Menu serwera

idealny sprzedawca

wczoraj, w godzinach lekko popołudniowych, jak od jakichś trzech tygodni sobota w sobotę, zawitaliśmy do centrum handlowego poznań plaza. duże to dziadostwo ma dwa przydatne człowiekowi miejsca: empik i kino. reszta to sklepy ze szmatami różnego rodzaju i cen.

plan wyjścia niestety nie przewidywał dłuższej wizyty w jednym czy drugim z wymienionych miejsc. w zamian trzeba było załatwić kilka niecierpiących zwłoki spraw: kupić da majkowi siakąś kurtkę, bo z obecnej ździebko nam już wyrasta (no i wygląda dziwnie z rękawami kończącymi się lekko pod łokciami) oraz trzeba było kupić niżej podpisanemu jakieś portki, bo się przez okres kilku ostatnich lat te wcześniejsze nieco pozdzierały :).

o ile da majka załatwiliśmy sprawnie i szybko, o tyle z zakupami dla mnie był problem lekki. otóż trafiliśmy, po rekomendacji dorophy, do sklepu o nazwie reserved. sklep jak sklep. gówniana muzyka (ponoć tego się teraz słucha… o matko!), kupa łachów i jakichś młodych ludzi biegających między nimi z gorączką w oczach. żona niżej podpisanego rozejrzała się i poprowadziła tegoż podpisanego do stoiska ze spodniami.

od ostatniej mojej bytności w tego typu sklepach (dawno to było, portki kupuję zazwyczaj mocne i wytrzymałe :)) muszę stwierdzić, że tzw. moda to w obecnych czasach miks absolutnego braku gustu, totalnego gówna kolorystycznego i zmiksowaną z tym wszystkim tendencją do wszywania absolutnie zbędnych gadżetów dokładnie tam, gdzie ich nie powinno być. tak sobie rozmyślałem, gdy wtedy dopadł nas ON

sprzedawca idealny!

koleś, ździebko wyższy ode mnie ale wagowo nie dorastający mi do pięt :), z obowiązkową smyczą na szyi (najgłupszy gadżet, jaki mogła ludzkość wymyślić), przyklejonym uśmieszkiem z kategorii „ja wiem lepiej” i pierdolący coś non stop. kochani, kiedy piszę, że się kolesiowi morda nie zamykała to właśnie dokładnie to mam na myśli. pieprzył non stop, początkowo było to nawet zabawne ale mniej więcej po dwóch minutach tego pieprzenia miałem ochotę tylko na jedno: strzelić w ten ciągle otwarty pysk i zastopować raz a dobrze ten potok niczego wylewającego się z kolesia.

żeby tam on tylko pieprzył trzy po trzy. nadgorliwość gorsza od faszyzmu? kochani! w sklepie reserved trenerzy muszą być wprost doskonali (wielkie brawa dla trenerów!)! ten koleś nie był nadgorliwy. ten koleś został tak wytresowany, co było widać na każdym kroku, by wcisnąć mi możliwie cokolwiek, byle tylko wcisnąć. delikatne zasugerowanie kolesiowi, że ni chuja nie założę ciemnych spodni z krokiem w kolanach w dodatku w jakieś prążki nic nie dało. koleś poszedł gdzieś w pizdu, wrócił, wlazł mi do przymierzalni i rzucił naręcze podobnego syfu. okej, miałem sobie ulżyć i zacząć wypierdalać kolesia z pomieszczenia kiedy tak zerknąłem na żonę, córkę… no nie będę im tu robił scen. rzekłem „okej, nic więcej nie chcę – te spodnie poproszę, tylko te, nic więcej”. na moje dosyć stanowcze stwierdzenie koleś, ciągle wylewając nic ze swoich złotych ust, przynosił mi dalsze odjechane kroje. oglądając mnie z góry na dół najwidoczniej stwierdził, że coś nie tak jest z moim paskiem i resztą mojego ubioru (najwidoczniej nie wpisywałem się w jego wytrenowany świat) i zaczął mi wciskać jakieś najnowsze krzyki mody. gówno totalne. tu już zaczęło mnie strzelać równo. zdołałem tylko rzucić, że już idziemy.

stoimy grzecznie przy kasie. koleś dalej nawija (boże kochany!), tym razem o tym jak to on nie może mi nabić w kasie tychże spodni, bo to może tylko koleżanka obok, bo tylko ona może nabijać, bo jak ona nie nabije to kasa się nie będzie zgadzać, bo…

chciałem krzyczeć. milczałem… poziom wkurwienia niebezpiecznie zbliżał się do momentu spuszczenia solidnego wpierdolu komuś marnującemu mój czas swoimi idiotyzmami.

