skalpel — konfusion

Skalpel - Konfusion

Skalpel — Konfusion

no i poka­zała się nam nowa płyta for­ma­cji skal­pel. od razu mówię: rzecz bar­dzo dobra i warta wysłu­cha­nia. i tu mógł­bym skoń­czyć recen­zję gdyby nie… gdyby nie dwa utwory, które po pro­stu porwały mnie doku­ment­nie i przy któ­rych zatrzy­mam się na dłu­żej nieco.

całość mate­riału składa się na w sumie bar­dzo dobry krą­żek. kon­fu­sion ofe­ruje prze­bo­gaty zestaw emo­cji ska­cząc z utworu na utwór po coraz to innych kli­ma­tach. zde­cy­do­wa­nie jed­nak prze­wa­żają tu nuty raczej nie­po­ko­jące, rytmy raczej pobu­dza­jące czuj­ność niż spo­kojne, sto­no­wane jaz­zowe gra­nie. nie… zapo­mnij­cie o spo­koju! już pierw­szy utwór suge­ruje smaczki, które znajdą się póź­niej. w ogól­nie stan­dar­do­wym jaz­zo­wym kli­ma­cie gdzieś w tle prze­wi­jają się mroczna nuta, zapo­wiedź cze­goś nie­po­ko­ją­cego. „shi­vers” tylko obiecuje…

…to co „fly­ing offi­cer” wpro­wa­dza w muzyczne życie. zaczyna się zde­cy­do­wa­nym kon­tra­ba­sem a dalej to już cała opo­wieść się toczy z uży­ciem prze­róż­nego instru­men­ta­riu. ten utwór napę­dza świetna sek­cja ryt­miczna w tle. po wsłu­cha­niu się już wiemy dosko­nale co odpo­wiada za nastrój tego utworu — tło właśnie.

w „long distance call” skal­pel fun­duje nam dal­sze nie­po­koje. ale w spo­sób wysu­bli­mo­wany, nakrę­cony ener­ge­tycz­nie do gra­nic wytrzy­ma­ło­ści… ten pra­wie trzy­mi­nu­towy utwór to pra­wie trzy minuty cze­ka­nia. na co? a kto to wie? po pro­stu cze­kamy. coś się wyda­rzy. świetny kon­tra­bas robi tu kli­mat fan­ta­styczny. a do tego per­ku­sja… pra­wie trzy minuty krę­ce­nia dosko­na­łego kli­matu i…

jeden z utwo­rów, przy któ­rym chcia­łem się zatrzy­mać na dłu­żej: „hiper­bole”… WHHOAAAA! to jest pro­szę pań­stwa TO! juz wiemy do czego przy­go­to­wy­wał nas utwór wcze­śniej­szy. feno­me­nalne brzmie­nie, dosko­nały kli­mat, ide­alna praca per­ku­sji i ten nie­po­kój, który po pro­stu aż boli miej­scami. coś fan­ta­stycz­nego. feno­me­nalna kom­po­zy­cja. za krótka, sta­now­czo za krótka!

„deep bre­ath” nie zmie­nia jakoś zasad­ni­czo kli­matu. to nieco inna jakość. nie wiem czemu ale słu­cha­jąc tego utworu nie­od­par­cie na myśl przy­cho­dzi mi słowo „cwa­niac­two”. jakiś taki wła­śnie „cwany” jest ten utwór. zwo­dzi, uwo­dzi, wokal jest jakiś taki nie­dbały, dźwięki przy­cho­dzą z lewej, z pra­wej… roz­gar­diasz. świetny rozgardiasz!

tytu­łowe „kon­fu­sion” opiera się na wręcz trans­owym pomy­śle… no tu rzą­dzi sek­cja dęta :). wystar­czy posłu­chać raz tego kawałka a będzie się gdzieś tam wewnątrz czaszki obi­jał. czemu? bo jest mocny, tech­nicz­nie oczy­wi­ście wysu­bli­mo­wany ale abso­lut­nie nie jest wysu­bli­mo­wany w — nazwijmy to w ten spo­sób — war­stwie prze­kazu. łups bums trach! ale fajny łups bums trach :)

drugi z utwo­rów, przy któ­rym chcia­łem się zatrzy­mać na dłu­żej to „test drive”. rzecz brzmi fun­kowo ale też przy oka­zji mocno. znów dosko­nała per­ku­sja robi tu nie­za­wod­nie kli­mat. całość brzmi jako się rze­kło mocno. soczy­ście. solid­nie. i znów — rzecz dosko­nała ale za krótka! chcia­łoby się jesz­cze w tym kli­ma­cie nieco pozostać…

„wooden toy” spodoba się jazz­ma­nom. dla pozo­sta­łych jest to kom­po­zy­cja nieco zbyt jaz­zowa, zbyt zakrę­cona a w efek­cie może być zbyt ciężka. „split” jakoś także odbiega od kli­matu two­rzo­nego w misterny spo­sób wcze­śniej. oby­dwa utwory imo nieco nie przy­stają do cało­ści, nieco na siłę są tu dorzu­cone. takie przy­naj­mniej mam wrażenie.

koń­cówka albumu zapo­wia­dała się śred­nio aż do ostat­niego utworu. „seaweed” jed­nak nad­ra­bia „straty”. jak zwy­kle — kom­po­zy­cja krótka ale tre­ściwa w tema­cie two­rzo­nego kli­matu. rzec by można bar­dzo cha­rak­te­ry­styczna dla cało­ści brzmie­nia tego albumu i dosko­nale się w to brzmie­nie wpi­su­jąca. pozo­stawi na pewno ten nie­uchwytny stan nie­po­koju, nad któ­rym pra­cuje cały album. na pewno ten wła­śnie koń­czący cały mate­riał utwór nie pozwoli na zapo­mnie­nie cało­ści. rzecz świetna po prostu!

reasu­mu­jąc: wro­cław­skie duo rzu­ciło nam w twarz pewne wyzwa­nie. wła­ści­wie nie nam a naszym emo­cjom. imo trzeba pod­jąć te ręka­wicę. wyzwa­nie brzmi zbyt dobrze, by przejść koło niego spo­koj­nie. a po ludzku: POLECAM!

kilka przy­dat­nych infor­ma­cji o duecie na stro­nach onetu
sen­sowna recen­zja płyty (a nie ten mój beł­kot) na stro­nach juju.pl

, ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

Jeszcze nikt nie skomentował. Możesz być pierwszy!

Dodaj komentarz