serious sam 2

Serious Sam 2

Serious Sam 2

jakoś nigdy nie darzy­łem sza­cun­kiem pana seriuos sama. marne popłu­czyny po duke nukem, ot co. owszem popy­kać można ale to już zde­cy­do­wa­nie nie to, co „książę”. kli­mat jakiś nie taki, sam pró­buje być twardo-zabawny w stylu księ­cia wła­śnie ale wycho­dzi mu to co naj­wy­żej zabaw­nie… nie, pierw­sza część (w dodatki nie gra­łem) to nie było imo to, co tygry­ski lubią najbardziej.

ale czas nie stoi w miej­scu, mamy rok 2005 i jak się oka­zało — trzeba było odciąć nieco kupo­nów od popu­lar­no­ści czę­ści pierw­szej pro­du­ku­jąc część drugą. czy dobrą? ano wła­śnie… zda­nie mam ponie­kąd mie­szane. niby w tej grze wszystko jest okej: gra­fika na cał­kiem przy­zwo­itym pozio­mie (ale nie powala), dźwięk nie­zgor­szy choć na pewno nie porywa, pukawki cał­kiem sprawne ale to jed­nak nie to (brak im jakie­goś „przy­tupu”, powagi w rękach sama), potworki fajne ale jakoś nie pora­ża­jące… no jak na kilka pierw­szych godzi­nek mie­sza­nia wiem jedno: to żadne obja­wie­nie. ba, do obja­wie­nia tej grze bar­dzo, bar­dzo daleko. ot typowa gra bazu­jąca na swoim poprzed­niku i solid­nie wyko­nana ale nic więcej.

serious sam 2 to typowa zabi­ja­nina, w któ­rej cho­dzi tylko i wyłącz­nie o to, by za pomocą arse­nału giwer wyeli­mi­no­wać wszel­kie zagro­że­nie bie­gnące naj­prost­szą drogą do pana sama. zało­że­nie pro­ste, słuszne i oczy­wi­ste. żad­nych fabu­lar­nych dywa­ga­cji, żad­nych pokrę­co­nych skrę­tów w sce­na­riu­szu — ot rado­sna rzeź­nia jakich ostat­nimi czasy nie­zbyt wiele. deve­lo­pe­rzy robią coraz bar­dziej skom­pli­ko­wane gry i coraz bar­dziej fabu­lar­nie zakrę­cone, a chło­paki z cro­team posta­no­wili nadal stą­pać po ścieżce pro­stego wale­nia mię­dzy oczy. pro­blem w tym, że śred­nio im to wychodzi.

swego czasu w kio­skach poja­wiła się gra rodzi­mej pro­duk­cji o swoj­skiej nazwie pain­kil­ler. nie da się nie porów­ny­wać tych dwóch gier. ten sam gatu­nek, to samo odmóż­dża­jące kli­ka­nie lewym przy­ci­skiem myszy. ale pain­kil­ler przy serius samie 2 błysz­czy! jest tego kilka powodów:

