zacznę może tak: fe-no-me-nal-na płyta! i to w sumie wszystko, co wypadałoby o tym krążku powiedzieć. no dobra, pociągnę jeszcze nieco temat :)
o istnieniu kogoś takiego jak piana nie miałem do tej pory zielonego pojęcia. któż to taki? za nieco higieniczną w naszym kraju ksywą kryje się kobieta a właściwie ponoć dziewczyna jeszcze. japonka. o głosie i manierze śpiewania, które powalają po prostu. uwierzcie na słowo lub skaczcie do podlinkowanych stron i przekonajcie się sami ssąc kilka próbek albumu. czegoś takiego nie słyszałem już od bardzo, bardzo, bardzo dawna.
cały krążek to jesienna, głęboka melancholia, której dziecięcy wręcz głosik piany dodaje głęboko przewrotnego, miejscami perwersyjnego wydźwięku. nie pytajcie się jak to możliwe, by melancholia była perwersyjna — takie uczucia towarzyszyły mi przy słuchaniu tej płyty. krążek jest głęboko liryczny, poetyckji w wydźwięku ale diabli wiedzą, czy tak aby jest na pewno, bo teksty są śpiewane po japońsku (brzmi to cudownie po prostu). na stronie piany można znaleźć przekłady na angielski więc sami zobaczcie.
jestem oczarowny tą płytą. słodki głosik wokalistki perfekcyjnie osadzony w lekkim, instrumentalnym i miejscami jazzującym podkładzie… kurczę, nie wiem co napisać. dla mnie to wydarzenie bez precedensu — muzyka wprost z japonii bez większości przywar japońskiego grania. i to po japońsku, co kompletnie nie drażni. ba! w tym języku, jak się właśnie okazało, można szeptać, czynić jakieś słodkie obietnice czy cokolwiek innego o czym śpiewa piana. zapomnijcie o japońskim znanym z filmów kurosawy — tu jest to język miłości, miejscami naiwnej i dziewczęcej, miejscami głębokiej i po dziecięcemu rozpaczliwej. FUUUCK! doskonała płyta! polecam jak jasna cholera!
coś, co wygląda na blog piany (po japońsku — są próbki albumu do pobrania)
strona krążka w wydawnictwie (po angielsku plus próbki)








zapoznałem się, całkiem toto miłe. dzięki za rekomendację — w życiu bym na to nie trafił.
pzdr
kru
–
.
kruku. ty żywiesz jeszcze? taki stary a takich japońskich głupot słucha… czekaj, odkryłem niedawno coś bardzo fajowego, dziś recka :)
Nie podeszło mi to wcale. :/
i dobrze! gdyby wszyscy lubili to samo żarcie, tę samą muzykę i tak samo się ubierali — strzeliłbym sobie w łeb bo to oznaczałoby tryumf mcdonalda :)
I mocherowych ;P
poprostu boskie!!!