da majek i mikołaj

moja córka oczy­wi­ście już wszystko wie o miko­łaju. wie, że koleś nosi w worku pre­zenty, wie także, że pre­zenty dostają się zasad­ni­czo dzie­ciom grzecz­nym (choć grzecz­ność majka rozu­mie nieco na swoją modłę i nijak nie chce zmie­nić tejże na modłę naszą, rodzi­ciel­ską). wie, że miko­łaj wkra­cza przez komin albo jakąś inną dziurę. wczo­raj w tele­wi­zorni leciał wywiad z jakimś miko­ła­jem i dowie­działa się kolej­nych fascy­nu­ją­cych szcze­gó­łów, a cho­ciażby tego, że pan miko­łaj dys­po­nuje środ­kiem trans­portu w postaci sań cią­ga­nych przez reni­fery. reni­fery da maj­kowi do gustu przy­pa­dły bardzo.

ciężko orzec, czy moja mało­let­nia córa choćby podej­rzewa, że ten cały miko­łaj to szem­rana sprawa. cał­kiem moż­liwe, że tak bo ile­kroć widzi jakie­goś miko­łaja, jej buźka lekko się w zdzi­wie­niu wykrzy­wia: „kolejny???”… ciężko dzie­ciaka ogłu­pić a nawet dwu­ipół­let­nie dziecko kuma, że coś tu nie gra gdy tych miko­ła­jów nawa­lone jest po cen­trach han­dlo­wych, tele­wi­zjach czy inszych rekla­mach. tak więc podej­rze­nia się roz­po­częły ale…

przy­jem­ność z dosta­wa­nia pre­zen­tów niwe­luje wszel­kie podej­rze­nia! roz­pa­ko­wy­wać pre­zenty da majek lubi bar­dzo! uśmia­łem się ser­decz­nie widząc małe łapki gorącz­kowo pró­bu­jące upo­rać się z dosyć solid­nym kar­to­nem, w który zapa­ko­wany był jej pre­zent od miko­łaja. a cóż takiego da majek dostał? no to była nie­spo­dzianka nawet dla mnie. ale zacznijmy od początku może.

da majek uwiel­bia robić zakupy. jest w tym uwiel­bie­niu bar­dzo podobna do swo­jej mamy. tato pod tym wzglę­dem nieco odstaje od reszty rodziny, no chyba że trafi do działu mul­ti­me­diów w empiku. może tam sie­dzieć godzi­nami, prze­wa­la­jąc gierki, oglą­da­jąc pisemka, co i rusz nacią­ga­jąc obsługę na wrzu­ce­nie jakiejś gierki w kon­solę w ramach zapo­zna­nia się z tytu­łem przed kup­nem. ale miało być o da majku… otóż da majek z całej tej zaku­po­wej lubo­ści wynosi też i wie­dzę prak­tyczną: za towar trzeba pła­cić nie­stety. płaci się w kasie. kasa to takie coś, co robi „pik, pik, pik”, póź­niej pani bie­rze kawa­łek pła­skiego pla­stiku od taty lub mamy, robi kolejne pik, daje coś faj­nego im do rąk, oni robią na tym czymś jesz­cze kolejne pik, to coś robi następne pik i już można iść w cho­lerę. opi­sany pro­ces szcze­gó­łowo przed­sta­wi­łem swego czasu da maj­kowi jako „zakupy”.

da majek uwiel­bia zakupy!

da majek kocha też pracę przy kasie!

da majek dostał od miko­łaja w ramach pre­zentu solidną, pika­jącą na wszyst­kie strony kasę skle­pową! kochani, cóż to za eks­taza dla dzie­ciaka! codzien­nie po pracy rodzice przy­cho­dzą do domu nie po to, by choć przez moment odpo­cząć. co to, to nie! rodzi­cie przy­cho­dzą by sta­nąć grzecz­nie w ogonku do kasy i pła­cić za zakupy (pozbie­rane gdzieś wcze­śniej lale czy inne drobiazgi)…

i tak zasrany miko­łaj ukrę­cił na nas bicz. z kasą nasze dziecko nie roz­staje się już nawet w łóżku. zawsze prze­cież można przed snem kogoś za coś ska­so­wać robiąc „kas, kas”… a jeśli jej tak zosta­nie? nie to, żebym miał coś prze­ciwko pracy przy kasie ale to z gruntu słabo płatna praca a da majek ma nas w przy­szło­ści utrzy­my­wać bo prze­cież pis i inne takie rado­sne ugru­po­wa­nia wła­śnie zaczy­nają roz­da­wać nasze przy­szłe eme­ry­tury. no nic, pozo­staje mi tylko liczyć, że znaj­dzie się jakiś odpo­wied­nio mocarny finan­sowo koleś :)

, ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

5 Komentarzy do “da majek i mikołaj”

  1. byte 07/12/2005 do 13:33 # Odpowiedz

    Dlatego też pre­zenty trzeba wcze­śniej kon­sul­to­wać. Utwierdziliśmy się w tym prze­ko­na­niu zaraz po tym, gdy mło­dzi dostali bębenek.

    • Biter 07/12/2005 do 13:51 # Odpowiedz

      Bębenek?? oj ktoś was nie lubi :P

  2. (head)log 07/12/2005 do 15:56 # Odpowiedz

    W ten week­end powie­dzie­li­śmy naszej 11-lteniej, pier­wo­rod­nej córce Paulinie, że Święty Mikołaj, to ja i Najlepsza Z Moich Żon.

    Przyjęła to bar­dzo spokojnie.

    Przyznała, iż już od dawna o tym wie! Rzekomo…

  3. krzychu 07/12/2005 do 15:58 # Odpowiedz

    Z tymi Mikołajami w cen­trach han­dlo­wych to musi­cie zała­twić wpro­wa­dza­jąc hipo­tezę *ad hoc*, czyli wyja­śnie­nie, że ci z cen­trów han­dlo­wych są prze­bie­rań­cami — a *praw­dziwy* Mikołaj jest nie­wi­dzialny / inco­gnito / etc. i tylko on jest prawdziwy.

    Zadziała. Gwarantuję :)

    • CoSTa 08/12/2005 do 05:54 # Odpowiedz

      dobry tips :)… popró­bu­jemy. dzięki!

Dodaj komentarz