nareszcie, płacę! wyciągam kartę, wprowadzam pin… czujny i dobrze wytresowany koleś zwraca mi uwagę, że moja karta jest nie podpisana i żebym ją podpisał bo jest inaczej nieważna. i wciska mi jakiś mazak. tu już mnie trafiło. stwierdziłem, że podpiszę sobie w domu. panią obok nagle olśniło i stwierdziła, dając mi już prawie rachunek, że karta jest nieważna i ona chce dowód. tu już mną telepnęło. gdyby nie rodzina z boku… oczywiście dałem dowód, ba! dałem też komórkę bo coś telefonów tam chyba nie mieli, coby policję wezwali, wsparcie z powietrza i szefa ochrony.

jednym słowem: sklep reserved może się poszczycić fenomenalnymi treserami, którzy trenują swoje pieski wręcz wzorowo, chujowym asortymentem i tym, że moja noga nigdy więcej tam nie postanie :)

12 odpowiedzi do idealny sprzedawca

  1. Biter Grudzień 11, 2005 o 16:30 #

    Brzmi jak udane relaksujące zakupy :)

  2. Hadret Grudzień 11, 2005 o 17:02 #

    Sam jestem sprzedawcą i przyznam się, że nie potrafiłbym robić czegoś takiego xD Staram się bardziej słuchać i dostosować do potrzeb klienta. Podobnie jak próbuję mniej więcej wyczuć na ile mogę sobie pozwolić z ew. bezpośredniością, drobny żarcikiem czy cuś. Być może w Reserved’zie obowiązuje bardzo rygorystyczny standard obsługi klienta – to jest chore, owszem, ale ten koleś po prostu MUSIAŁ tak obsługiwać. A nawiązując jeszcze do samego sklepu, mam obok miejsca zamieszkania – zawsze ładne panie obsługują :D

  3. btd Grudzień 11, 2005 o 20:33 #

    heh ja pracowalem jako sprzedawca/serwisant/zaopatrzenie :) i wiem co to byc po 2 stronie, ale doskonale Cie rozumiem

    Nie cierpie nazelowanych debili ktorzy usiluja mnie zrobic wg ich pojmowania bycia trendy. Pierd.. bycie trendy, nie interesuje mnie gejowate ubranie i zwykle sprzedawcow tak namolnych gonie butem albo cieplym slowem sp.. Heh tak serio to pogonilem 2 razy i to tez w reserved.

    Normalnie usiluja wciskac swoje gowniane szmaty na jeden sezon a to sa w 90% gowna.

    heh ale wiesz co Costa?

    Normalnie jakbym czytal swoja wypowiedz nt zwiedzania silesia city center :) SLowo w slowo

  4. ML Grudzień 12, 2005 o 12:10 #

    Sama prawda, poza jednym tylko fragmentem. Piszesz, że dziadostwo ma dwa przydatne człowiekowi miejsca. *beep* wrong! Otóż plaza śmierdzi na całej linii i na prawdę nie ma się tam co doszukiwać czegokolwiek przydatnego. Bo jeśli kino – to kinepolis, jeśli empik, to ten na ratajczaka :)

  5. Biter Grudzień 12, 2005 o 12:55 #

    Kino sie przydaje, małe i do dupy ale ma taką zalete dla niektórych że można piechotką dojść na nocny seans. Z przydatnych rzeczy to jeszcze piotr i paweł czynny w niedziele (z bardzo dużym wyborem alkocholi)..no i oczywiscie kibelki (całkiem zadbane) gdy jesteś w poblizu i cie przyciśnie to jak znalazł :)

  6. CoSTa Grudzień 12, 2005 o 16:13 #

    ano, musieć pewnie musiał. przez pierwsze dwa dni prania mózgu. później już mu tak zostało jako wierzenie własne. moja żonka, którą próbowano przez jakiś rok prać w centertelu, może wręcz odtworzyć przebieg tresury. ona coś o tym wie. wykazała reakcję normalną – już nie pracuje w centertelu. są pewne granice robienia z człowieka idioty.

