crash — amerykanie potrafią jeszcze kręcić filmy!

wła­śnie skoń­czy­li­śmy wcią­gać z dorotką film, jakiego nie oglą­da­li­śmy od dawna. głę­boki, poru­sza­jący, dosko­nale zagrany i wyre­ży­se­ro­wany… głę­boki trip w bar­dzo nie­miłe i nie­sym­pa­tyczne rze­czy, zda­rza­jące się ludziom czasem.

crash, bo o tym fil­mie teraz kle­pię, jest rodza­jem powie­ści. a wła­ści­wie jest to nie­usta­jąca nar­ra­cja o wyda­rze­niach doty­ka­ją­cych ludzi i wpły­wie tych wyda­rzeń na życie tychże ludzi. to kilka histo­rii dzie­ją­cych się rów­no­cze­śnie, w któ­rych losy boha­te­rów tychże histo­rii jakimś spo­so­bem prze­pla­tają się. raz sub­tel­nie, innym razem tra­gicz­nie, jesz­cze innym razem po pro­stu pewne rze­czy dzieją się obok sie­bie nie mając na sie­bie więk­szego wpływu ale mimo to jakoś wpły­wa­jąc na pozo­stałe histo­rie. przez cały czas trwa­nia filmu zagłę­biamy się w te histo­rie i jeste­śmy wręcz wsy­sani w orbitę kłę­bią­cych się zdarzeń.

brzmi zna­jomo, nie­praw­daż? kilka fil­mów opar­tych na podob­nych zało­że­niach widział już na pewno każdy. to, co wyróż­nia crash spo­śród innych fil­mów to imo nar­ra­cja. spo­sób poda­nia tych histo­rii jest feno­me­nalny po pro­stu. wszystko dzieje się tak „lekko”, histo­rie toczą się same, odbiór nie jest jakoś udziw­niony nowa­tor­skimi pomy­słami mogą­cymi tylko zamie­szać ogólny obraz. nie o to cho­dzi w tym fil­mie i nikt nie stara się jakoś na siłę motać wąt­ków. nie ma takiej potrzeby. opo­wia­dane histo­rie są na tyle wia­ry­godne, na tyle auten­tyczne, że dodat­kowe kom­pli­ka­cje są po pro­stu zbyteczne.

crash stop­niowo buduje napię­cie, potę­guje emo­cje, wpy­cha w jakieś nie­uchronne kole­iny, któ­rych jeste­śmy świa­domi oglą­da­jąc ten film. ba! w wielu przy­pad­kach z góry podej­rze­wamy, co się wyda­rzy, jaki finał będzie miała dana opo­wieść… i w niczym, ale to w niczym to nie prze­szka­dza! ten deter­mi­nizm, wręcz maso­chizm, z któ­rym posta­cie brną dalej w oczy­wi­stych dla nas i zazwy­czaj błęd­nych wybo­rach — to wszystko jest tak dla nas oglą­da­ją­cych oczy­wi­ste, że aż chce się momen­tami krzy­czeć „nie rób tego!”, „zawróć!”. jed­nak pewne słowa muszą być powie­dziane a pewne zda­rze­nia muszą zaist­nieć. pyta­nie — skąd to wiemy? i to chyba jest siła prze­kazu tego obrazu: życie po pro­stu się toczy pew­nym ryt­mem, na który mamy zni­komy wpływ. cza­sami zda­rzają się w nim chwile, w któ­rych obec­ność boga jaest wręcz oczy­wi­sta (feno­me­nalna scena ze strze­la­ją­cym wła­ści­cie­lem sklepu) bo taki kar­ko­łomny splot wyda­rzeń po pro­stu nie może zaist­nieć. cza­sem zda­rzają się w nim chwile, w któ­rych ta naj­bar­dziej ocze­ki­wana pomoc po pro­stu się nie poja­wia (pod­wie­zie­nie auto­sto­po­wi­cza) i wszystko staje na gło­wie… ot, życie. zaska­ku­jące ale i prze­wi­dy­walne zara­zem. sprzecz­ność? a kto powie­dział, że musi wszystko być poukładane?

pole­cam rzecz gorąco! dawno już nie widzia­łem tak jeż­dżą­cego po emo­cjach filmu. momen­tami jest ckliwy, momen­tami bru­talny, momen­tami prze­raża, momen­tami aż kapie od nadziei. mimo iż ogól­nie rzecz bio­rąc jest dołu­jący, koń­czy się w jakiś kar­ko­łomny spo­sób opty­mi­stycz­nie. nie pytaj­cie jak to moż­liwe, po pro­stu obej­rzyj­cie ten film.

dosko­nały sce­na­riusz, nie­zgor­sze aktor­stwo, nie­złe zdję­cia, świetna ścieżka dźwię­kowa… nie ma strze­la­nin, pogoni czy kopa­niny. jest za to solidna roz­prawa z kil­koma demo­nami, które zazwy­czaj dopa­dają ludzi w naj­mniej ocze­ki­wa­nych momen­tach. i pięk­nie poka­zano, na jak wiele spo­so­bów czło­wiek z takimi demo­nami sobie radzi (albo i nie). film jest w ten spe­cy­ficzny i bole­sny spo­sób praw­dziwy. na tyle, że koń­cząc go oglą­dać doga­sza się któ­re­goś tam wypa­lo­nego w mię­dzy­cza­sie papie­rosa i mówi „o kurwa, ame­ry­ka­nie jesz­cze potra­fią krę­cić dosko­nałe filmy”. mnie to wystar­czy. nikt nie bawił się w psy­cho­lo­giczną wiwi­sek­cję. po pro­stu poka­zano mi kilka cho­ler­nie praw­dzi­wych życio­wych problemów.

strona filmu na imdb

, ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

Trackbacki/Pingbacki

  1. oscary rozdane – crash rządzi | CoSTa's Family Page - 08/10/2011

    […] wol­nego w ponie­dzia­łek :)swego czasu pisa­łem tu o fil­mie crash. kilka słów można zna­leźć tutaj.EDIT: no tak, o wcze­snych godzi­nach poran­nych nie powinno się pisać niczego. […]

Dodaj komentarz