Menu serwera

Aural Planet – Power Liquids

Aural Planet - Power Liquids

Aural Planet - Power Liquids

Na nową płytkę Aural Planet nieco poczekaliśmy. Czy długo? To kwestia cierpliwości :).. Czy warto było? A zaraz sprawdzimy!

Nowy krążek z zewnątrz prezentuje się nieźle całkiem. Siakieś kulki porysowane (w stopce napisane stoi, że za kulki odpowiada niejaki Marcin Czerwiński… to scener? jeśli tak to pod jakim mianem się ukrywa? nie idzie poznać z imienia i nazwiska…), w tonacji wszystko jest jasnej zachowanej, ascetycznej ale designersko miłej dla oka. Okładeczka od 5 Ex Engine jednak pozostanie moją faworytką dotychczasowych dokonań AP :). Zresztą zerknijcie sobie sami. Jakość taka sobie, bo ze strony AP pobierałem.

Okej, wczytajmy się w stopkę jeszcze nieco. Materiał na płytę skomponowali: Bjorn Lynne (aka Divinorum lub po prostu Dr. Awesome :)) oraz wszyscy memberzy AP. Całość zmasterował Scoprpik, poprodukowali wszystko Scorpik, Raiden i Bjorn a wszystko to ukazało się pod egidą wytwórni LynneMusic Productions. Jeszcze tylko stronki i będzie koniec oficjalnych danych. Strona LynneMusic to oczywiście www.lynnemusic.com a do państwa AP namiar podam z rozpędu, bo i tak pewnie znacie: www.auralplanet.com. Dodam tylko jeszcze, że zamiast standardowego ględzenia w książeczce chłopaki pojechali ostro z greetsami! Cała strona drobnym drukiem… Znajdziemy tam ksywy znane i znane mniej albo w ogóle, ale nogi i tak chłopakom z dup powyrywam za to, że mnie tam nie ma :). No i przydałoby się umieścić na stronce AP, że duuużo ich rzeczy było grane w Poznańskim Radio Afera – w sumie dwa lata AP miało tam swoją reprezentację w mojej postaci :). Po tych osobistych pretensjach, które i tak skończą się na rękoczynach, czas pojechać nieco dalej…

Przejdźmy do mięsa i surówki, czyli do samej płytki. Ale zanim zacznę się rozprawiać z zawartością, zerknę nieco w przeszłość i słów kilka o wcześniejszych projektach napiszę. Oto dawno, dawno temu mieliśmy niesamowite szczęście posłuchać rewelacyjnej płytki Lightflow. Od tego się zaczęło, ale bynajmniej nie na tym skończyło. Po Lightflow trzeba było nieco poczekać na kolejny krążek AP, ale w końcu doczekaliśmy się – Part: Second ukazała się i z miejsca jednych zawiodła, innych oczarowała. Jeszcze inni, na ten przykład ja, po przesłuchaniu płyty mieli bardzo mieszane uczucia. Ale co tam, life goes on i oto pokazał się krążek trzeci, czyli 5 Ex Engine. Tu zawiało niebezpiecznie pełnym profesjonalizmem – świetnie wydana płyta, doskonały design, no bajer po prostu, ale zawartość nierówna. Za dużo eksperymentów jak dla jednych, za mało konsekwencji w eksperymentowaniu jak dla drugich. Jak zwykle stanąłem okrakiem pośrodku i przyjąłem całość ciepło aczkolwiek z małymi „ale” pod adresem niektórych kawałków.

No i stanąłem przed podobnym problemem teraz! Bowiem Power Liquids jest jak dla mnie płytą po prostu nierówną… Niestety, znów wpadamy w rytmy trancowe, znów główną rolę gra beat, znów stopa to podstawa. Troszkę to już nuży, tym bardziej, że AP rozpoczęło od genialnego Lightflow, które pamiętamy i które pokazało nam, że można inaczej, że chłopaki potrafią nie tylko łomotać, ale i melodyjnie ambientować. Zaczynacie panowie wpadać w schematy i podobne bpm-y! A to już podoba się średnio… Czekałem na nowy album z wielką taką niecierpliwością. Chłopaki zapowiadały zmiany, słyszałem o powrotach do klimatów bardziej ambientowych, bardziej Lightflowowych. Niestety, otrzymałem powtórkę Part: Second, tyle że w tonacji trance a nie goa. Z drugiej strony, gdybym otrzymał ripleya Lightflow też pewnie bym narzekał, że to już było… Rozwiązanie widzę jedno – zmiana instrumentarium i bpm w klawiszach! Może czas poeksperymentować w nieco innym kierunku…

