Menu serwera

Scenowe konfiguracje

Scenowe konfiguracje…

czyli profesorre CoSTa ma głos,
czyli kolejny wykład o wyższości sceny nad świętami Bożego Narodzenia.

Oto i mały rys historyczny w temacie sceny w ogóle a już konfiguracji sprzętowych w szczególności. Wykład zagmatwany bo źródeł mało (poznałem) ale za to wesoły (mam nadzieję :))… No to jazda!

Scena stara jest jak sam człowiek. Od momentu wyprostowania się, utraty ogona i rozwoju czołowych płatów kory mózgowej człowiek MUSIAŁ wręcz coś tworzyć. I tworzył! Używał do tego różnych narzędzi, zmieniających się wraz z prostowaniem się, utratą ogona i rozwojem płatów. Początki jak zwykle giną w pomroce dziejów i alkoholu ale można przyjąć, że było mniej więcej tak:

Przez afrykański step pomyka sobie koleś. Na oko wygląda na szympansa ale nie dajmy się zwieść pozorom! Koleś ma wiele skili – staje prosto, czoło rośnie, łapki są całkiem sprawne (poza tym, że chwytne)… Podstawowa różnica tkwi w tym, że koleś najwyraźniej w łapach coś trzyma. Eureka! to kość zjedzonego wczoraj współplemieńca! Oto, kochani moi, pierwsze narzędzie scenowe wszechczasów. Ową bowiem kością unurzaną w błocie, czy czymś zdecydowanie bardziej apetycznym, koleś przedstawia historię owej kości zdobycia (naturalistyczne sceny mordu i przemocy). Historię pozostawia na mijanych drzewach, skałkach i innych powierzchniach w miarę płaskich. Pierwsze osiągnięcie scenowej technologii niezbyt było poręczne a tworzone nim prody 2D niezbyt dokładne. Natura nie mogła na takie coś patrzeć i zafundowała człowiekowi kolejne przeistoczenie.

Skaczemy sporo lat dalej i co widzimy? Oto człowiek już do człowieka zdecydowanie podobny, który dzierży w łapie wysublimowane narzędzie mordu, jakim niewątpliwie jest przypalony w ognisku kijaszek robiący za włócznię. Końcówka owego kijaszka ma zajebistą właściwość – pozostawia czarne smugi na łapach. A jak oprzeć o ścianę groty to się paskudztwo i tam jeszcze czepia. Zdecydowanie podobny do człowieka osobnik korzysta z kolejnego narzędzia sprzętowego i kijaszkiem przypalonym oraz w czymś unurzanym zaczyna po ścianie smerać wzory różne i inne scenki. Jako żywo przypomina to tzw. awangardową dzisiejszą twórczość i jest wstępem do rozkwitu takich późniejszych talentów jak Lazur czy ja sam :).

Ewolucja nie zatrzymała się na tym etapie – sprzęt zaczął się komplikować. Przeróbki sprzętowe i dopałki doprowadziły do odkrycia właściwości metali tak jako materiału obrabiającego, jak i materiału do obróbki przeznaczonego. Udoskonalono metody obróbki kamienia i zaczęto tworzyć podstawy pod późniejszą twórczość 3D.

Zdecydowanie najznakomitszym przykładem rozwoju warsztatu scenowego jest cywilizacja egipska. Jako jedna z pierwszych wzniosła konfiguracje sprzętowe na wyżyny ówczesnego rozwoju – sprzęt pozwalał na tworzenie gigantycznych i monumentalnych obiektów i scenek 3D (piramidy chociażby), jak i wysublimowanych grafik 2D (ot choćby ichni alfabecik obrazkowy na papirusie… niezłe prody!). Wraz z potężnym kopem sprzętowym Egipcjanie zafundowali nam małe cocnieco w kwestiach organizacyjnych. Oto i podkreślono funkcję main orga przez nadanie mu cech boskich. Ten koleś mógł wszystko! Zwał się ów main org faraonem i dzięki niemu cała ta wesoła grupa scenowa o nazwie Egipt funkcjonowała.

Poskaczemy nieco po epokach i wylądujemy u starożytnych Greków. Kolesie byli cudowni jeśli chodzi o wysublimowane narzędzia scenowe. Dzięki opracowanym przez siebie technologiom i enginom potrafili tworzyć i wyświetlać w czasie rzeczywistym całe mnóstwo skomplikowanych obiektów 3D… Demo o nazwie Akropol jest jak dla mnie jednym z najlepszych dem wszechczasów! Niestety, leżało nieco odświeżanie… Proces wyświetlenia skończonej sceny zajął podobno kilka ładnych dziesięcioleci. No ale była to dobra podstawa do przyszłych działań! Starożytni grecy zafundowali nam chyba pierwsze „prawdziwe”, z krwi i kości txt-prody! Zorganizowały się takie typowe dla sceny gatunki jak: dramat (popularny w tematyce scene-is-dying i podobnych), komedia (bardzo popularna do dziś sądząc po niektórych tekstach), farsa (o! zdecydowana większość!), tragifarsa (matko, jakże ten gatunek jest oblegany!) i im pokrewne. Poezja wspięła się na wyżyny wówczas ale dziś pozostały po tych tłustych poetyckich latach jakieś popłuczyny tylko więc chyba nie ma o czym wspominać. Grafika jak i narzędzia do jej tworzenia także dostały niezłego kopa. Te różne freski znane choćby z Knossos, te barwniki i odcienie użyte przy ich tworzeniu… Śmiało możemy pokusić się o tezę, że bez starożytnej Grecji dupę byśmy dzisiaj mieli a nie scenę!

