Menu serwera

sin city – lepiej późno niż wcale

Sin City - Miho - gorąca laska

Sin City - Miho - gorąca laska

no i obejrzeliśmy wreszcie z dorotką ten filmik. FILMIK? o kurczę… rzecz jest re-we-la-cyj-na po prostu! dawno nie oglądałem czegoś tak nowatorskiego a przy okazji tak dobrze zrobionego. nareszcie! nareszcie przeniesiono komiks na duży ekran i zrobiono to DOBRZE. ten film każdą sekundą swojego trwania zaświadcza o tym, że jeśli tylko ma się głowę na karku to można w kinie pokazać wiele. bardzo wiele. jak widać sin city wciągnęło mnie w swoją mroczną opowieść. to jeden z tych filmów, do których nie wiadomo jak podejść. zapewne jest nie do strawienia dla jakichś 70% pożeraczy kinowego popcornu (też pożeram ale więcej :)) za brak kolorków, za to, że czerwień nie bluzga, za fabularne skakanie po wątkach i zapewne przyprawienie o ból głowy niejednego dresika z lasencją, który to akurat poszedł na pizgankę do kina bo mu tak kumple powiedzieli. blokersiki też raczej nie mają czego tutaj szukać. ten film jest o brudzie i smrodzie ludzkiej egzystencji ale na szczęście o wiele, wiele ponad głupawym tak-zwanym-gangsta poziomem chłopców, których nie stać na pasek i którym wciąż spodnie spadają.

jest chandlerowsko, jest mrocznie, jest nostalgicznie, jest okrutnie, jest miłośnie, jest śmiertelnie… kurczę, ależ emocji sprzedano tymi czarnobiałymi obrazami! jesteśmy z żonką pod wrażeniem. dużym wrażeniem!

przyznaję się bez bicia – komiksu na oczy nie widziałem ale podejrzewam, że w komiksie ogólna dolina jest jeszcze głębsza, brud bardziej brudny a zwyrodnienie jeszcze bardziej zwyrodniałe. niemniej film ujmuje swoją komiksową umownością. to nie jest koncert krwawych jatek pokazanych w sposób dosłowny. krwawe jatki w czerni i bieli stanowią tylko pretekst do twórczego rozwinięcia tych scen za pomocą własnej wyobraźni do pełnowymiarowych, kolorowych wizji okrucieństwa. problem w tym, że sin city jest po prostu zbyt brudne i mroczne, by w takie rozwinięcia się bawić. pozostawia to wielkie pole do popisu w drążeniu nieco głębiej. a to już spycha nas nieuchronnie ku motywom powodującym postaciami, ku ich psychicznym zawirowaniom i przede wszystkim – do powodów takiego a nie innego istnienia sin city jako miasta, zbiorowiska ludzi, zbiorowiska dzikich bestii. ten film w sposób obrazowy ale nie łopatologiczny uczy nas czegoś o nas samych jako o ludziach. gdzieś tam głęboko w każdym z nas siedzi ukryty demon ale też i anioł. anioł, który przybrać może postać diabelską wręcz i okrutną a uczynki jego mogą być przedsionkiem piekła na ziemi. pięknie to zawichrowanie pokazano.

zdecydowanie dobry film ale też, wbrew pozorom, wymagający. polecam!

acha, podlinkowałem pod pikczerka tapetkę z oficjalnej strony filmu. mam nadzieję, że nie pójdę za to siedzieć :)

oficjalna strona filmu

, , ,

2 odpowiedź do sin city – lepiej późno niż wcale

  1. Brzoza Listopad 24, 2006 o 18:32 #

    A my ten filmik wciągnęliśmy dopiero w zeszłym tygodniu. Potwierdzam REWELACJA! Film zrobiony po prostu miodnie.

    • RevPeter Listopad 24, 2006 o 20:37 #

      Ale stary post, a tak poza tym obowiązkowo kupiłem DVD po ukazaniu się w/w dziełka.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
gran turismo 4 rules!

whoa! wczora z wieczora odbyła się długaśna sesja w gt4... kilka takich małych refleksji się mnie nasunęło przy okazji obcowania...

Zamknij