Całość materiału, jak sugeruje nazwa „Divinorum VS Aural Planet”, jest zorganizowana jako pojedynek pomiędzy wykonawcami. Tendencja jest taka: utworek zapodaje Dr. Awesome… uuups, sorry… Divinorum i zaraz po tym następuje replika ze strony AP. Ponarzekałem nieco na lekką wtórność całości w stosunku do wcześniejszych dokonań, ale płyta sama w sobie ma kilka perełek! Całość otwiera doskonały kawałek Bjorna – Call to Ancestors. Whoa! Świetna rzecz! Utwór ma szerokie brzmienie, doskonały flow (dzięki Ninja za ten wyrazik, dużo ułatwia :)), świetnie się go słucha po prostu. Drugi kawałek – The Extract – to też dokonanie Bjorna. Niezły, ale już bez tego pomysłu i tej „iskry”, jakie zaprezentował w Call to Ancestors. Na ten wstęp AP odpowiedziało kompozycją Raidena i Scorpika – Luv’s Frequency Spectrum. I kurczę w tym momencie lekko mnie płyta przydusiła. Czekałem na kompozycję AP i byłem wręcz przekonany o tym, że odpowiedź będzie odmianą, będzie złamaniem rytmu i stylistyki narzuconej przez Bjorna. Liczyłem na to, że dokona się jakaś wolta brzmieniowa, zmiana tonacji czy cokolwiek, co pozwoliłoby mi na pokiwanie paluchem i z uśmiechem w duchu powiedzenie „a masz Bjorn!” :). No niestety, Raiden wraz ze Scorpikiem kontynuują wcześniejszą linię…

I oto nadchodzi kawałek numer cztery, czyli znów Divinorum… Rzecz nazywa się The Next Step i przy tym cukierku zatrzymam się nieco. O jaka dobra rzecz! W moim prywatnym rankingu najlepszy utwór na płycie! Bjorn konsekwentnie kontynuuje tu wcześniejszą stylistykę, ale podchodzi do tematu w inny sposób nieco. Utwór jest inteligentnie napisany, przemyślany, dzieje się w nim spoooro, jest beatowo jednostajny (lub lepiej – jednorodny) ale wybrzmiewa na różne sposoby wraz z trwaniem. Kawał znakomitego transu! Przewodni motyw tego kawałka niepokoi, wciąga słuchacza, wprowadza nastrój lekkiego niepokoju… Kurna, perełka i to do kwadratu! Póki co dwa do jednego dla Divinorum.

I nadszedł Scorpik w piątym utworze na płycie – Call to Ancestors – Warp4 Mix. Pod tą przydługą nazwą kryje się jednak bardzo ciekawa kompozycja, odświeżająca nieco motyw znany z początku płyty. Scorpik postarał się, naprawdę. I wyszło mu to nieźle. Kawałka słucha się miło i przyjemnie…

Szósta kompozycja – Trailblazer – to powrót Bjorna. I to bardzo miły powrót. Od numerku szóstego płyta zaczyna dryfować nieco w inne strony niż narzucona wcześniejszymi kompozycjami konwencja by nakazywała. Trailblazer nie jest tak dynamiczny, tak porywający jak wcześniejsze utwory. To po prostu kawał niezłego aczkolwiek w moim przekonaniu nieco rzemieślniczego transu. Nie zachwyca, ale też nie odrzuca. Bardzo dobrym pomysłem było użycie w Trailblazerze specyficznego wokalu w stylu wycia islamskich kolesi, co to wołają na modlitwę (jak im do cholery było? czasami słów brakuje…). Dodało to szczypty wschodniego folkloru i zmieniło nieco obliczę płyty.

Kawałek siódmy to znów kompozycja Divinorum i pana o nazwisku Arild Andersen. Jako laik nie mam bladego pojęcia któż zacz, ale za to mam pojęcie, co właściwie mi w tym kawałku nie gra. Otóż prócz użycia (wreszcie) nowego instrumentu w postaci gitarki elektrycznej (lub klawiszy z brzmieniem owej) jest to w prostej linii kontynuacja wcześniejszych wątków. No cóż, mimo całkiem ciekawej kompozycji Mile High Club – Ariander Mix po prostu ginie wśród wcześniejszego materiału. Nie odstaje zbytnio od narzuconego trendu i po prostu sobie mija. A szkoda! Bo po wysłuchaniu zupełnie wyrywkowym, tak ni z tego ni z owego zyskuje on bardzo!

