalnie w ogóle się nie prezentuje. Wersja windowsowa, którą teraz opisuje, została przeniesiona z wersji linuksowej ze wszystkimi tego bagażami. A więc zapomnijcie o wygodnym GUI czy innych bajerach. Emulator konfiguruje się z poziomu pliku ini i, co ciekawe, programów odpalanych pod tym emulatorem. Do dyspozycji jest niewiele umożliwiające okienko, które pokazuje się po klepnięciu klawiora pause/break. I to chyba wszystko, jeśli chodzi o konfigurowanie i interakcję emulatora z użytkownikiem. Szkoda, przez to soft staje się nieco cięższy do przebrnięcia. Emulator nie chadza (przynajmniej w wersji windowsowej) bez obrazu twardego dysku. Za obraz robi plik odpowiedniej wielkości, który montuje się jako partycję. Niestety, do dziś nie wiem jak i czy w ogóle da rady podmontować napęd dyskietek lub chociażby ich obrazów. Problem w tym, że w linuksowej wersji jest to jak najbardziej możliwe, jednak w windowsowej coś się trzepie i za cholerę nie mogłem ruszyć z dyskietki. A szkoda! Sporo gierek czy inszego softu działa tylko w ten sposób… Za to w sieci można znaleźć sporo obrazów dysków z już postawionym systemem operacyjnym, podstawowymi narzędziami i czym tam jeszcze. Sam mam kilka takich obrazów i powiem wam, że to dosyć wygodne rozwiązanie. Chcesz pracować pod czystym TOSem? No problema! Chcesz mieć wszystkie te cuda, jakie oferują systemy z multitaskingiem? A proszę bardzo! Jako inną partycję można przecież zawsze podmontować sobie jakiś plik z softem i wszystko działa czadziorsko.

A propos działania… Do uruchomienia emulatora potrzebny jest, wspomniany już, obraz partycji dysku twardego oraz plik z TOSem 4.04 lub EMUTOSem (darmowym systemem operacyjnym, z którym jednak mam czasem problemy i który stanowczo odradzam). Po szczęśliwym zassaniu całości i przebrnięciu przez plik readme (bardzo skromny i niewiele wnoszący – generalnie docsy do emulatora pozostawiają bardzo wiele do życzenia) oraz ustawieniu wszystkiego jak trzeba – odpalamy! Jeśli kiedyś używałeś Atari ST, ale nie widziałeś na oczy Falcona i TOSa 4.04 przeżyjesz bardzo miłe chwile widząc te wszystkie kolorki, miłe ikonki i takie tam. GEM wygląda po prostu świetnie! Jest funkcjonalny, intuicyjny – to jeden z lepszych systemów okienkowych, jakie kiedykolwiek widziałem (a widziałem już niemało). Prostota tak wyglądu jak i obsługi pozwala z miejsca opanować system. Prawdziwie miła zabawa zaczyna się jednak w momencie zainstalowania jednego z wielozadaniowych systemów. Oto mały zrzucik ekranu:

Aranym

Aranym

Oto pulpit Falcona z zainstalowanym MiNTem i nakładką Thing (jak widać spolonizowaną). Na obrazie dysku, który dostałem od jednego z grupowiczów (hi Cyprian! :)) postawiony był rzeczony MiNT plus dorzuconych kilka użytków. Po podmontowaniu kolejnego obrazu dysku z narzędziami miałem już zupełnie wypasione środowisko. Miłe i wielozadaniowe jak się patrzy.

Ale, jak już wspomniałem, czasy się zmieniły, pokazała się nowa wersja emulatora i tu przeżyłem niemiłe rozczarowanie nieco. Otóż zmieniono na tyle sporo, że stare drivery dysków twardych po prostu nie działają na nowej wersji emulatora. Skutek jest taki, że podpiąć obraz dysku jak najbardziej mogę, ale o wystartowaniu systemu z niego mogę zapomnieć. Przynajmniej starszego systemu. Ale pomyślano o takich łosiach jak ja i w sieci leżą gotowe do pobrania obrazy twardzieli z preinstalowanych systemem MiNT i nakładką na ten system o dźwięcznej nazwie TeraDesk. Całość wygląda mniej więcej tak:

Aranym

Aranym

Okej, może niezbyt wiele widać ale uwierzcie na słowo – całość jest stabilna, śmiga aż miło patrzeć no i jest wielozadaniowa jak pan bóg przykazał.

A jak wygląda emulacja w praniu? Otóż baaaaardzo różnie. Zasadniczo można zapomnieć o takich rzeczach jak granie czy oglądanie demek pod emulatorem. Za wysokie progi najwidoczniej… Za to wszelkie aplikacje biurowe i podobne oprate na GEMie śmigają aż miło patrzeć. Pewne problemy mam z uruchomieniem Signum 4 (znakomity program do klepania i wstępnego składu tekstu), ale to chyba z powodu jego konstrukcji. Wygląda na to, że zastępuje standardowy GEM jakimś własnym shellem a skutek na emulatorze jest taki, że wszystko się pierniczy. Być może te objawy niedługo ustąpią, wraz z ulepszaniem samego emulatora.

Przykra prawda jest jednak taka, że emulator rozwija skrzydła dopiero na Linuxie. Wersja dla Windows jest w porównaniu z oryginałem mocno okrojona. Dlatego jeśli już się bawić tym softem, to tylko na Linuxie. Niestety, jak już wspomniałem moja znajomość Linucha kończy się na jego zainstalowaniu i bezstresowym używaniu, więc zbyt dużo prócz kilkukrotnego uruchomienia nie powalczyłem. A pod Linuchem się dzieje podobno! Sieć, dźwięk, bajery, szmery… Kurczę, kiedyś się odważę i podrążę nieco ten temat :).

No dobra, co tu w sumie pisać o rzeczy, której nie do końca rozumiem i umiem :)? Emulator działa – czasem lepiej, czasem gorzej. Jest ciągle rozwijany i być może już niedługo doczekamy się emulacji Falcona z prawdziwego zdarzenia. Ja, póki co, czekam niecierpliwie na jakąś solidną wersję dla Windows – z dobrym GUI, z bajerami z wersji linuxowych, ze wszystkim, co potrzeba do bezstresowej obsługi.

Czy warto więc inwestować swój czas w zabawę z ARAnyMem? Teraz, kiedy wyszła nowa wersja (i wciąż pokazują się nowe) i jeśli nieobcy ci jest Linux – jak najbardziej! Jeśli jednak wolisz męczyć się w środowisku windowsa – póki co odradzam.

Strona programu

, ,

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Wiedźmin scene style

Czy na scenie można mówić o zjawisku wiedźmiństwa? Takiego solidnego, zdrowego, opisanego na ten przykład przez nijakiego A. S.? Zobaczmy!...

Zamknij