final fantasy 7 advent children

Final Fantasy 7 Advent Children

Final Fantasy 7 Advent Children

cóż miała (i nadal ma!) w sobie takiego gra, która ponie­kąd wyzna­czyła na długi, długi czas pewne stan­dardy kon­so­lo­wej i kom­pu­te­ro­wej roz­grywki, do któ­rych odwo­ły­wano się póź­niej w recen­zjach innych gier? cóz miała (i ma nadal!) takiego w sobie gra wydana osiem (SIC!) lat temu, która de facto wła­ści­wie się nie zesta­rzała, co naj­wy­żej dopro­wa­dzi do zaże­no­wa­nia gra­fiką mało­la­tów z napa­ko­wa­nymi pece­tami? cóż takiego miała (i ma nadal!) gra, którą prze­sze­dłem cztery razy i mam ogromną chęć na jesz­cze? jed­nym sło­wem: dla­czego w pew­nym momen­cie gra final fan­tasy 7 wręcz zawład­nęła świa­tem i sama jedna sprze­dała się w tak nie­praw­do­po­dob­nej ilo­ści kopii, że do dziś jest to chyba abso­lutny rekord wszech cza­sów? dia­bli wiedzą…

nie była to kwe­stia gra­fiki, która owszem swego czasu mogła robić wra­że­nie na sony play­sta­tion ale widzie­li­śmy na tę kon­solę gry zde­cy­do­wa­nie ład­niej­sze gra­ficz­nie. więc może muzyka? o taaaak, uematsu wyci­snął z układu psx co się tylko dało a dla samej muzyki w fina­ło­wej napa­rzance prze­sze­dłem grę trzeci z moich czte­rech razy. czyżby więc fabuła? jestem zwo­len­ni­kiem tezy, że w sumie ten wła­śnie ele­ment miał chyba naj­istot­niej­sze zna­cze­nie. oto poja­wiła się bowiem gra z być może banalną fabułą ale opo­wie­dzianą tak, że klę­kaj­cie narody. narody może nie klę­kły ale kasy wywa­liły co nie­miara i gra roze­szła się fenomenalnie.

czas mija (osiem cho­lera lat!) a gra nie chce się zesta­rzeć. na tyle, że zro­biono film. final fan­tasy 7 advent chil­dren — bo o nim mowa, poka­zał się był nie­dawno na dvd w japo­nii. oczy­wi­ście roz­lazł się w tem­pie bły­ska­wicz­nym po wszel­kich tor­ren­tow­niach, pol­skich napi­sów doro­bił się już w kilka godzin (jeśli nie wcze­śniej) od „pre­miery” w sie­ciach p2p i ogól­nie stał się na jakiś czas hitem. zdaje się, że mimo wszystko ludzie dosko­nale koja­rzą i tytuł, i grę i nadal chcą nieco w magicz­nym świe­cie clo­uda pobyć. osiem lat po pre­mie­rze gry! nawet naj­twardsi mal­kon­tenci muszą przy­znać, że to o czymś świadczy.

film jest oczy­wi­ście ani­mo­wany kom­pu­te­rowo i to miej­scami tak, że dech zapiera. oczy­wi­ście mal­kon­tenci będa krę­cili nosami ale to ich święte prawo i niech sobie kręcą. sty­li­styka postaci i takie tam inne znane są już chyba dosko­nale. nie­któ­rzy pew­nie opa­trzyli się już tych fina­lo­wych japoń­skich chłop­ców i dziew­cząt w nad­mia­rze. nie­któ­rym się to podoba, innym nie. jesz­cze inni mają do tej sty­li­styki sto­su­nek obo­jętny. do tej grupy mniej wię­cej ja należę ale od razu przy­znaję, że pro­jekty maszyn, budowli i ogól­nie całej tej reszty po pro­stu kopią dupę.