Numerek osiem to kompozycja Scorpika – Are You Human. No co ja tu będę dużo pisał? Początek kawałka zapowiada jazdę wprost rewelacyjną! Potem kochani, to już jest tylko fajniej :). Serio, utwór ma niesamowity klimacik, latają wokale, zmienia się beat (wreszcie), płytka zwalnia nieco i przez to ten kawałek po prostu BRZMI! I brzmi nieźle… Wspominałem już wcześniej o takiej jakby „szerokości” dźwięku, zalewie pełnego stereo, prawie że sourroundu z głośników – to słychać doskonale właśnie w tym utworze. No i Scorpik nie poszedł na „łatwiznę”, nie powtórzył wcześniejszej melodyki – stworzył pełen dźwięków, obrazów i kolorów utwór, który z przyjemnością się po prostu słucha. Rewelacja! W moim prywatnym rankingu Are You Human bardzo mocno depcze po piętach wcześniej opisywanej kompozycji Bjorna The Next Step.

I nareszcie doczekaliśmy się kompozycji Falcona. Tak przynajmniej stoi w oficjalnych zapiskach :). Tak jak numer ósmy zwolnił płytę nieco, tak numer dziewiąty to odprężenie po wcześniejszych wariacjach. Noooo! Warto było czekać do Liquid Incense (bo tak się kawałek Falcona nazywa)! Utwór doskonale brzmi (nie wiem ile w tym zasługi masterującego Scorpika) ale przede wszystkim to cudowna, lekka, przyjemna kompozycja trącąca nieco wschodem, ze świetnym wokalem, bogatym instrumentarium i naładowana dźwiękami po granice pojemności pięciolinii :). Bardzo dobry kawałek, który łamie zupełnie wcześniejsze – transowe – brzmienie płyty. Słuchasz i czujesz przenikający cię spokój… No i chyba w tym leży problem i moje napomknięcie o nierówności płyty. Pomieszało się tu warsztatowe transowe granie z prawdziwymi perłami. Bo taką perłą jest też zamykający całość utwór…

…Exposure pana KeyG! A to już jest kompozycja dla marzycieli, dla ludzi kochających Lightflow, dla maniaków płynących dźwięków budujących powoli niesamowity nastrój wyciszenia i skupienia. Taki właśnie jest ten kawałek. To nie jest replay materiału z Lightflow – raczej jego logiczna konsekwencja i po prostu marzę o Lightflow 2 utrzymanym w stylu, który zaprezentował swoim kawałkiem KeyG. Doskonała robota KeyG! Jeśli tylko wpadniesz do Poznania na party masz furę piwa za to wprowadzenie mnie w doskonały nastrój, wyciszenie i skupienie rozbieganych myśli :).

I to już koniec przygody z nową płytą zespołu Aural Planet. Czy dobrą? To sprawa gustu. Ja wiem, że materiał jest po prostu nierówny i czasem adresowany do różnych odbiorców. Od maniaków imprez z prochami po maniaków prochów bez imprez :). Rozrzut społeczny spory i jakość materiału także. Kierując się filozofią „dla każdego coś miłego” można oczywiście dogodzić, jako się rzekło, każdemu, ale prawdziwa odwaga przy nagrywaniu płyty i przemyśleniu jej jako całości to omijanie tej filozofii. To adresowanie jednej przesyłki do konkretnego grona adresatów. A płyta jest adresowana do ludzi o różnych zainteresowaniach muzycznych a stąd wynika pewna taka niekonsekwencja. Choć może czepiam się bez sensu? Może tak właśnie jest lepiej? Niemniej nie mogłem pozbyć się wręcz uczucia w trakcie słuchania płyty, że raz czegoś jest za dużo, raz za mało… W każdym bądź razie dzięki chłopaki za zafundowanie mi godziny różnych emocji! Od zachwytu po znużenie…

Mam nadzieję, że kolejna płyta będzie jednym, wielkim zachwytem :)

Czego sobie i wszystkim życzę.

PS. z pojedynku moim zdaniem zwycięsko jednak wyszło AP. Za niesamowitą końcówkę płyty… Bjorn zagrał mimo wszystko jednak nieco zbyt monotonnie jak na mój gust :)

, ,

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Typowy meeting Marsmellow

Jest to forma sprawozdania z typowych naszych meetingów, które staramy się odbywać co tydzień w ramach integracji, wzajemnej adoracji i...

Zamknij