Typowy meeting Marsmellow

Jest to forma spra­woz­da­nia z typo­wych naszych meetin­gów, które sta­ramy się odby­wać co tydzień w ramach inte­gra­cji, wza­jem­nej ado­ra­cji i roz­bu­do­wy­wa­nia wszel­kich dewiacji.

AKT I
SPOTKANIE

Poznań, uliczka ciemna a brzydka strasz­li­wie, cuch­nie moczem. Zza rogu wyła­niają się dwie posta­cie. W wyniku dzia­ła­nia efektu dop­plera, roz­cho­dze­nia się fal dźwię­ko­wych w zamknię­tej prze­strzeni i w wyniku innych dziw­nych fizycz­nych zja­wisk — głosy oby­dwu postaci stop­niowo nara­stają. Dają się sły­szeć strzępki słów…
– …
– Ssij kurwa!
– Sam ssij fiu­cie! Pojebało cię? Jak ty chcesz schlać na sym­fo­nii Singera, prze­cież po pierw­sze go nie będzie, po dru­gie on nie pije, a po trze­cie — jak wypije to lepiej by było go nie spi­jać…
– Co ty pier­do­lisz CoSTa? Mówię ci, faj­nie będzie! Może zacznie pod­ry­wać SoulRidera?
– SINGER??? Biter, coś ty dziś brał? Bierz tego na przy­szłość mniej albo zmień dostawcę, bo ten ci jakiś kit wci­ska…
– No to jak nie Singera, to schle­jemy Kopernika!
– Chcesz schle­wać już nachla­nego? Biter, zanim ty wej­dziesz na par­ty­place Koperas już zdąży połó­weczkę zro­bić… Nie, potrze­bu­jemy kogoś świe­żego, mło­dego, nie­do­świad­czo­nego…
– SKUTER!!! — drą się razem. Banany wykwi­tają na ryjach — zaczy­nają mieć PLAN!

Drugi koniec uliczki. Ni z tego ni z owego pod ścianą prze­myka się jakiś mroczny cień. Trudno orzec, czy to słoń, czy noso­ro­żec, a może Ninja.
– O, patrz, Ninja nad­ciąga… — Biter jak zwy­kle wyka­zał się wspa­nia­łym powo­nie­niem…
– No — …a CoSTa elo­kwen­cją
– Jo! Brudas! Tu jeste­śmy! Tej, Ninja, nie rób jaj i podejdź jak czło­wiek a nie wspi­naj się po ryn­nie!
– On chyba myśli, że ta ksywa go do cze­goś zobowiązuje…

Ninja zeska­kuje z rynny jed­nym, płyn­nym ruchem. Jednym — bo w sumie ile ruchów wymaga odpad­nię­cie od rynny; płyn­nym — bo jak ina­czej nazwać lądo­wa­nie w kałuży?
– Tej, Ninja, prze­gi­nasz chło­pie… Kuuurwa, nie chlap tak stary! — CoSTa pro­stuje pomięte kanty swo­jej bluzy dre­so­wej i otrze­puje nie­wi­doczny pyłek kurzu — Co cię napa­dło? To po to twój ojciec, ojciec two­jego ojca i jesz­cze jego ojciec wypru­wali sobie flaki przy budo­wie chod­ni­ków, byś ty teraz po ryn­nach bie­gał?
– Ssij… Przed panną się cho­wam! Tej, mówię wam, ona chce się tylko ruchać! — Ninja jak zwy­kle wpadł w pro­blemy roz­por­kowe i kręci kolejną aferę, w któ­rej zwy­cza­jowo cho­dzi tylko o seks i o nic wię­cej.
– No to powiedz jej, że nie chcesz tylko się ruchać, że poga­dał­byś o czymś, że pową­cha­li­by­ście może razem kwiaty czy co tam chciał­byś z nią robić…
– No ale CoSTa, ja CHCĘ się z nią tylko ruchać!
– Okej, nic z tego nie kleję…
– Kto ma jesz­cze dzi­siaj przyjść? — Biter spro­wa­dził roz­mowę na wła­ściwe tory
– Singer ale jesz­cze nie wie czy przyj­dzie; Skuter ale jesz­cze nie wie czy przyj­dzie Singer więc nie wie czy i on przyj­dzie; Kasha ale może mieć zaję­cia do późna i nie wie czy przyj­dzie jeśli Singer przyj­dzie; może wpaść też Nostre…
– Któreś z nich wie, że coś w ogóle wie? — zde­ner­wo­wał się CoSTa
– Dobra, chodźmy… — Biter pogo­nił towa­rzy­stwo do speluny

