„wojna światów” odbębniona

no, w końcu tra­fi­li­śmy z dorotką do kina na ten film. naczy­ta­łem się i nasłu­cha­łem przed obej­rze­niem filmu sporo. ogól­nie wszel­kie recen­zje nie były raczej hura­op­ty­mi­styczne — ot fil­mi­dło, jakich w tym sezo­nie będzie jesz­cze nieco. wido­wi­skowe ale nie­wiele wię­cej. no cóż, po sean­sie muszę potwier­dzić te opi­nie. wido­wi­skowe toto jak dia­bli ale fak­tycz­nie nie­wiele wię­cej wnoszące.

no i co z tego??? jeśli ktoś ma zamiar oglą­dać filmy tzw. głę­bo­kie to zde­cy­do­wa­nie pomy­lił filmy! prze­cież z zało­że­nia ten film nie miał i nie mógł prze­my­cać żad­nych głę­bo­kich prze­słań czy innych takich. jestem wdzięczny spiel­ber­gowi za to, że nie epa­to­wał nas natręt­nym ame­ry­ka­ni­zmem, pate­ty­zmem i boha­ter­stwem. tego już bym nie prze­żył. ale nie, ste­ven to stary wyja­dacz i dobrze wie, że w takich fil­mach to po pro­stu nie przej­dzie. po „dniu nie­pod­le­gło­ści” pro­gra­mowo wręcz nasta­wio­nym na mak­sy­malny patrio­tyzm, sieczka tego rodzaju po pro­stu ne ma prawa bytu na ekra­nie. owszem, patrio­tyzm to piękna rzecz ale w wyda­niu ame­ry­kań­skim nie­stety nie­smaczna. jak wszystko w nad­mia­rze — po pro­stu dopro­wa­dza do głę­bo­kiego nie­smaku. spiel­berg dobrze to wie i oszczę­dza nam tej typowo ame­ry­kań­skiej specjalności.

w efek­cie otrzy­mu­jemy spraw­nie (bar­dzo spraw­nie!) zre­ali­zo­wany film, dosyć wier­nie oparty na książce. wszystko jest takie, jakie powinno być — zaświa­towe machiny są duże i sieją grozę, ter­ror jest wszech­ogar­nia­jący a eks­ter­mi­na­cja gatunku ludz­kiego prze­biega bar­dzo spraw­nie (choć na zdrowy roz­są­dek kilka solid­nych ato­mó­wek roz­wią­za­łoby pro­blem lepiej, no ale prze­cież nie o roz­są­dek w tym fil­mie cho­dzi). jedyne, o co mógł­bym się przy­cze­pić, to mała róż­no­rod­ność ata­ku­ją­cych zie­mię machin. poza tym jest jak miało być: w odpo­wied­nich momen­tach jest groź­nie, w odpo­wied­nich — płacz­li­wie. za jesz­cze jedną rzecz jestem spiel­ber­gowi wdzięczny: w tym fil­mie nie ma ele­men­tów humo­ry­stycz­nych. a jeżeli są, to bar­dzo umiar­ko­wa­nie poda­wane. nie psuje to ogól­nego kli­matu i za to ste­ve­nowi chwała!

jesz­cze jedna obser­wa­cja: po „liście…” bar­dzo prze­ko­nu­jąco wycho­dzą spiel­ber­gowi sceny z wie­loma sta­ty­stami. ład­nie ste­ruje tłu­mem, wygląda to w efek­cie bar­dzo wido­wi­skowo i prze­ko­nu­jąco. scena paniki w pod­miej­skiej dziel­nicy ata­ko­wa­nej spod ziemi — cud, miód i orzeszki.

w dwóch sło­wach pod­su­mo­wa­nia: film jest rze­mieśl­ni­czą dosko­na­ło­ścią. w war­stwie wizu­al­nej spraw­dza się dosko­nale; muzyka — choć nie nachalna — speł­nia swoje zada­nie bar­dzo dobrze; tom „top gun” cru­ise naresz­cie nie gra jakie­goś super­bo­ha­tera w stylu pana mis­sion impos­si­ble i wycho­dzi mu to na prawdę nie­źle. tego, czego mi w fil­mie zabra­kło, to osła­wio­nej armii ame­ry­kań­skiej. film aż się prosi o poka­za­nie jakie­goś bar­dzo nie­rów­nego star­cia mię­dzy obcymi maszyn­kami a zabaw­kami us army. mamy co prawda taką niby scenę ale została zre­ali­zo­wana zde­cy­do­wa­nie zbyt mini­ma­li­stycz­nie. rozu­miem jaki efekt chciał reży­ser osią­gnąć ale film zyskałby na wido­wi­sko­wo­ści i wia­ry­god­no­ści. po pro­stu roz­pie­przane w puch ziem­skie woj­ska prze­ko­na­łyby widza, że fak­tycz­nie ludz­kość jest bez­bronna i dzieje się rzeź­nia na całym świe­cie. to można było poka­zać choć fak­tycz­nie zamysł reżysera/scenarzysty nieco by na tym ucier­piał. w końcu poka­zuje się prak­tycz­nie tylko i wyłącz­nie to, co widzi główny boha­ter. reszta nie jest mu znana.

czy warto na film wydać swoje pie­nią­dze? imo warto. dwie godzinki inten­syw­nego wzro­ko­wego dozna­nia pie­chotą nie cho­dzą. bar­dzo istotne jest zda­nie sobie jed­nak wcze­śniej sprawy, że nie jest i zapewne nie był to film pomy­ślany jako „głę­boki”. wszy­scy szu­ka­jący jakiejś „głębi”, cokol­wiek przez to rozu­mieć, zde­cy­do­wa­nie pomy­lili adresy.

, ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

Jeszcze nikt nie skomentował. Możesz być pierwszy!

Dodaj komentarz