Menu serwera

mldonkey – nie taki diabeł straszny

są dwie wielce wredne przypadłości męczące typowego warezowego ssaka korzystającego z bittorrenta pod linuksem:

  1. szlag człowieka trafia, że softu nie ma sensownego na kształt powiedzmy windowsowego utorrenta (ma być sportowany pod linuksa ale diabli wiedzą kiedy) – małego, zgrabnego, z obługą blokowania połaczeń z niechcianych adresów i kupą innych a fajnych udogodnień.
  2. jedyną sensowną alternatywą staje się azureus, który ma tę jedną nieszczęsną właściwość, że potrafi kompletnie zmulić najmocniejszą nawet maszynę. to świetny program ale co z tego, skoro porafi zmęczyć procesor dokumetnie, o pracy z tym czymś chodzącym w tle nawet nie ma co marzyć.

rozwiązanie? mldonkey! korzystam z tego programu już od dłuższego czasu i…

…jest pięknie! to serwerowo-klienckie rozwiązanie jest autentycznie eleganckie. ma chyba wszystko, co potrzebne ssakowi do szczęścia, choć z punktu widzenia użytkownika zaawansowanych klientów sieci bittorrent, ma też od groma mankamentów. lekko schizowa sytuacja ale tak mniej więcej sprawy się przedstawiają. może najpierw plusy:

  • doskonale spełnia swoje zadanie – ssie na potęgę :)
  • doskonale dzieli pasmo pomiędzy zadania. seedowanie tym draństwem to czysta przyjemność – nawet przy mnóstwie seedów i niewielkiej ilości peerów zawsze jakimś cudem łączy mnie z peerem i śle mu dane. korzystasz ze stron, na których liczy się ratio a seedów jest więcej niż peerów i masz problem z tego ratio utrzymaniem? przesiądź się. poznaj uroki wysyłania :)
  • program obsługuje jednocześnie kilka popularnych seici wymiany plików, w tym oczywiście edonkey. cudna sprawa – dostęp do kilku sieci z jednej aplikacji…
  • działa toto jako demon w tle i zaprawdę nawet przy sporej ilości pobieranych czy wysłanych plików jakoś ni chcolery nie chce kompa obciążać.
  • obsługuje listy blokowania połączeń z niechcianych adresów

a teraz czas na wady:

  • to nie jest prosta w użyciu zabawka. to cały pieprzony system wymiany danych z mnóstwem opcji, kombinacji i czego tam jeszcze chcesz. a najzabawniejsze – gui (interfejs) owszem istnieje ale w sumie nie warto z niego korzystać bo tak po prawdzie nie ma po co.
  • o pewnych możliwosciach znanych z innych klientów torrenta można tylko pomarzyć. prezentacja aktualnego ratio dla torrenta? forget it. pobieranie tylko wybranych plików z torrenta? forget it. możliwość ręcznego połączenia z trackerem w celu aktualizacji informacji o torrencie? ni ma. im dłużej się tego draństwa używa, tym więcej wychodzi takich właśnie pozornie nieistotnych braków, które jednak okazują się mozno przydatne.
  • brak sensownego gui = zarządzanie torrentami praktycznie nie istnieje.
kmldonkey

kmldonkey

z tego wszystkiego brak jakiegoś w miarę użytecznego gui jest chyba brakiem najistotniejszym. owszem, można sterować programem na różne sposoby, ot choćby przy wykorzystaniu oferowanego przez program międzymordzia via www. rozwiązanie doskonałe bo umożliwiające nawet zdalne zawiadywanie mldonkeyem ale przydatne praktycznie tylko przy korzystaniu z sieci edonkey. nie oszukujmy się – sama nazwa wskazuje dla jakiej sieci ten soft powstał, bittorent to tylko dodatek, plugin i nic więcej. dla usera sieci bittorrent to spory kłopot. o ile jednak nie chcesz się bawić w zdalne dostępy, zawsze możesz odpalić jeden z licznych alternatywnych programów do zarządzania mldonkeyem. jako że kde to moje main środowisko – padło na kmldonkey. cóż to takiego? a nic innego jak właśnie taka kliencka aplikacja, którą można nieco pozarządzać serwerem. i jest to duuuże ułatwienie dla takich jak ja matołków, którzy z konsolą nie lubią mieć zbyt wiele wspólnego. większość rzeczy można sobie po prostu wyklikać, co jest rzeczą miłą. program całkiem ładnie raportuje co się akurat w danym momencie na serwerze wyprawia, przedstawia ładnie statystyki wykorzystania łącza, oferuje bardzo fajowy moduł wyszukiwania (sieć edonkey) i bezproblemowe dodawanie plików torrent do kolejki serwera.

przyznam szczerze, że początkowo mldonkey mnie przeraził. instalacja kmldonkey jakoś poprawiła moje samopoczucie i rozeznanie w bogactwie możliwości, jakie oferuje mldonkey. no i przeprosiłem się z siecią emule. nie to, żeby była choć odrobinę szybsza (ni cholery nie jest, a szkoda). po prostu teraz nie muszę głowić się nad tym co i jak mam ograniczyć, by móc korzystać z dwóch popularnych sieci wymiany plików jednocześnie. fajowy soft i wart poznania. no i ten praktycznie brak obciążenia komputera… fenomenalna sprawa!

strona programu mldonkey
strona klienta kmldonkey

,

3 odpowiedź do mldonkey – nie taki diabeł straszny

  1. Rork Listopad 10, 2005 o 14:00 #

    linux, (ziew)

  2. CoSTa Listopad 10, 2005 o 21:09 #

    sorry rorq za lekkie zmoderowanie komentarza. parser potraktował twoje nawiasy trójkątne jako definicje taga a te tępi bezlitośnie :)

Trackbacki/Pingbacki

  1. przesiadka już chyba kompletna | CoSTa's Family Page - Luty 14, 2009

    […] – mldonkey ostatnio kompletnie wyparł inne klienty. demonik szaleje w tle, nie zużywa praktycznie zasobów, […]

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
podły wyzysk kapitalistów

przez moment w naszej rodzince zrobiłosię gorąco. nasz wyjazd do jelonki zawisł na włosku dosłownie. rozdzwoniły się telefony, zaczęły latać...

Zamknij