Menu serwera

moje zajebiste szczęście

to w moim przypadku już chyba norma. gdzieś człowiek próbuje wyjść, spotkać się z ludźmi, oderwać się od roboty i… oczywiście nie da rady. coś zawsze musi przeszkodzić. tym razem, w obliczu nadchodzącego sylwestra, do pracy wziął się katar, któren znienacka napadł mnie dziś w robocie. rzecz dziwaczna nieco ale tak właśnie było – do robótki jechałem sobie jako ta ryba zdrów. posiedziałem dwie godzinki i nagle jakby kran nosowy odkręciło, w łeb jakby coś systematycznie waliło i cała ta reszta objawów składających się na ładne przeziębienie.

kurew! zawsze tak jest, no dosłownie zawsze :/

4 odpowiedź do moje zajebiste szczęście

  1. btd Grudzień 29, 2005 o 18:31 #

    pocieszyc cie? Mialem z moim Slonkiem jechac do Czorsztyna na sylwestra. Podczas WOSP mialem byc w wawie na bemowie. MIALEM.

    bo mam kurw.. zapalenie gardla i brzmie mniej wiecej tak jak moje v6 z dziurawym wydechem :-/ KURW…

  2. Hadret Grudzień 29, 2005 o 20:17 #

    Oto co powiedział mój szef, kiedy chciałem pójść na zwolnienie lekarskie: „Pan jest chory? Dwie Aspiryny (or Polopiryny) 6 Rutinoscorbinów i jutro jest Pan zdrów jak ryba!”. Możesz wierzyć lub nie, ale na drugi dzień faktycznie czułem się lepiej. „Zabieg” powtórzyłem jeszcze dnia następnego i było jeszcze lepiej. Walcz! (:

  3. CoSTa Grudzień 29, 2005 o 21:15 #

    no, żona przygotowała zestaw uderzeniowy. jeśli przeżyję te dawki to do sylwestra wszystko powinno być w jak najlepszym porządku. oby :)

  4. Biter Grudzień 29, 2005 o 22:40 #

    Uważaj bo jeszcze ci sie te prochy spodobają ;)

    Ale nie zazdroszcze, strasznie taka grypa (czy co to tam jest) paraliżuje człeka, nie ma jak pracować ani korzystać z wolnego – a to juz niefajne :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
ten madison – trouble in rio

płyta, o której słów kilka chcę napisać, nie porwała mnie z jakiegoś szczególnego względu. szczerze mówiąc ta płyta wcale nie...

Zamknij