Menu serwera

Atari na piecu

Komputery firmy Atari to już, nie oszukujmy się, historia. O ile sam komputer można jeszcze zdobyć (na aukcjach Allegro jest tego sporo) a z oprogramowaniem nie ma najmniejszego problemu (w sieci można znaleźć chyba wszystko co się na Atari pokazało), to już złożenie tego do kupy, by jakoś działało – może okazać się problemem. Sprzęcik ma już swoje lata i mimo, że jest solidny nad wyraz, to lata te jednak wyciskają nań swoje piętno. Nawet najbardziej zadbany komputer zacznie się w końcu psuć, coś nie będzie łączyło, coś gdzieś wyskoczy i dupa blada. Oddani fani Atari mają już większość tego typu przypadków w małym palcu i poradzą sobie z problemami, jednak ktoś dopiero zaczynający swą przygodę z tymi komputerami może mieć zgryz…

Rada jest oczywista! Skoro nie chcesz mieć sprzętu – siadaj do emulatora!

Powstało na pieca sporo emulatorów Atari ST. Z tych popularniejszych należy chyba wymienić:

PaCifiSTstrona emulatora – rzecz śmiga pod dosem i Windows 98. Emulator dobry, szybki i wytrwały :). Ma jeden ale istotny dla mnie mankament: dosyć często nie chce z grami, demami lub użytkami współpracować. Są wierni wielbiciele tego projektu, wielbiący tenże chyba tylko za szybkość działania. Dla mnie emulator kończy rację swojego bytu, kiedy już samym jego twórcom się nie chce. A projekt PaCifiST legł i już od bardzo długiego czasu nie jest rozwijany. Szkoda! Mimo wszystko jest w tym emulatorze kilka naprawdę fajnych patentów…

SainTstrona emulatora – emulator pisany głownie przez Leonarda/Oxygene. Leonard bawi się w scenę i to na Atari ST właśnie. Chyba z tego powodu SainT z założenia jest emulatorem nastawionym na odtwarzanie scenowych produkcji. Można powiedzieć, że jest to soft wyspecjalizowany :). Projekt jest ambitny i nic, tylko przyklaskiwać takiemu zamierzeniu. Niestety rozwój programu idzie nieco opornie – nowe wersje pokazują się zdecydowanie zbyt rzadko, co cholernie boli, bo emulator zapowiada się rewelacyjnie. Leonard kładzie nacisk na jakość ale i wierność emulacji. Chodzi głównie o solidne emulowanie ulubionych sztuczek atarowskich koderów scenowych, którzy potrafili z maszynki wycisnąć siódme poty korzystając z często nieudokumentowanych własności komputera i sprytnych tricków. Większość emulatorów potrafi się na takich trickach po prostu wywalić. Ale nie SainT! SainT ma w założeniu robić to, do czego inne emulatory się nie nadają. A któż lepiej zna tajniki kodowania na Atari ST niż człowiek, który zajmuje się tym już od długiego czasu? Gdyby tylko bardziej się Leonardowi chciało…

STeemstrona emulatora – nie ukrywam, mój zdecydowany faworyt jeśli idzie o emulację. Przede wszystkim jest to sofcik bardzo często uaktualniany. Prace nad ulepszeniami trwają cały czas, przy projekcie siedzi sporo testerów, twórcy nie boją się wprowadzać nowych, często kosmetycznych ale jakże sympatycznych funkcji… Podejście twórców STeema do emulacji jest nieco odmienne niż w przypadku SainTa – tu chłopcy wyraźnie postawili na kompleksowość tejże. Emulowany jest cały komputer, z portami midi włącznie. Generalnie do emulatora można podłączyć różnorakie urządzenia, czy to emulowane, czy też fizycznie istniejące (drukarki, pewnie skanery, bajery, szmery… :)). Z grami i programami narzędziowymi STeem radzi sobie bardzo dobrze. Gorzej sprawy się mają nieco przy produkcjach scenowych – częste tricki koderów potrafią emulator wyłożyć. Jednak system łatek pozwala mieć nadzieję, że do poszczególnych dem z czasem powstaną (do kilku już istnieją) odpowiednie patche… Emulator jest zdecydowanie dobrze przemyślany, bezproblemowy w obsłudze, świetnie pracuje w Windows XP i 2000. Czegóż chcieć więcej?

inne projekty – jest tego sporo, choć w większości już nie rozwijanych i zarzuconych. Za klasyczne emulatory można uznać takie programy jak: WinSTon (swego czasu doskonały soft!), który z czasem przemienił się w program o nazwie STew bodajże. Poza tym bliżej mi nie znany hAtari, MagiC PC (emulator systemu MagiC – doskonała sprawa!), GEMulator (słabiutki…) i pewnie mnóstwo innych. Jak zapewne zauważyliście, nie wymieniłem żadnego emulatora Linuksowego. Niestety, póki co noga z tego systemu jestem a tam trzeba kompilować, kombinować… :)

Jeśli chodzi o Atari XL/XE to z emulatorów znam jeden, jedyny. Ale za to jaki! Ten emulator po prostu powoduje szybsze bicie serca u każdego maniaka emulacji… Soft prawie że idealny, doskonale przemyślany, świetnie pracujący, banalny w obsłudze ale oferujący MOC! Co możecie sobie wyobrazić w emulacji – ten emulator pewnie to ma :). Sam program powstał w wersjach na większość popularnych systemów pecetowych a także bodajże na Dreamcasta i pewnie już niedługo na Playstation 2, kiedy już zagości tam Linuks jak należy. O czym mowa? Oczywiście o Atari800Win (lub inna końcówka w zależności od systemu) (polska strona projektu)! Mam nadzieję, że gdzieś tu znajdzie się tekścik o tym emulatorze. Postaram się Wam go jakoś mocniej przybliżyć.

Emulatorów „malucha” powstało bez liku, jednak w większości są to rzeczy stare lub zaistniałe jako efemerydy i nie wytrzymujące konkurencji Atari800Win. Z ciekawostek – istnieje emulator „malucha” na… Atari ST! Moim dotychczas największym dokonaniem w dziedzinie emulacji było zapuszczenie emulatora peceta na pececie (VMware bodajże), pod którym biegał emulator ST, pod którym z kolei odpalony był rzeczony emulator „malucha”. Niezłe kombo :)

No dobra, nie ma co ściemniać – lubię komputery firmy Atari. Mam nadzieję, że zarażę Was bakcylem kombinowania, emulowania, oglądania, grania w stare hiciory. Może to i historia, ale jakże fascynująca…

, ,

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
ePSXe – granie bez pada

I znów emulator! Tym razem nie byle jaki - oto najlepszy chyba emulator konsoli PSX na peceta: ePSXe! Pod tym...

Zamknij