spyweirdos — for children to play

Spyweirdos - For Children To Play

Spyweirdos — For Children To Play

tytuł newsa dziwny? nic na to nie pora­dzę, tak po pro­stu nazywa się płyta, w któ­rej zako­cha­łem się nie­dawno bez pamięci. w ramach odpo­czynku od aural­pla­ne­to­wego re.work.ed, posta­no­wi­łem posłu­chać sobie nieco inszej muzyki. wybór padł na spy­we­ir­dos i… to było TO!

co to tako­wego? ano coś, co opi­sują jako ambient, sia­ko­wyś chil­lout, down­tempo czy jesz­cze ina­czej. gatun­ków muzycz­nych powstało już zde­cy­do­wa­nie zbyt dużo tak swoją drogą. ad rem: doko­nań tego pana ni cho­lery nie znam. być może dla­tego, że koleś pocho­dzi z gre­cji, która to gre­cja nie koja­rzyła się mnie do tej pory jako zagłę­bie muzyki elek­tro­nicz­nej naj­wyż­szych lotów. ostat­nio zmie­ni­łem dia­me­tral­nie zda­nie — grecy potra­fią! i to jak potra­fią… posłu­cha­łem kilka innych płyt grec­kich wyko­naw­ców i po pro­stu przy­klą­kłem. jed­nak wśród nich zde­cy­do­wa­nie na czoło wybija się „for chil­dren to play”. dla­czego? nie wiem. płyta porwała mnie choć nie ma żad­nego prze­bo­jo­wego brzmie­nia. ba! ta płyta wręcz stroni od „prze­bo­jo­wo­ści” cokol­wiek przez to rozu­mieć w gatunku ambientopodobnym.

płyta to spo­kojna kawal­kada bar­dzo oszczęd­nych dźwię­ków, czuje się tu wręcz mini­ma­lizm brzmie­nia. spy bar­dzo oszczęd­nie daw­kuje nam rytm i melo­dię za pomocą wręcz „niczego” — ot kilka sam­pli na krzyż, z któ­rych budo­wany jest kli­mat cało­ści. nie ma tu monu­men­tal­nych utwo­rów trwa­ją­cych po kil­ka­na­ście minut. naj­dłuż­szy z utwo­rów trwa rap­tem 6 minut a całość dosko­nale udo­wad­nia, że można zmie­ścić w krót­kim prze­ka­zie ogromny ładu­nek emo­cji i znaczeń.

płyta ma KLIMAT! w nie­któ­rych utwo­rach, np. „no eye banda”, wręcz bole­sny. czuje się tu coś, jakąś myśl przy­świe­ca­jącą twórcy pod­czas kom­po­no­wa­nia całego albumu. album owszem, składa się z poszcze­gól­nych utwo­rów ale sta­nowi zamkniętą i logiczną całość. mnie oso­bi­ście szo­kuje, że kli­mat udało się uzy­skać tak pro­stymi środ­kami. spy­we­ir­dos ma talent do obra­zo­wa­nia emo­cji za pomocą dosłow­nie kilku dźwię­ków na krzyż. oto utwór numer 4 na pły­cie — „only people who saw it”. kawa­łek krótki, trwa pra­wie cztery minuty a wręcz prze­sy­cony jest tajem­nicą, jakąś nie­od­gad­nioną grozą wiszącą w powie­trzu… nie wiem jak ten koleś to robi. nie mam bla­dego poję­cia. do zaszcze­pie­nia takiego kli­matu star­czyło mu dosłow­nie kilka dźwię­ków i kilka sta­ran­nie dobra­nych sam­pli. coś nie­praw­do­po­dob­nego! jakąż to trzeba mieć wyobraź­nię muzyczną…

na cały krą­żek składa się 16 utwo­rów (pisa­łem, że są krót­kie). jest wśród nich kilka pere­łek ist­nych. mnie oso­bi­ście roz­wa­liły dwa kawałki: „no, not yet” oraz „sum­mer some­where”. te moim skrom­nym zda­niem się wyróż­niają. ale nie zna­czy to wcale, że reszta jest śred­nia. po pro­stu te dwa są imo genialne na tle kom­po­zy­cji dosko­na­łych. jestem bar­dzo pozy­tyw­nie zasko­czony kon­se­kwen­cją, z jaką ta płyta musiała powstać. wszystko tu do sie­bie pasuje, włącz­nie z tytu­łem i okładką. utwory prze­cho­dzą jeden w drugi we wspo­mnia­nym już, logicz­nym ciągu. płyta nie ofe­ruje jakichś prze­si­leń, nagłych zmian kli­matu, ska­ka­nia po gatun­kach (to ofe­ruje np. aural pla­net ale recka ich płytki za czas jakiś).

jedyne, co ofe­ruje ta płyta, to sku­pione, inten­sywne, wyra­żone pro­stymi środ­kami a przez to o wiele praw­dziw­sze — dozna­nie. sztan­da­ro­wym przy­kła­dem jak można pro­stotą zwa­lić z nóg (przy­naj­mniej mnie) jest wspo­mniany już utwór „no, not yet”. cztery minuty, po któ­rych coś sie­dzi w gar­dle. to coś, to po pro­stu wzru­sze­nie. płyta przy­kuwa uwagę, trzeba się na niej sku­pić. to nie jest naj­lep­szy mate­riał do słu­cha­nia w back­gro­un­dzie i przy oka­zji wyko­ny­wa­nia innych czyn­no­ści czy też do słu­cha­nia w prze­no­śnym odtwa­rza­czu pod­czas np. łaże­nia po skle­pie. trzeba zało­żyć słu­chawki i sku­pić się na dźwię­kach. począt­kowo pusz­cza­łem to sobie jako back­gro­und w robo­cie. aż do prze­słu­cha­nia na spo­koj­nie. i wtedy obja­wiło mi się całe bogac­two emo­cji, które psy ofe­ruje. nie zarżnij­cie tej płyty słu­cha­jąc ją w biegu! ten bieg nie jest tego wart. i to jest chyba głów­nym prze­sła­niem tego krążka.

naj­smacz­niej­sze psy­we­ir­dos zaofe­ro­wał na koniec. to ta przy­sło­wiowa wisienka na czubku tortu. pro­sta, żeby nie rzec, że wręcz pro­stacka melo­dyjka, jakieś roz­chwiane emo­cjo­nal­nie sam­ple i… do bólu auten­ty­zmu, emo­cje każące wsta­wać wło­som, potężny ładu­nek ener­gii. mam wra­że­nie, że cała płyta przy­go­to­wuje słu­cha­ją­cego na ten finisz. „sum­mer some­where” poraża! efekt? po prze­słu­cha­niu płyty włą­czamy ją na nowo i tak nie możemy już się od niej oderwać.

dosko­nała rzecz. polecam!

a kto to ten spy­we­ir­dos?
frag­menty utwó­rów do wysłu­cha­nia
kolejne frag­menty utworów

, ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

Jedna odpowiedź do “spyweirdos — for children to play”

  1. fragmenty 28/09/2006 do 12:52 # Odpowiedz

    sam­ple z juno chyba zostały usuniete.

Dodaj komentarz