  • gra­fika moim zda­niem jest zde­cy­do­wa­nie lep­sza w pain­kil­le­rze. nie cho­dzi tu o tech­no­lo­gię ale o ogólny pro­jekt gra­ficzny. prze­ciw­nicy, loka­cje, kolo­ry­styka… pod tym wzglę­dem ss2 jest bar­dzo nie­równy. niby daje się nam siel­skie widoczki (na początku gry) — dżun­gla i te sprawy — by po chwili oka­zało się, że w tej dżun­gli obo­wią­zują „nie­wi­dzialne” ściany a zejść z wyty­czo­nej ścieżki nie spo­sób. nie­stety dla ss2 „realia” wałę­sa­nia się po dżun­gli wyzna­czył far cry i póki co nie­wiele pro­duk­cji może mu pod wzglę­dem swo­body dzia­ła­nia (w tym i prze­miesz­cza­nia się) dorów­nać. zało­że­nie było dla ss2 cał­kiem sym­pa­tyczne ale nie­stety zre­ali­zo­wane sier­mięż­nie. nie wiem dla­czego sto­jąc na jakiejś polance nie mogę zro­bić kilku kro­ków dalej. ot, ściana i tyle. w pain­kil­le­rze nikt przy­naj­mniej nie bawił się w uda­wa­nie otwar­tych prze­strzeni — loka­cje solid­nie zamknięto i chyba z korzy­ścią dla loka­cji. design leveli w ss2 woła miej­scami o pomstę do nieba. ja rozu­miem, że to ma być młóca ale na boga! w 2005 roku ocze­kuję cze­goś wię­cej niż wej­ście na arenę i rze­za­nia wszyst­kiego co się rusza i nie rusza. a wiele eta­pów spro­wa­dza się wła­śnie do tego.
  • w ss2 obecna jest fabuła. oczy­wi­ście bez­sen­sowna ale nie o sens tu prze­cież cho­dzi. pro­blem w tym, że jest jej… za dużo! do szew­skiej pasji dopro­wa­dzają począt­kowe etapy, kiedy to po trzech minu­tach młócy włą­cza się kolejny fil­mik pcha­jący niby całość do przodu. pro­blem w tym, że nie­jed­no­krot­nie te fil­miki trwają dłu­żej niż przej­ście etapu. zaraz, to miała być młóca w takim razie czy oglą­da­nie fil­mi­ków (i to kiep­skiej jako­ści)? coś tu bar­dzo, bar­dzo mocno zaszwan­ko­wało. gra pod tym wzglę­dem odrzuca. pain­kil­ler to pod tym wzglę­dem kom­pletne prze­ci­wień­stwo ss2 — fil­mi­ków nie­wiele, ot by dać jakieś wytłu­ma­cze­nie tej całej rzeźni, a reszta to już czy­sta radość inten­syw­nego niszczenia.
  • ma to nieco związku z fabułą — ss2 pró­buje być zabawny. i słowo pró­buje jest jak naj­bar­dziej na miej­scu. trzeba bowiem cze­goś wię­cej niż kilku fak­tycz­nie zabaw­nych odzy­wek by zorien­to­wać grę jed­no­znacz­nie w kie­runku pasti­szu. twórcy chcieli chyba coś osią­gnąć ale nie­zbyt im się to udało. humor jest miałki, opiera się głów­nie na idio­tycz­nych odzyw­kach boha­tera i głu­po­wa­tych posta­ciach. ten wymu­szony humor boli w tej grze chyba naj­bar­dziej. pain­kil­ler pod tym wzglę­dem to zupeł­nie inne podej­ście. od początku jest mrocz­nie, wal­czymy z hor­dami demo­nów i na humor nie ma tu więk­szego miej­sca. przy­naj­mniej gra jasno okre­śla, czego od niej oczekiwać.
  • modele potwórw/postaci — ss2 sta­nął pod tym wzglę­dem gdzieś na wyso­ko­ści dwu­ty­sięcz­nego roku. sorry ale modele są wręcz żało­sne. pra­wie tur­la­łem się ze śmie­chu na widok kwa­dra­to­wych psów i innych podob­nych kwiat­ków. nawet pod­bi­cie grafy nie­wiele dało. owszem, coś tam się lekko wygła­dziło, widać (bar­dzo) oszczędne uży­cie directx 9 i… sli­de­show. ja wiem, ja nie mam jakiejś wypa­sio­nej kon­fi­gu­ra­cji. ale wizu­al­nie pain­kil­lera z ss2 porów­ny­wać po pro­stu nie wypada. pol­ska i o wiele star­sza pro­duk­cja broni się dosko­nale sama. o innych fps-ach daty śwież­szej już nawet nie wspo­mi­nam. far cry biega u mnie rów­nie spraw­nie a wygląda nie­po­rów­ny­wal­nie lepiej. także pod wzglę­dem pro­jektu loka­cji czy rze­czo­nych modeli. ss2 pod tym wzglę­dem wypada bladziutko…
  • bro­nie — tu fan­ta­zja twór­ców ss2 się­gnęła chyba zenitu i szkoda, że nie stać ich było na nieco wię­cej. mamy wszystko, czym można szat­ko­wać, ubi­jać, robić dziury w cia­łach i na inne spo­soby roz­pra­wiać się z prze­ciw­ni­kami. bro­nie są jed­nak nieco nie­zrów­no­wa­żone. jako że póki co 90% czasu nawa­la­nia to prak­tycz­nie full kon­takt i strze­la­nina ryj w ryj — przez 90% czasu gry uży­wam li tylko podwój­nego shot­guna. reszta broni jest śred­nio przy­datna i mówiąc szcze­rze — zbędna. cze­kam z nie­cier­pli­wo­ścią na moż­li­wość popy­ka­nia ze snaj­perki. póki co ani razu nie musia­łem i nie chcia­łem jej uży­wać. po co? na bie­gnącą hordę odmień­ców shot­gun plus ew. gra­naty w zupeł­no­ści wystar­czą i są de facto naj­lep­sze. rakiet­nica też jest, a jużci! ale głup­cem nie jestem i nie będę walił z rakiet do kolesi sto­ją­cych ode mnie o wycią­gnię­cie ręki a zazwy­czaj do tego docho­dzi bo walą ci nasi prze­ciw­nicy falami spo­rymi. jesz­cze nieco dalej przejdę i może znajdę mini­guna. o, coś czuję, że to będzie my favo­urite broń :). pod tym wzglę­dem pain­kil­ler mocno się od ss2 odróż­nia. klamki sty­lowe, miłe w uży­ciu, nie­źle zrów­no­wa­żone. okej, nie per­fek­cyjne ale cał­kiem słod­kie. a i same poziomy były zapro­jek­to­wane tak, by korzy­stać z róż­nych rodza­jów broni. ździebko mi tego w ss2 brakuje.

