Menu serwera

left coast liquid vol 1

Left Coast Lifting Vol. 1

Left Coast Lifting Vol. 1

kolejna bardzo sympatyczna składanka ambientowych brzmień i klimatów w mojej kolekcji. powiem od razu: składanka bardzo udana i dająca wiele satysfakcji. nie jest to może zbiór jakichś fenomenalnych dokonań, porywającej muzyki pełnej nieprawdopodobnych brzmień i zwalającego z nóg klimatu. nie, nic z tych rzeczy. to po prostu bardzo solidna, bardzo konsekwentnie ułożona zbiórka utworów, które mają wprowadzić słuchającego w odpowiedni nastrój. czy to się udało? oj tak, udało się.

składanka oferuje swoisty klimacik, rzekłbym, że bardzo demoscenowy. to nie jest wada, o ile mówi się o muzycznej demoscenie wyższych lotów. uznani scenowi autorzy mogliby takie właśnie kawałki układać (i założę się, że niejeden osobnik tak właśnie zaczynał swoją muzyczną przygodę). nie wiem jak to wyrazić – miejscami użyte sample, pewne „patenty” w zmianach tonacji, rytmu… no, ogólnie to wszystko co składa się na muzykę… ma się wrażenie, że gdzieś już tego użyto i gdzieś już się to słyszało. a i owszem, miejscami dosłownie mam wrażenie, że jakiś tracker był w użyciu :). ponownie: czy to wada? absolutnie nie! byli, są i będą na scenie muzycy wybitni, którzy tworzą na poziomie w pełni profesjonalnym. słuchając tej składanki ma się wrażenie, że zebrano takich właśnie autorów.

całość to album ambientowy jako się rzekło. atmosfera krążka jest spokojna, leniwa, miejscami usypiająca. utwory zgromadzono wedle klucza ich „prostoty”. chodzi o środki wyrazu użyte przy komponowaniu. nie spodziewajcie się szerokich, hasających po kanałach brzmień, stereofonicznych uniesień, dźwięków wodospadów czy inszej przestrzeni. nie, tu postawiono na pewne zamknięcie, odosobnienie, wyciszenie przez oddzielenie się ścianą od świata zewnętrznego. doskonale się ten manewr powiódł. wczoraj zasypiałem przy tej płycie i w roli wyciszacza krążek sprawił się fenomenalnie. ta skromność środków jest miedzy innymi cechą charakterystyczną w utworach tworzonych przez muzyków scenowych. w większości przypadków brak dojścia do solidnego studia i ograniczenia nakładane przez zazwyczaj nieprofesjonalny sprzęt muszą się jakoś na brzmieniu odbić. w większości przypadków właśnie w ten sposób. ale z uporem maniaka powtarzam – to nie jest żadna wada, o ile zdaje się sobie z tego sprawę i uwzględnia się takie ograniczenia przy tworzeniu muzyki. dobry scenowy muzyk doskonale to wie. tutaj mamy do czynienia z materiałem zebranym pod takim właśnie kątem – niedużo środków, sporo prostych dźwięków.

czy krążek jest w takim bardzo dobry? nie, zdecydowanie daleko zgromadzonym twórcom do takiego np. spyweirdos. tam minimalizm został użyty w sposób genialny. tutaj mamy do czynienia raczej z solidną – nieco wyrastającą ponad przeciętność ale tylko nieco – robotą. niemniej to i tak krążek warty uwagi bo już naprawdę od dawna nie słuchałem tak dobrze i konsekwentnie zebranego materiału.

ocena (w skali 1-10): 7

krótki opis albumu plus próbki utworów
strona wydawcy plus próbki utworów

, ,

1 odpowiedź do left coast liquid vol 1

  1. Krzol Styczeń 9, 2006 o 01:51 #

    Fakt, solidna kompilacja ale nic poza tym. Są wybijające się utwory (Shulman i Adham Shaikh), ale całej płytce trochę brakuje. Zimowym „motywem przewodnim” dla mnie pozostaje Solar Fields – Leaving Home (szczerze polecam).

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
rozmowa z lisą gerrard w wyborczej

kto nie zna zespołu dead can dance, ten ma do nadrobienia spooory kawałek muzycznej historii. bo że kapela przeszła do...

Zamknij