Skaczemy o kilka ładnych lat dalej i lądujemy w Średniowieczu. O, to był dopiero płodny dla sceny okres! Zaczęto na potęgę stosować efekty cząsteczkowe (ogień stosów) i wolumetryczne (okadzanie całych miast przed czarną śmiercią). Skok jakościowy tych efektów był na tyle duży, technologia na tyle spopularyzowana i dostępna, że jak kontynent długi i szeroki stosowano owe przy każdej nadarzającej się okazji. Grafikę i obróbkę materiałów graficznych posunięto jeszcze dalej! Nareszcie popularną stała się technika piksel-paintingu (solidne, benedyktyńskie prace z owego okresu do dziś pozostają niedoścignionym wzorem – któż bowiem siedzi dziś latami nad dopracowaniem jednej prodki?). Wprowadzono nowe faktury (drzewo) i tematykę (święci różni w różnych pozach i przypadkach). Z połączenia powstały tak popularne ostatnio za sprawą Internetu ikony. Generalnie rozwinięto grafikę użytkową na maksa…

Ten świetny okres zakończył się wraz z nastaniem tzw. Odrodzenia. Zanegowano wszelkie dotychczasowe osiągnięcia i zabrano się do roboty „od podstaw” (jak twierdzili ówcześni scenerzy), czyli zaczęto kopiować prace z okresu Starożytności. Wszystko fajnie ale to już było! To właśnie ponoć z tego okresu pochodzi tak lubiane przez dzisiejszych scenerów zawołanie „skan!”. Skan była to ówczesna technika kopiowania za pomocą SKóry tudzież ANtrykotu (stąd słowo skan). Oświecenie jako takie nie wniosło nic wielkiego do samej treści prodek scenowych ale jakże wiele zmieniło pod względem warsztatu! Stosowanie skóry stało się przeżytkiem na cześć papieru. Dzięki tej technice ostało się do dziś całkiem sporo szkiców warsztatowych jednego z najsłynniejszych scenerów Oświecenia – kolesia o ksywce Leonard daVinci. Pchnął on prace nad modelowaniem tudzież rysowaniem sylwetki ludzkiej o całe lata świetlne do przodu! Jego fascynujące studia nad konstrukcją i mechanizmem działania ciała ludzkiego były podwalinami techniki motion capture i naturalistycznego przedstawiania postaci ludzkich. Przełomowe przedstawienie wszystkich organów człowieka w formie dokładnych rysunków owych było na ówczesne czasy nie lada wyzwaniem! Wszak modele dosyć szybko ulegali procesowi rozkładu (Leonard jakoś nie lubił modelek)…

Późniejsze epoki (baroki i inne takie) to już wariacje na ciągle ten sam temat. Można powiedzieć, że największym dokonaniem lat późniejszych było doskonałe rozwinięcie prodek muzycznych. Twórcy dostali w łapy swe nowe instrumenty, zaczęli mieć do dyspozycji coraz więcej kanałów i zaczynały prodki wreszcie brzmieć polifonicznie. Rozwinięto na tyle możliwości sprzętowe, że zaczęto na polifoniczne brzmienie mówić „orkiestra”. Rzecz się przyjęła i dziś jest standardem dla trackerów. Co prawda wczesne lata 90. zeszłego stulecia proponowały powrót do kameralnych form (cztery kanały a więc kwartet), niemniej przełom stuleci stanowczo postawił na powrót do brzmień polifonicznych.

Jak więc łatwo można zauważyć, postęp technologiczny dokonujący się wraz z postępem cywilizacyjnym i rozwojem umysłowym gatunku ludzkiego zawsze był związany ze scenowaniem! To właśnie proces scenowania inspirował wszelkie przełomy, gwałtowne zmiany w kondycji ludzkiej i dokonaniach ludzkości w ogólności. Możecie czuć się dumni i wyróżnieni z przynależności do tego elitarnego grona twórców i tworzywa!

Co było do udowodnienia…

ps. ogólne :)))

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Rzecz o pisaniu

Ha! I znów będzie o tym jak pisać, gdzie, po co i dlaczego. Że nudne? Bo ja wiem... Kilka fajnych...

Zamknij