no więc jaki jest ten nowy serius sam 2? klę­ska? NIE! mimo wszystko gra się w to cał­kiem przy­jem­nie. takie odmóż­dża­jące strze­lanki są feno­me­nalne po kilku godzi­nach cięż­kiej roboty i czuję na owe zapo­trze­bo­wa­nie wiel­kie u sie­bie samego :). nie myśleć, strze­lać, mieć utartą i jasną ścieżkę przed sobą, bez zbęd­nego kom­bi­no­wa­nia kilo­wać setki i tysiące wro­gów… taaaak, to tygry­ski lubią! jedyne moje zastrze­że­nia do ss2 biorą się chyba stąd, że twórcy gry nie zauwa­żyli chyba co się w mię­dzy­cza­sie działo na rynku gier kom­pu­te­ro­wych. gra­cze wyma­gają nawet w pro­stej strze­lance pew­nego poziomu jako­ści, który nie­ko­niecz­nie wyzna­cza ilość bie­gną­cych na cie­bie poczwar. na grę skłąda się mnó­stwo ele­men­tów a na grę dobrą — mnó­stwo dobrze wyko­na­nych i dopiesz­czo­nych ele­men­tów. tu nikt się nie bawił w piesz­cze­nie. po pro­stu dano nam topór i pozwo­lono rze­zać. i owszem, rzeza się miło, choć przy oka­zji ma się świa­do­mość, że gramy tytuł z jakby nieco niż­szej półki. szkoda.

tak jak nie polu­bi­łem pierw­szego serious sama, tak nie zapa­ła­łem miło­ścią do dru­giego. pograć można ale w sumie nie­wiele wię­cej. grę ska­zuję na zapo­mnie­nie i odin­sta­lo­wa­nie po jesz­cze kilku sym­pa­tycz­nych ale nie olśnie­wa­ją­cych wie­czo­rach maso­wego zabi­ja­nia. zde­cy­do­wa­nie pain­kil­ler leżał u mnie na twar­dym dłu­żej. imo nasza rodzima pro­duk­cja jest pod pra­wie każ­dym wzglę­dem lep­sza i zde­cy­do­wa­nie bar­dziej gry­walna. sorry serious samie, zosta­łeś odstrze­lony przez star­szego brata.

ocena? w skali 1–10: solidna szóstka. i nie­wiele więcej.

strona gry

, ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

Jeszcze nikt nie skomentował. Możesz być pierwszy!

Dodaj komentarz