    a co do plazy – ogólnie zgadzam się, że to centrum to totalna porażka. same kurew ciuchym jakby ludzie z okolicznych osiedli nie mieli innych potrzeb. za elektroniką ciąglę muszę latać gdzies na miasto w cholerę :/… ale kino pod bokiem to świetna rzecz, empik jeszcze świetniejsza a imaxa, o którym zapomniałem, reszta poznania może zazdrościć :). no i fakt biter z tymi kiblami. ostatnio będąc z da majkiem w kinie po prostu oniemiałem na widok kibla. tak czysto nie mamy w domu :)

  7. leon Grudzień 13, 2005 o 10:46 #

    heh costa. dales sie zrobic piknie. swoja droga pogratulowac kolesiowi sprytu i determinacji.

    pomysl: gdyby ci koles nie trul, nie kupilbys nic.

    koles nawijal o milionie szmat wiec dla swietego spokoju cos kupiles. :)

    reasumujac: 1:0 dla sprzedawcy…

    • CoSTa Grudzień 13, 2005 o 11:13 #

      no nie do końca leonku, socjotechniki na mr. costę działają ale tylko w przypadku, gdy stosuje je ponętna brunetka :). koleś ani przez moment nie był sprytny (a szkoda) ani też zbyt zdeterminowany. ot automacik pieprzący trzy po trzy co go tam wyuczyli/wytresowali. dla świętego spokoju to ja nie dałem mu po mordzie (rodzina czasem ogranicza cholera) ew. jego odwłok nie spotkał się z moim obuwiem. zresztą co to za wygrana gdy wchodzę, kupuję com chciał i wychodzę a przyjemność zakupu psuje mnie jeno koleś ową socjotechnike stosujący? :)

      ja tam stawiam na remis. on mi sprzedał, ja kupiłem. wygrałby, gdyby mi wcisnął coś ponad to co chciałem. przegrałby, gdyby mój but odnalazł jego uzębienie. może następnym razem :)

  8. krzychu Grudzień 13, 2005 o 17:28 #

    Costas – sprawa jest prosta: pranie mózgu to jedno, a drugie to marchewa: czyli *kesz*. Zywczajnie: gość ma sprzedać ci porcięta plus pasek i czapkę – finito. Potem jest twardo rozliczany, czy dostanie 45%, 49% czy może tylko 15% premii.

    Taki lajf … w sumie to ja temu ludziowi współczuję… spójrz na to od tej strony: ulituj się nad nim…. ty wyjdziesz stamtąd i możesz sobie strzelić browca na kaca moralnego, ale on tam siedzi 8h/dobę i jemu już się pewnie ‚żyłka zrywa’.

  9. Hadret Grudzień 15, 2005 o 19:45 #

    Z tą normą to prawda. Tam gdzie robię ważne jest wciskanie… t.j. polecanie akcesorii do sprzedawanego asortymentu. Dlaczego? Ano dlatego, że prezes ma z tego największe korzyści. Jeśli któryś sprzedawca ma słabe wyniki, to jest piętnowany. Czasem kończy się to pisaniem specjalnego testu (!!!) sprawdzającego, czy dany sprzedawca ma po prostu wystarczającą wiedzę aby dobrze polecać. To jest pojebane totalne i po prostu mnie dobija. Gdyby nie to, praca w której robię byłaby idealna. A tak? Wywalą mnie na zbitego ryja w styczniu. Wbijam w to, bo na szkołę zarobię, ale to nie tak powinno być. A przynajmniej takie mam wrażenie…

  10. Kasia Czerwiec 7, 2008 o 17:05 #

    A propos sprzedawcy….może ktoś z Was mógłby mi jakoś pomóc….mam rozmowę kwalifikacyjną…w sumie drugą szanse…”przyszła szefowa” kazała mi sprzedać sobie TE spodnie…i mi wkłada w ręce spodnie…siedzi,patrzy na mnie i czeka…to nie jest naturalna sytuacja,nie wiedziałam jak mam się zachować,za kilka dni idę drugi raz i będzie to samo…czy ktoś może mi podpowiedzieć jak mam się zachowywać? nie mam doświadczenia…zatrajkotać ją na śmierć? POMOZCIE!

    • CoSTa Czerwiec 7, 2008 o 20:23 #

      Droga Kasiu, powiedz swojej przyszłej szefowej, że w TYCH spodniach, jej gruba dupa ni cholery nie jest taka gruba a jej cellulitis zniknie bo tak pięknie opięte ma uda :).

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
the exorcism of emily rose

the exorcism of emily rose to film, o którym pisać ciężko. nie dlatego, że ma jakieś niesamowite zwroty akcji, fabuła...

Zamknij