Menu serwera

no to jestem słomianym wdowcem

laski wyjechały. dodorpha wsadziła da majka w pociąg i śmignęły sobie do wrocławia, skąd dalej już transportem kołowym zapewnionym przez żonkę brackiego mego i żonki jego, doturlają się do samej jeleniej góry. zostałem sam na włościach a właściwie sam na sam z komputerem. nie mogę się zebrać, by przeskoczyć do windowsa i odpalić te wszystkie corele i photoshopy. na samą myśl robi mi się niedobrze. ale ulotki do poprawki czekają, drukarnie takoż… eeech, cóż począć – taki fach.

btw pociągu – laski jadą pociągiem-widmo, który oficjalnie istnieje, tyle że nie na tej trasie, co zwykle! przeżyłem dziś lekki szok, kiedy to pojechałem z rańca po bilety. quest był prosty: pojechać, kupić bilety i miejscówki na intercity, którymi moje lasencje miały przyturlać się do wrocławia, wrócić. pierwsza część poszła łatwo – dziś w poznaniu jakieś święto ulicy św. marcin czy czegoś takiego i ruch kompletnie nie zamarł. tramwaje jeżdżą, autobusy trąbią, poznaniacy wpieprzają jakieś rogale świętomarcińskie (taki miejscowy ultradrogi w stosunku do tego, co oferuje, przysmak). jednym słowem – miasto żyje choć na wolniejszych obrotach. no więc bez problemów dojechałem na dworzec.

na dworcu jak to na dworcu. ludzi sporo, choć nie aż tak wiele jak się spodziewałem. widocznie studenci pojechali do domów wczora z wieczora. ruszam więc do rozkłądu jazdy coby upewnić się o której ten intercity odjeżdża i… ni ma! pociągu brak! mówię sobie „okej, widać jakiś nowy i nie zdążyli zaktualizować”. ruszam do informacji by się upewnić, że toto jednak jedzie. jedzie. no to dalsza część questa – bilety.

stoję w krótkiej nadspodziewanie kolejce, wyciągam kasę i walę prosto z mostu „pociąg ten i ten, chcę to i to, ile papierków mam dać”. pani w okienku na to: „wała, na ten pociąg biletów nie sprzedajemy”. zrobiło mi się tak: ‚”?????????” i pewnie karp mi wyskoczył. kasa ma nalepkę intercity więc w czym problem? i tu dostałem wykład. pociąg jak się okazało, generalnie tą trasą nie jeździ, jest jakiś międzynarodowy, przez poznań turla się raptem kilka dni w roku więc nikt tego w systemie nie ujmuje i biletów w kasie się nie kupi. tu cytuję: „nikt pociągu do systemu nie wprowadził i nie mogę panu na ten pociąg sprzedać biletów”. no tu już mnie szlag trafił i biedną kobiecinę zapytałem, w którym my właściwie wieku żyjemy i dlaczego w dobie dostępu do telewizji z telefonów komórkowych zasrane pkp intercity nie może wklepać pieprzonego pociągu do swojej zafajdanej bazy danych. jak widać, byłem zły :)

okej, bilet mieliśmy kupić w pociągu, no problema. trochę drżałem o to, że bez miejscówek i w święto może się okazać, że mi żona z dzieciakiem nie będą miały gdzie siedzieć. DUŻY błąd! przyjechał pociąg, faktycznie międzynarodowy, wyższa klasa średnia standardów pociągowych (klima i te sprawy – jak to w międzynarodowych intercity) KOMPLETNIE PUSTY!!! wleźliśmy do wagonu, w którym siedziało może z trzy osoby. nie, nie w przedziale, tam nie było przedziałów. mówimy o całym wagonie. cholerny pociąg-widmo :)

i tak pozbyłem się moich lasek. teraz czas wyłączyć przeglądarki, wskoczyć w jedyny słuszny system operacyjny i pomnażać majątek mojego pracodawcy. szkoda, że mój nie mnoży się adekwatnie do jego :/

2 odpowiedź do no to jestem słomianym wdowcem

  1. Brzoza Listopad 14, 2005 o 10:55 #

    Ano – dzięki temu, że pociąg widmo etc. to dziewczynom udało się tak fajnie dojechać. Bo w drodze powrotnej próbowaliśmy kupić bilet na „normalne” Intercity i co? I kupa – wszystko, łącznie z pierwszą klasą wykupione, co zaowocowało przymusowym dla dziewczyn zwiedzaniem Wrocławia i przymusowym objadaniem się smakołykami w kawiarni, ale to już inna historia :)

    • CoSTa Listopad 14, 2005 o 13:58 #

      yeah, widziałem co się działo… no ale czegóż się można było spodziewać w dzień powrotów z długiego weekendu? grunt, że całe dojechały. miło, że napakowaliscie je jakimiś kaloriami. dzięki temu przeżyłem. bo już miałem wizję dwóch głodnych lasek po podróży :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
mldonkey – nie taki diabeł straszny

są dwie wielce wredne przypadłości męczące typowego warezowego ssaka korzystającego z bittorrenta pod linuksem: szlag człowieka trafia, że softu nie...

Zamknij