Menu serwera

beck – guerolito

Beck - Guerolito

Beck - Guerolito

album dopiero się ukaże a papa costa już sobie to małe conieco wciąga. potęga p2p czasem przytłacza :)

beck. koleś, którego jednym nie trzeba przedstawiać, inni zaś nie mają bladego pojęcia o kogo chodzi. i dobrze, świat byłby nudny, gdyby wszyscy wiedzieli wszystko. dla tych, co nie wiedzą (podobnie jak i ja zresztą) – to taki sympatyczny facet, który nagrywa dalekie od mainstreamu kawałki. ogromną popularność zdobył kawałkiem loser z płyty mellow gold. i już chyba wiadomo o kogo chodzi.

szczerze mówiąc poza fenomenalnym „loser” znajomość twórczości tego pana ogranicza się w moim przypadku do zera prawie że. facet tworzy dosyć specyficzną muzykę, do której najwyraźniej jeszcze nie dorosłem lub na odwrót, muzyka nie dorosła do moich wymagań. jak by nie było – niezbyt się lubimy.

myślałem, że nadchodzący album nieco ten stan rzeczy odmieni. nie odmienił. beck nadal celuje w robieniu głównie stonowanego hałasu. trudne określenie ale już tłumaczę o co mi chodzi: nie lubię muzyki robionej na siłę. nie lubię muzyki, do słuchania której muszę się zmuszać nie dlatego, że jest taka okropna a dlatego, że jest taka męcząca. guerolito męczy słuchacza. tu dominują dźwięki nawrzucane do jednego worka i towrzące ciężkostrawny misz masz. otwierający krążek kawałek ghost range od razu zapowiada, w jakim stylu będzie się to wszystko dalej ciągnęło. i tak jak jest zapowiadane – tak się dzieje. końcówka albumu to zaś dla słuchacza – ceniącego pewną harmonię w muzyce, doborze dźwięków i ogólnym brzmieniu – istna tortura. zamykający całość clap hands to już przegięcie imo.

ja rozumiem, że można eksperymentować, że można próbować łączyć brzmienia róznych instrumentów i różnych gatunków muzyki… ale na boga, trzeba w tym wszystkim zachować choć odrobinę gustu. płyta becka jest tego gustu pozbawiona. stąd i wrażenie wciskania mi czegoś „na siłę”.

to oczywiście tylko moje zdanie ale jeśli komuś się zechce tu coś napisać w tym temacie i nieco popolemizować, to z chęcią to uczynię. oczywiście tysiącom ludzi muzyka becka się podoba. inaczej nie sprzedawałby płyt i zajął by się jakimś pożytecznym zajęciem. no cóż, moje i tych ludzi gusta rozjeżdżają się straszliwie.

słowem podsumowania: jeśli lubisz udziwnianą na siłę, niełatwą ale też nie ciężką muzykę, takie wash and go koniecznie chcące się z mainstreamu wyróżnić – słuchaj śmiało. jeśli jednak cenisz w muzyce, nawet tej eksperymentalnej, pewną harmonię brzmienia – daj sobie spokój. trzydzieści-czterdzieści lat temu psychodelia wydawała z siebie o wiele ciekawsze, głębsze i porywające eksperymenty. beck eksperymentuje tylko z formą, nie daje szans wybrzmieć swojej muzyce. szkoda.

nieco twórczości becka

, ,

8 odpowiedzi do beck – guerolito

  1. Arche Twist Grudzień 6, 2005 o 01:49 #

    Nie Querolito tylko Guerolito. Nie słuchałem jeszcze, ale tytuł płyty mnie zastanowił – brzmiał podobnie do Guero, no i rzeczywiście okazało się, że to przeróbki utworów znajdujących się na Guero, płycie którą bardzo lubię (zwłaszcza Earthquake Weather i Rental Car).

    Jeśli piszesz, że „udziwniana na siłę”, a wcześniej wspominasz o swojej niechęci do Becka w ogóle, to znaczy, że muszę sięgnąć po Guerolito. Beck nie „udziwnia na siłę”, on się bawi muzyką i konwenansami, jest kreatywny. Według mnie w większości przypadków z pożytkiem dla „gustu”. Nie nazwałbym też jego muzyki „psychodeliczną”.