AKT II
SPELUNA

Ekipa MsM spo­tyka się w róż­nych miej­scach, o róż­nych porach i w róż­nych nastro­jach. Zasadniczo miej­sce jest oble­śne, pora jest popo­łu­dniowa a nastroje do dupy. Tym razem wybór padł jak zwy­kle na pub Zak…
– Kurwa, ale tu piź­dzi — CoSTa, mimo naj­więk­szej wagi i solid­nego otłusz­cze­nia ciała, jak zwy­kle oka­zał się naj­bar­dziej wraż­liwy na warunki panu­jące w lokalu. W lokalu, jak cel­nie zauwa­żył CoSTa, piź­dzi…
– I co, znów nie macie kasy? — CoSTa po raz kolejny wyka­zał się wro­dzoną kobiecą intu­icją i spo­strze­gaw­czo­ścią. Faktycznie — towa­rzy­stwo było bez kasy. Jak zwy­kle zresztą.
– Nie mamy, ty sta­wiasz, Biter wysła­łeś już wszystko G. no i kurwa gdzie jest Nostre? — musi­cie wie­dzieć, że Ninja ma cza­sem napady gadul­stwa i pie­przy trzy po trzy i co mu ślina (czy co tam aku­rat ma w buzi) na język przy­nie­sie. Ciężko to zro­zu­mieć laikowi, ale o nas można mówić wszystko tylko nie to, że jeste­śmy laikami. Biter na ten przy­kład chwy­cił w lot:
– Ładna wio­sna latoś, cena dre­sów spada, komórka mi się wyła­do­wała, CoSTa gdzie te piwa?

Następuje tech­niczna prze­rwa na przy­nie­sie­nie piw.

Ciągle prze­rwa…

I jesz­cze trochę…

CoSTa przy­nosi piwa. Dwa. Jedno pije on, dru­gie Biter, trze­ciego nie pije Ninja. Zapada krę­pu­jące mil­cze­nie — powie­dziano już wszystko co było do powie­dze­nia ale jesz­cze nie wypito wszyst­kiego co było do wypi­cia. Następuje nad­ra­bia­nie zaległości.

Do knajpy wcho­dzi Singer. Singer jaki jest każdy widzi i nie trzeba go chyba opi­sy­wać. Za brzydki, za wysoki, za egzal­to­wany, za…
– Cześć wodzo­wie — mówi Singer
– Jo! Cześć!
– Strzała!
– Żegnaj!
Singer obra­żony wychodzi…

