da majka już dopadło. następna w kolejce jest doropha. mnie być może minie choć też czuję, że coś nie ten teges… co nas dopada? oczywiście katar!
z da majka leje się jak z odkręconego kranu. kropi nam dziecko podłogę, na sprzęta wszelakie, prześcieradła i obrusy. próbujemy jakoś przytamować ten potok ale na niewiele się to zdaje. męczy się mi córa okrutnie ale cóż począć. te małe wirusowe cholerstwa są nie do zwalczenia :/
szukam jakiegoś oryginalnego sposobu, najchętniej „babcinego”, na pozbycie się tego tałałajstwa ewentualnie profilaktykę (w moim wypadku). tak, wiem, pół litra zaszkodzić nie zaszkodzi a może wręcz pomoże ale szukam czegoś nieco bardziej wyszukanego. do połówki z dwuletnim dzieciakiem póki co nie siądę :). więc jeśli znasz, o drogi przybyszu, jakiś sprawdzony środek na katar pielęgnowany w twojej rodzinie od pokoleń — daj cynk! oszczędzisz cierpień pewnej skromnej rodzinie :)








Katar jest, z tego co mi wiadomo, nieuleczalny. Leczy się sam i trwa siedem dni.
ponoć tak właśnie jest. ja tam w to nie wierzę. bimber i kasujemy wirusy! :)
Jest taki dynks, co to sie Cirrus chyba nazywa. Nie wiem, czy sie dla dzieci nadaje, ale na mnie zadzialal zadziwiajaco. Poglad na leczenie kataru mialem jednoznaczny (jak w powyzszych komentarzach), ale mi sie zmienilo. To naprawde zadzialalo. 1 tabletka i przez caly dzien katar idealnie zablokowany. Nie pamietam szczegolow, bo to juz rok temu bylo. Nie pamietam, czy potem katar wrocil, ale to cos chyba nie leczy, a tymczasowo blokuje. W aptekach bez recepty. Warto sprobowac chocby dla doswiadczenia magii. Na mnie zadzialalo, mimo, ze zupelnie w to nie wierzylem.
o widzisz rutens. to bardzo przydatna informacja. trzeba będzie przetestować. dzięki!