Menu serwera

vibrasphere – lime structure

Vibrasphere - Lime Structure

Vibrasphere - Lime Structure

lime structure to drugi album (i zdaje się, że póki co ostatni w sensie innych albumowych nowości) składu o dumnej nazwie vibrasphere. rzecz jest już dosyć leciwa a moje głośniki są z nią doskonale osłuchane. jednak jest na tyle przy okazji dobra, że mimo wszystko postanawaim ją tu i teraz przedstawić.

najkróciej rzecz umując to muzyka z gatunku psytrance. niby łomot ale są różne rodzaje łomotu a spośród tych różnych rodzajów jest też łomot przystępny i niosący ze sobą coś więcej niż liczbę bpm i związaną z tym utratę przytomności od zbyt szybkiego machania główką w rytm muzyki. lime structure pod tym względem bardzo ale to bardzo wyróżnia się in plus. to w pełni muzyka elektroniczna, z wyraźnym beatem ale… oferuje nieco więcej niż tylko beat. kompozycje są bardzo ciekawe, brzmią diablo dobrze i szczerze mówiąc na parkiet nie nadają się zupełnie. znaczy ja bym się doskonale przy tym bawił ale znając upodobania „muzyczne” dzisiejszej młodzieży w kwestii muzyki tanecznej – kiepsko to widzę. impreza umarłaby za sprawą muzyki co prawda elektronicznej i co prawda z beatem ale zdecydowanie zbyt inteligentnej.

są tu perełki. otwierający całość utwór „soul wire” to tylko zapowiedź tego, co się będzie działo dalej. kawałek numer cztery – „time shifter” to już ekstaza każdego miłośnika nieco bardziej ambitnej el-muzy spod znaku tańca i ruchu. szerokie brzmienia, świetne sample i przede wszystkim – doskonały pomysł na zagospodarowanie prawie ośmiu minut dźwięku. fuck! ten kawałek naprawdę robi wrażenie! pominąłem nieco utwór numer dwa – „lemon phase”, który na pominięcie nie zasługuje. świetna kompozycja. po prostu kawał dobrej roboty przy tych wszystkich syntezatorach i komputerach. ale tak po prawdzie musiałbym opisywać każdy kawałek w podobnych słowach więc po co przepłacać :)

płyta „lime structure” ma pewną dziwną właściwość. otóż puszczona w tle, w trakcie roboty na ten przykład, stanowi bardzo sympatyczny, rytmiczny backround różnych nudnych pracowych czynności. puszczona z solidną dawką głośności nagle przeobraża się w coś samoistnie porywającego do drygania… nie mam pojęcia jak to się dzieje ale przetestowałem tę zależność na córce. cicho = ok, miło i spokojnie. głośno = córa szaleje po pokoju, robi jakieś przysiady, ogólnie daje popis akrobacji nieco ponaddwuletniego dzieciaka :)

czy warto? jeśli samo słowo beat jakoś cię nie zniechęca – koniecznie! jeśli jesteś zramolałym tetrykiem, dla którego nic ponad rock progresywny nie istnieje – nie masz tu czego szukać.

oficjalna strona zespołu

, ,

2 odpowiedź do vibrasphere – lime structure

  1. tear Czerwiec 18, 2007 o 21:32 #

    Nie rozumiem dlaczego nie można tej płyty grac na imprezach. Przecież ta płyta była hitem parkietowym na scenie psytrance’owej w 2003 roku :D. Zainteresuj się tą sceną kolego bo warto uwierz mi ;) będziesz pisał rzetelniejsze recenzje przynajmniej :P

    Pozdrawiam

    • CoSTa Czerwiec 18, 2007 o 22:51 #

      jak przyjdzie wena to może w „scenie” pogrzebię. póki co daruję sobie. serio, nie muszę biegać po klubach czy inszych imprezowaniach by stwierdzić, czy mi się płytka podoba, czy też nie. takoż nie muszę znać na pamięć imion wszystkich guru „sceny”. kompletnie do szczęścia nie jest mi to potrzebne.

      rzetelności wymagaj od kolesi biorących za swoje wypociny pieniądze. ja rzetelny i obiektywny nie mam zamiaru ani przez chwilę być. ot dzikie prawa mojego kawałka internetu :). coś mi się podoba? piszę. nie podoba? takoż piszę. subiektywizm posunięty do granic.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
skalpel – konfusion

no i pokazała się nam nowa płyta formacji skalpel. od razu mówię: rzecz bardzo dobra i warta wysłuchania. i tu...

Zamknij