Ale za długo na zewnątrz nie prze­bywa! Kusi go wizja dar­mo­wego browca. No może nie do końca dar­mo­wego — trzeba w końcu z CoSTą poga­dać. Ale ten drobny wysi­łek wart jest 5,50 PLN, czyli cenę bro­waru. Singer wraca…
– Cześć wodzo­wie — mówi Singer
– Jo! Cześć!
– Strzała!
– STOOOOP! — CoSTa wyczuł groźbę pętli infor­ma­cyj­nej i sytu­acji jak z „Dnia świ­staka” — pij to piwo, które zaraz ci przy­niosę i mów, co tam u cie­bie mastah!
– Ano jakoś leci, ale kurwa mam zajęć na uczelni i jesz­cze sesja­mi­się­zbli­ża­ico­ra­zwię­cej­mam.… — wła­śnie popró­bo­wa­li­ście stylu Singera. Singer ma dwa tryby dzia­ła­nia: gadany i gadany nieco mniej. Ten drugi jest bar­dzo pożą­dany, ale wielce rzadko wystę­puje w natu­ral­nej postaci. Chyba, że się Singera zje­bie. Na przy­kład tak:
– Kurwa Singer, wol­niej! Nie napier­da­laj tak tym ozo­rem, bo nic nie kleję a twa ślina zaczyna mi robić za bra­ku­jącą piankę w tym nie­do­ga­zo­wa­nym bro­wa­rze!
– typowa zjebka w stylu CoSTy: prze­ga­dana i nie­zro­zu­miała.
– Ssij! Nie to nie, koń­czę ze sceną! — dra­ma­tyzm chwili wzra­sta ale zauważ­cie
– wszystko powie­dziane wyraź­nie! Singer śred­nio dwa razy w mie­siącu ze sceny scho­dzi i tyleż razy na nią wraca. Nuda! Mógłby na przy­kład wró­cić dwu­krot­nie. Wtedy byłoby go dwa razy wię­cej a to ozna­cza i korzy­ści dla niego, i grupa by zyskała…
– Nie Singer! Nie kończ ze sceną! Prosimy tak ład­nie! — uni­sono, widać że dobrze już wyćwi­czoną kwe­stią, nacią­gają chło­paki Singera na pozo­sta­nie na sce­nie. Rutyna! Widoczne jest to cho­ciażby w spo­so­bie, w jaki chło­paki ową emfa­tyczną frazę wypo­wia­dają: Ninja koli­bie się na krze­śle, Biter patrzy na obra­zek na ścia­nie, CoSTa z wiel­kim zain­te­re­so­wa­niem patrzy na to, co mu się z nosa wydłu­bało…
– No dobra, jesz­cze tro­chę zostanę… Kurwa, ale ten Windows jest poje­bany… — zaczyna się tyrada Singera w tema­cie „jak bar­dzo kiep­ski jest Windows a Linux jaki jest cudowny”. Wybucha gorąca, acz jed­no­stronna, dys­ku­sja o tym jak cudow­nie można opro­gra­mo­wać prze­twor­niki karty dźwię­ko­wej pod Linuchem a pod Windowsem nie i jest on be dla­tego że nie moż­na­opro­gra­mo­wać­przetw… Reszta nawet udaje, że słu­cha. CoSTa wtrąca od czasu do czasu jakąś mądrą uwagę. Generalnie Singer jest w żywiole!
– …i mówię wam, sie­dzę z kole­siem i piszę ten ste­row­nik…
– …ale czę­ści są zaje­bi­sćie dro­gie i takie na przy­kład dsp…
– …i kurwa ta laska nic nie kuma kiedy jej mówię: „dziew­czyno, masz jedyną oka­zję umó­wić się z face­tem, który wie co to prze­twor­nik ana­lo­gowy”…
– …nie mam na nic czasu!…

Niedobrze, Singerowi włą­czyło się gadane mode on. Zapala się tak bar­dzo do tematu, że zapo­mina nawet o piwie, na które tęsk­nie spo­glą­dają Biter z CoSTą. Ninja jakiś mało­mówny dzi­siaj i tylko się roz­gląda. Zapewne w poszu­ki­wa­niu laski, która chce się z nim tylko ruchać…

Wchodzi Kasha.

- Kasha! — wybu­cha z piersi wszyst­kich obec­nych. Łącz­nie z cher­lawą pier­sią Singera.
– Cześć wszyst­kim!
– Cześć Kasha! Jaki to cudowny zefir przy­wiał cie­bie i ten lekko kwa­śnawy zapa­szek roz­kła­da­ją­cego się nie­opo­dal knajpy pie­ska? — CoSTa potrafi być poetyczny.
– Nie no, skoń­czy­łam dziś wcze­śniej zaję­cia i tak se wpa­dłam. Ma przyjść jesz­cze Natalia. Będzie Skuter?
– Chuj wie. Jak tam gra­ficzki, które obie­ca­łaś nam pół roku temu?
– No już koń­czę. Właściwie to zostało mi tylko kilka ostat­nich pocią­gnięć i można wysta­wiać. Fajnie nawet to wyszło…
– No ja myślę! Pół roku to jed­nak sporo czasu na dopiesz­cza­nie szcze­gó­łów… — CoSTa nie byłby sobą bez odro­biny zło­śli­wo­ści w tle.
– Ssij! — Kasha nie byłaby sobą bez odro­biny kobie­co­ści w tle.