    • CoSTa Grudzień 6, 2005 o 05:58 #

      aż mi się ciepło zorbiło przy tym tytule. co za diabeł omamił oczy i uparcie g zmieniał w q? zaraz poprawię… tak to jest jak się na gorąco w pracy pisze.

      upieram się przy swoim. jego muzyka na tej płycie nie jest psychodeliczna. chciałaby być. takie przynajmniej odnosi się wrażenie. można być kreatywnym i to cenię ale posłuchaj wpierw płyty a później przejdźmy do jakiejś rozmowy. nie jestem wielkim fanem becka i nie znam jego twórczości na wylot. niemniej słyszało się conieco. beck tutaj udziwnia i to mocno na siłę, z której strony ucho byś nie przyłożył. jedno bycie kreatywnym, drugie robienie kakofonii przykrej dla ucha. i to ma tutaj miejsce…

      ogólnie to i tak kwestia gustu.

      • Arche Twist Grudzień 6, 2005 o 12:13 #

        Odniosłem się do tych słów, które wziąłem za opis całej jego muzyki. Co do Guerolito, to raczej nie będę wszczynał polemiki, bo nie mam się specjalnie do czego odnieść, a kłócenie się o gusta mnie nie bawi ;) .

        • CoSTa Grudzień 6, 2005 o 12:37 #

          spoko, muszę pamiętać na przyszłość, by wyrażać się ździebko zrozumialej bo faktycznie motam czasami okrutnie :).

          żebyśmy się dobrze zrozumieli – tak jak pisałem wcześniej – fanem wielkim nie jestem ale kilka rzeczy mister becka wysłuchałem. nie powiem, ma człowiek swój styl. miejscami słucha się go doskonale, miejscami bardzo średnio niestety. ostatnia płyta to moim skromnym zdaniem kompletnie chybione przedsięwzięcie. za dużo mieszania w imię samego mieszania. niestety niewiele także z tego wynika :/. płyta nie trzyma się kupy, słuchając ma się permanetne uczucie „rozpieprzenia” – coś tam cały czas nie gra jak powinno. eksperyment? lubię eksperymenty! ten po prostu imo beckowi nie wyszedł. przedobrzył psując dobry materiał.

          czemu psychodelia? posłuchaj płyty. być może będziesz miał podobne skojarzenia. w dwóch czy trzech kawałkach skręca beck bardzo mocno z drogi eksperymentu w kierunku drogi psychodelii wręcz. ok, to nie floydzi z epoki ummagummy ale mam silne wrażenie, że beck chciał trochę odważniej poszaleć. i tu obawiam się, trzeba nieco większej wyobraźni niż tylko puszczenie w tle kompletnie niepasujacych do siebie dźwięków i jakiegoś innego śmiecia. bo efekt jest właśnie bliski kakofonii. a widać wyraźnie, że człowiek chciał nieco dalej posunąć swe eksperymenta. niestety, moim zdaniem kompletnie się to nie powiodło. album męczy, po jakimś czasie wręcz dręczy.

          ale, jako się rzekło, to tylko moje zdanie. jestem bardzo ale to bardzo ciekawy twojego po wysłuchaniu krążka. to nie chodzi o kłótnie bo w kwestii kłócić się nie można. po prostu jestem cikaw jak na ten zlepek dźwięków zareagują inni. ja jestem na nie, powody powyżej. ale może ktoś będzie na tak? interesuje mnie dlaczego…

        • Arche Twist Grudzień 6, 2005 o 14:24 #

          Po pierwsze, należałoby wspomnieć, że ta płyta składa się z *remiksów* utworów Becka (które ukazały się na Guero) stworzonych przez różnych artystów. Stąd wynikają dwa wnioski ;) :

          1) nie do końca można Becka obwiniać/chwalić za tę płytę;

          2) ma prawo wydawać się ona niespójna, przekombinowana.

