stało się! da majek po raz pierwszy w swoim krótkim życiu polazł do kina! muszę przyznać, że córa moja, mimo iż mała jeszcze okrutnie (toto ma raptem dwa i pół roku przecież), spisywała się znakomicie a film wchłonęła w całości, z napisami nawet końcowymi :)
poleźliśmy oczywiście na kurczaka małego, na którego iść po prostu musieliśmy — da majek jest ogromną fanką kuraka i po prostu nie wyobrażałem sobie, by nie zobaczyła swojego idola. więc ruszyliśmy w sobotnie popołudnie raźno do pobliskiego centrum handlowego, w którym mieści się kino także.
przybyliśmy o czasie. było nieco stresu bo jak się okazało, wiadomość o tym, że mamy już końcówkę 2005 roku w niektóre miejsca jescze nie dotarła i nadal płacić można tylko gotówką. w obliczu skopanego pobliskiego bankomatu już miałem chęć skapitulować ale… bankomat się jakimś cudem naprawił sam :). kupiliśmy bilety, zainwestowaliśmy w popcorn (średni), colę i wodę. jeszcze tylko mała wizyta w toalecie (da majek już od dawna nie używa pieluch) i idziemy na salę.
córce kopara lekko opadła. duuuuuży ekran (wtedy jeszcze nie wiedziała do czego to służy), duuuuże fotele, duuuużo tych foteli, sufit daleeeeko… rozmiar ździebko ją onieśmielił. siadła grzecznie na swoim miejscu i rozglądała się nieco lękliwie. ja w tym czasie robiłem trzodę a to rozsypując popcorn, a to rozlewając colę… chyba byłem zdenerwowany tak samo jak majka.
szlag mnie trafił przy reklamach. ja rozumiem, że żadna reklama nie zadziała tak dobrze, jak ta wyświetlona na kinowym ekranie, prosto w ryj i przy dźwięku na maksa. ale, do kurwy nędzy, jakim prawem robi się takie jazdy przed filmem DLA DZIECI, ogłuszając je doszczętnie, strasząc wyjącym dźwiękiem i — przede wszystkim — puszczając te zasrane reklamy przez PÓŁ GODZINY!!! to jest jakiś skandal i nie zamierzam tego tak zostawić. kilka skarg do różnych instytucji mam zamiar wysłać bo to są jakieś kpiny z ludzi, którzy przychodzą i PŁACĄ za oglądanie filmu.
anyway, w końcu się zaczęło. no i da majek poznał magię kina… luuudzie, co tam się wyprawiało! moja córka narobiła mi totalnej obory :). darła się „uważaj!” czy też „uciekaj!” albo wyła „kurczaaaaak!”… no masakra totalna i obciach maksymalny :). szczególnie dało się ją słyszeć w scenach, kiedy to działa się jakaś akcja, muzyka narastała, wszystko zmierzało do jakiegoś celu a tu nagle akcja i muzyka stop a któryś z bohaterów miał walnąć jakiegoś spicza. w kinie cisza i tylko słychać moją córę drącą się „kuuurczaaaak!!!”. obora! :)
więcej do kina z nią nie idę. mało tego, że zachowywała się skandalicznie to jeszcze zeżarła mi cały popcorn, dobierała się do coli a po wyjściu z kina na pytanie „co teraz robimy majka?” rzuciła bez namysłu „idziemy na film!”… oj, będą z nią jeszcze kłopoty.
po seansie wróciliśmy do domu zahaczając po drodze o kilka „atrakcji” serwowanych zwyczajowo w centrach handlowych o tej porze roku. da majka puszczałem przodem — zbierała cukierki i czekoladki. ja nadchodziłem po chwili by zgarnąć kilka sympatycznych uśmiechów od zgrabnych panienek promujących to i owo :). pod tym względem zaczynamy z da majkiem stanowić zgraną parę.
i tak się skończyło nasze pierwsze wspólne wyjście do kina. było zarąbiście! jeszcze córę na jakiś film nie raz wyciągnę :)








cos czuje ze jak mi przybedzie potomek to ja bede z nim robil taka wioche razem :)
E noo … się pan czepia swojego dzieciaka: jestem pewien, że nie tylko ona wyła i wołała w tym kinie! :)
no trochę się darłem. była z boku taka jedna młoda mama… ooogień! jakoś musiałem na siebie uwagę zwrócić…
brzeziński ja Ci radzę uważaj… w domu masz co, starą mamę?
z majkiem jeszcze pogadam bo się nie sprawdza w roli przyzwoitki…
i puścić tu faceta samopas do kina i to na kurczaka małego:)
yyyy
uuuuuuuuuuups sprawa sie rypla ;-)
szlag. śpię dziś na wycieraczce… jednak czasem ta moja żona tego bloga czyta. niedobrze :/
A ja mam pytanie techniczne. Kiedy odstawiliście Majkę od pieluch? Jakoś się nie możemy zebrać…
Im szybciej zregygnujecie z pampersów na rzecz zwykłych pieluch, tym łatwiej dojdzie do porzucenie pieluch w ogóle.
Taaaaaaaaa… łatwo powiedzieć, gorzej z wykonaniem… To trzeba prać! Razy dwa!
mniej więcej jak skończyła dwa lata, choć próby małe robiliśmy juz wcześniej, nocnik w każdym bardziej zaprzyjaźnionym domku, ale zdarzaly sie wypadki, jak „rogolejek”, to tu to tam — „oooo.… nie zdozylam” — komentarz majka; sprawa na całego ruszyla na wakacjach, gdy było ciepło i w otoczeniu kuzynek i kuzynów u babci, kiedy bieganie z pampersem nie pozwoliło na rozwinięcie prędkości i zostawala w szaleńczych biegach daleko w tyle za ciotecznym rodzeństwem… babcie są nieocenione jednak, a my specjalnie się nie zbieraliśmy do tego, samo przyszlo:) tak zupełnie bezboleśnie
Ha — a moje bobo zaliczyło już „Harry’ego Pottera”, mimo że dopiero zaczynało czwarty miesiąc — i to brzuszkowy dopiero:)))
ocho, mikołaj znów do nas zawitał. ganiał nas sukinsyn po całej polsce ale w końcu dotarł gdzie trzeba. mikołaj wyruszył jeszcze przed świętami z jeleniej góry w kierunku na wschód, do krosna. jak pisałem tutaj, w czasie swiąt krosno było miasteczkiem zam
kurczak małyi kupuj tu człowieku oryginalne gry… aż mnie dziś szlag mało co nie trafił. a zaczęło sie to wszystko tak.otóż da majek, znaczy córka moja, wielką fanką jest kuraka małego od dnia wspólnego naszego wypadu do kina na ten zaprawdę niezły filmi