Nagle w knaj­pie zapada pełna zdu­mie­nia cisza… Ludzie roz­glą­dają się ner­wowo, papie­rosy są szybko przy­pa­lane, piwo szybko dopi­jane… Czuje się atmos­ferę pew­nego napię­cia. Od sto­lika Marsmellow sły­chać zgodne:
– O kurwa, nie może być…
Oto bowiem poja­wił się Nostre! Wydarzyło się nie­moż­liwe — naj­bar­dziej zapra­co­wany nic nie robiący koder świata poja­wił się we wła­snej, paskud­nej oso­bie! Niedowierzanie aż przy­ga­sza ogień świeczki na sto­liku…
– Ssij!
– Ssij!
– Ssij!
– Zasysaj!
– Ssijcie!
Pozdrowieniom stało się zadość…
– O kurwa, ale znam zaje­bi­sty kawał — rzuca od nie­chce­nia Nostre
– Nieee!… Daruj!… Za co!… — reak­cja wszyst­kich obec­nych jest spon­ta­niczna i natych­mia­stowa.
– Widzę, że chce­cie posłu­chać to wam powiem
– Boże… — cichutko zakwi­lił CoSTa
– Wiecie dla­czego sło­nie nie mają różo­wej dupy?
– Boże…
– Bo mają szarą!!! Ha, ha, ha, ha, haaaaa!!!
– Boże…

AKT III
FINITO

I tak to się wła­śnie toczy. Później wpadł jesz­cze Skuter, wje­chała nie­jaka Natalia i zaczęło się roz­krę­cać towa­rzy­stwo. Ninja opo­wia­dał o tym jak ruchał (czy też jak był ruchany — nie pamię­tam), CoSTa mędr­ko­wał o wszyst­kim, na czym się tylko nie znał, Biter głup­ko­wato się uśmie­chał do Singera, Singer jesz­cze głu­piej do Kashy, Kasha opie­rała swą zmę­czoną główkę o mocarne ramię CoSTy, Skuter tęsk­nie patrzył na CoSTy ramię dru­gie, Nostre czę­sto­wał wszyst­kich kolej­nymi suchymi kawa­łami… Zwierzyniec jakoś roz­krę­cił się w końcu i już nie było tak sztywno jak było. Zaczęły się dys­ku­sje o Kondycji Polskiej Demosceny w Pryzmacie Przyszłego Wejścia do Unii Europejskiej, Singer odczy­tał refe­rat o Wyższości Linuksa nad Windowsem, Nostre wygłu­pił się pró­bu­jąc udo­wad­niać, że coś jest faj­niej­sze od cze­goś innego (zapo­mniał jed­nak powie­dzieć o co mu tak wła­ści­wie cho­dzi)… No jed­nym sło­wem odbył się meeting, jakich wiele.

Gdybyście kie­dyś nie­chcący w oko­li­cach czwartku prze­jeż­dżali przez Poznań — ser­decz­nie zapra­szamy! Gwarantujemy: knajpę, w któ­rej piź­dzi; piwo, w któ­rym odro­bina CO2 to luk­sus; bez­na­dziejne kawały Nostrego; cie­pły i miły uśmiech Kashy, która wła­śnie pod­pro­wa­dza wam ostat­nią fajkę; cie­pły alt Skutera, który będzie coś tam mru­czał z rogu stołu; wiele mądro­ści życio­wych i dar­mo­wych fajek, które zafun­duje wam CoSTa; nie­praw­do­po­dobne przy­gody łóż­kowe, które ze szcze­gó­łami opi­sze wam Ninja; pełne prze­ko­na­nie o wyż­szo­ści Linuksa nad Windowsem po wykrzy­cza­nych i wyplu­tych argu­men­tach Singera… Słowem — fol­kor poznań­skiego odłamu Matek Wszystkich Scen czyli Polskiej Demosceny!

Piss on You!

PS. ogólne :)

,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

2 Komentarzy do “Typowy meeting Marsmellow”

  1. Biter 15/02/2009 do 04:33 # Odpowiedz

    Ssij! ;)

  2. byte 15/02/2009 do 12:16 # Odpowiedz

    Kucaj do miecza?

Dodaj komentarz