          Moje wrażenia są takie: Płyta mnie nie męczy, ale odnosząc się do przynajmniej połowy „mikserów” mogę powiedzieć, że wolę eksperymenty w wykonaniu Becka.

          „Black Tambourine” jest monotonne, a „Earthquake Weather” niestety poprzez remix pozbawione swoich zalet (nad czym ubolewam, bo to w oryginale świetny utwór – i chyba nienadający się do przerabiania). „Frywolność” i humor „Rental Car” uleciały, choć ciekawa jest zaskakująca zmiana w muzyce około 1:20. Broni się „Missing”, ale nie ma się co dziwić skoro to produkt Air :) . „Emergency exit” przypomina mi do pewnego stopnia tradycyjną muzykę irlandzką. Nastrojowy i interesujący jest „Broken Drum” Boards of Canada, ale to nie nowość, bo miałem już z tym remiksem do czynienia słuchając wydania „Deluxe” beckowego „Guero”.

          Ogólnie rzecz biorąc jest to trochę jazzowe – poszukiwanie, eksperymenty, nie do końca (jak pisałeś) harmonijne. Upieram się przy tym, że z psychodelią ma to niewiele wspólnego. Ta płyta jest raczej „technowata”.

          „Guerolito” jest na pewno strawniejszym albumem, jeśli się ma za sobą „Guero”. Polecam tę ostatnią płytę, moją ulubioną w dorobku Hansena.

        • CoSTa Grudzień 6, 2005 o 15:04 #

          dzięki za opinię, jest dla mnie cenna. nieco inaczej jak widzę czuję klimaty psychodelii. wspomniany przez ciebie „rental car” to właśnie skręt, o którym pisałem, ze ścieżki eksperymentu w kierunku psychodelii. oczywiście, mamy 21. wiek i nie ma się co spodziewać brzmień lat 60-70-tych ubieglego wieku ale nijak mi tu „technowatość” nie pasuje. sampling jeszcze nie oznacza techno ale chyba wiem, co chcesz powiedzieć. tak, płyta brzmi miejscami mocno elektronicznie.

          żeby nie było, że tylko narzekam – „heaven hammer (missing)” wchodzi bezboleśnie, otwierający całość „ghost range” może być doskonałym materiałem na początek nieco przypalanej imprezy, natomiast „scarecrow” doceniłem po dwóch-trzech przesłuchaniach za konsekwentnie budowany nastrój od początku do końca utworu. niestety, reszta jest dla mnie o wiele ciężej strawna.

          ok, dzięki jeszcze raz za twoje zdanie. mam nadzieję, że ktoś kiedyś może wyszpera ten wątek i rzuci kilka zapewne kompletnie innych zdań.

          pozdrawiam!

        • Arche Twist Grudzień 6, 2005 o 15:43 #

          I ja dziękuję :) .

          Co do „Rental Car” to mogę się zgodzić, że jest nieco psychodeliczny, chociaż psychodelia kojarzy mi się raczej z zagłębieniem w nonsens i wgłąb doznań, często narkotycznych, a ten zmiksowany kawałek brzmi bardziej jak – nazbyt posunięta – zabawa dźwiękami.

          Powracając jeszcze do „remiksu” – odniosłem wrażenie, że nie zdawałeś sobie sprawy, że Guerolito to remiksy autorstwa innych muzyków („beck nadal celuje w robieniu głównie stonowanego hałasu”). Jeszcze raz zachęcam do sięgnięcia po Guero – ta „reszta”, która „jest o wiele ciężej strawna” w oryginale może się okazać o wiele bardziej sensowna i harmonijna.

        • CoSTa Grudzień 6, 2005 o 17:47 #

          tak, to prawda. nie miałem bladego pojęcia, że to remiksy robione przez innych wykonawców. szperając po stronach nie zwróciłem na to uwagi :/

          ok, eot i ponownie pozdrawiam i dziękuję

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
blogging przez komórkę? czemu nie

szperając sobie po blogu jednego z developerów serendipity (cms, na którym śmiga ta stronka) trafiłem na ciekawostkę całkiem sympatyczną. otóż...

Zamknij