a co w samym fil­mie zoba­czymy? ano zoba­czymy dosyć beł­ko­tliwą fabułę nawet do stóp nie dora­sta­jącą tej zna­nej z ff7. wyda­rze­nia dzieją się ponoć dwa lata po tych przed­sta­wio­nych w grze i są kon­ty­nu­acją wąt­ków zawią­za­nych (i roz­wią­za­nych — przy­naj­mniej nie­któ­rych) w gierce. spo­tkamy tu wszyst­kich zna­nych i lubia­nych przez nas boha­te­rów — cloud, tifa, bar­ret… ba, zna­lazł się nawet cait sith :). ze zna­nych boha­te­rów należy też wymie­nić naszych zna­jo­mych z kom­pa­nii turks — w sumie odnio­słem wra­że­nie, że to turksi wła­śnie całą intrygą kręcą ale być może jest to pro­blem tłu­ma­cze­nia, które do naj­lep­szych nie nale­żało i pew­nie wiele rze­czy poprze­krę­cano. muszę to wcią­gnąć z jaki­miś ory­gi­nal­nymi angiel­skimi sub­ami, wtedy być może kilka nie­ja­sno­ści nagle się roz­świe­tli. nie­mniej sta­rzy zna­jomi agenci poja­wiają się tu po pro­stu co chwilę ale w sumie do końca trudno orzec w jakiej roli. shin ra roz­grywa jakąś swoją par­tię ale z dosyć beł­ko­tli­wego tłu­ma­cze­nia trudno roz­gryźć jaką, a po japoń­sku to ja póki co ani w ząb…

film sku­pia się na wal­kach. te są dłu­gie, wido­wi­skowe, kopią tyłek po pro­stu. oczy­wi­ście ani na moment nie są reali­styczne (mal­kon­tenci znów maru­dzą) ale hej! kto powie­dział, że my tu o jakimś reali­stycz­nym fil­mie mówimy??? jest tak, jak być powinno — momen­tami aż zapiera dech. do kla­syki kanonu final fan­tasy zapewne przej­dzie scena poja­wie­nia się vin­centa. uuuch, facet ma kurna klasę! fina­łowy zaś poje­dy­nek nie roz­cza­ro­wuje. co prawda roz­mach mógłby być nieco więk­szy ale i tak ma się wra­że­nie, że oto dzieje się coś naprawdę solid­nego, nawet mie­rząc to nor­mami świata final fantasy.

czy ten film to tylko bija­tyki? ależ nie! japońce nie byłyby sobą, gdyby nie wrzu­ciły w to wszystko kilku zia­ren miło­ści, przy­jaźni, nie­na­wi­ści i takich tam przy­praw. okej, nie jest to zro­bione na miarę oskara ale dłu­ży­znami te momenty nie są a dla byłych gra­czy kilka scen to po pro­stu miód i orzeszki. tak swoją drogą — cały film aż skrzy od nawią­zań do gry. mnie oso­bi­ście roz­wa­liła muzyczka tele­fonu komór­ko­wego takiego jed­nego bad­gaja, która ni z tego, ni z owego odzywa się po skoń­czo­nej walce. kto grał, ten od razu chwyci o co biega i doceni żart.

i tu docho­dzimy do naj­więk­szej imo bolączki filmu: ludzie, któ­rzy w ff7 wcze­śniej nie grali po pro­stu nie będą wie­dzieli o co cho­dzi. poja­wia­jące się posta­cie będą im cał­ko­wi­cie obce, wyda­rze­nia, do któ­rych odwo­łuje się film, będą im nie­znane… sło­wem — jak we mgle. nic dobrego z tego nie wynik­nie i kolejny film ekipy squ­are enix okaże się finan­sową klapą. a szkoda cholera.

jeśli grałeś/aś w final fan­tasy 7 — z czy­stym sumie­niem film pole­cam. jeśli nie — warto ale nie­wiele straci się nie­oglą­da­jąc. i tak naj­praw­do­po­dob­niej więk­szość smacz­ków cię omi­nie sze­ro­kim łukiem a bez tych smacz­ków film robi się pła­ski i beł­ko­tliwy. wybór, jak zawsze, należy do ciebie.

strona filmu
strona fanow­ska — mnó­stwo faj­nego stuffu
nie­ofi­cjalna ale bar­dzo dobra strona o grze final fan­tasy 7

, , ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

Jeszcze nikt nie skomentował. Możesz być pierwszy!

Dodaj komentarz