Menu serwera

serenity – dziki zachód w kosmosie

napadło mnie wczora z wieczora, by obejrzeć serenity. o filmie nie wiedziałem kompletnie nic, ot tyle, ile napisano na imdb. oczywiście zassanie filmu zasugerowała mi niesamowita ocena wystawiona przez użytkowników rzeczonego serwisu. filmów fantastycznych z oceną pond 8 znajdzie się naprawdę niewiele. tym bardziej więc zaciekawiony wziąłem się za oglądanie.

czym jest serenity?

to, w największym skrócie, archetypowy wręcz film fantastyczny. mamy tu wszystkie elementy, które składają się na takie właśnie typowe widowisko: statek kosmiczny, grupę outsiderów siakoś nie mogących się wkomponować w powojenny ład, niezmierzone przestrzenie kosmosu,. których pokonanie zajmuje chwilunię, mamy zły polityczny układ, który wycierając sobie mordę chęcią zaprowadzenia ładu i harmonii oraz wyeliminowaniem agresji w rodzaju ludzkim – korzysta z faszystowskich metod itd. jako się rzekło – archetyp do bólu. czy poza tym bólem jest w tym filmie coś jeszcze?

i tu muszę lekko stanąć na rozdrożu. film jest moim zdaniem wtórny, głupi i całkowicie nieprawdopodobny ale mimo wszystko wciąga się go całkiem miło a (zdecydowanie zawyżona) ocena na imdb zdaje się świadczyć o tym, że i inni oglądający dobrze się przy tym filmie bawili. pytanie: co daje tyle frajdy w tym ze wszech miar odgrzewanym kotlecie? trudno powiedzieć jednym zdaniem, więc może zacznę od intrygi.

ta nie jest zbyt skomplikowana. otóż jest sobie dziewucha hodowana przez w domyśle złych naukowców (generalnie dobro i zło są tu wręcz na chama rozróżniane, nie ma stanów pośrednich), która ma jakieś tajemnicze moce – potrafi czytać w myślach, jest chodzącą bronią, no taki ubermensch rodzaju żeńskiego. diabli wiedzą po co komu ona, to się do samego końca filmu nie wyjaśnia. laska ot sobie jest i jest po coś tam trenowana. na arenę wkracza jej brat, któremu niezbyt podoba się, że jego siostra robi za marionetkę na sznurkach jakichś rządowych pionków i postanawia siostrę wykraść z pilnie strzeżonego laboratorium. udaje się to mu bez większych problemów. w pościg za potencjalnie bardzo niebezpieczną osóbką rusza dobrze wytrenowany killer pracujący dla rządu i święcie przekonany do tego rządu racji (najlepsza rola w filmie imo). dwójka uciekinierów trafia na statek rzeczonych outsiderów i buja się z nimi po galaktyce uciekając przed chłopakami z rządu. pościg trwa…

brzmi schematycznie? no to dorzućmy jeszcze nieco schematów. załoga to oczywiście ultratwardy kapitan, który może nie jest macho ale na pewno bardzo chciałby nim być. to archetypiczny do bólu koleś od ciężkiej broni (mięśnie i w sumie niewiele więcej choć rzuca czasem kilka niegłupich kwestii), pani mechanik zakochana ciężko w bracie tej chodzącej broni, pani diabli-wiedzą-kto ale w sumie dosyć ponętna murzyneczka nieźle radząca sobie z bronią palną, mister pilot, mąż pani murzyneczki i… to zdaje się wszyscy. każde to oczywiście w jakimś sensie indywiduum, doskonali fachowcy w swoich branżach, pizgają się niezgorzej (mowa jest w filmie o jakiejś wojnie poprzedzającej oglądane wydarzenia, w której byli się członkowie załogi zaprawili), latają jak szatany i co tam jeszcze archetyp przewiduje. do kompletu archetypów brakuje nam jeszcze tylko nieco pełniejszego obrazu tej biednej dziewczyny, na której przeprowadzano eksperymenta i którą hodowano tak niecnie. no więc dziewucha została prócz hodowli dodatkowo obciążona przez los wiedzą, która może zmienić oblicze świata a już na pewno stanowi bardzo, bardzo duży problem dla rządu.

i tak to się toczy od przygody do przygody. trafiamy w różne miejsca, bywamy na różnych światach, rozbijamy się kosmicznym statkiem po kosmicznych spelunach… dziki zachód w kosmosie. kapitan jest tak twardy, że twardszym być już nie można, killer okazuje się być osobą… o chyba największym ładunku ludzkich uczuć, rozwiązanie tajemnicy tkwiącej w głowie ganianej laseczki okazuje się być ździebko trywialne ale faktycznie doniosłe itp., itd.

za co więc te ponad 8 punktów na imdb? a może za to, że od czasu pitch black nie dane nam było oglądać w sumie niezłego przyszłościowego kina. kroniki riddicka skręciły w stronę bajki bardziej ale takiego solidnego, staroszkolnego hard sf nie widzieliśmy na ekranach kin i monitorów już chyba od lat. owszem, przewijają się w telewizorach różne seriale ale sami wiecie, że to nie o to chodzi. na film wyciągnięto od producentów całkiem sporo pieniędzy. renderingów w filmie dużo, scena bitwy kosmicznej przy planecie robi poniekąd wrażenie, zadbano na ile to możliwe o drobiazgi, scenografie są przekonujące i nie śmierdzą tanim plastikiem i gumą. kamera pracuje solidnie acz bez jakichś wyżyn, dźwięk takoż nie odstrasza, kreacje są drewniane (prócz wspomnianego killera) a puenta odpowiednio zamotana i rozczarowująca.

wszystko jest jak ma być! ale to chyba nieco za mało na ocenę 8… film zasługuje według mnie maksymalnie na 6. ot filmidło, wciąga się to nieźle ale niewiele poza tym. piszę ten tekst niecałą dobę po obejrzeniu filmu i już niewiele z niego pamiętam. bo po prawdzie nie było zbytnio na czym się skupiać i czego przyswajać.

serenity

obsada:
Nathan Fillion … Mal
Gina Torres … Zoe
Alan Tudyk … Wash
Morena Baccarin … Inara
Adam Baldwin … Jayne
Jewel Staite … Kaylee
Sean Maher … Simon
Summer Glau … River

oficjalna strona filmu
strona filmu w serwisie imdb

, ,

7 odpowiedzi do serenity – dziki zachód w kosmosie

  1. byte Grudzień 6, 2005 o 06:28 #

    Adam Baldwin… Za co!?

    • CoSTa Grudzień 6, 2005 o 07:28 #

      baldwiny też muszą coś zarabiać :)… najmłodszy on w klanie czy mi się tylko tak wydaje?

  2. Rork Grudzień 7, 2005 o 14:32 #

    obejrzałem, ale jakoś bez wzniet.Za to Kroniki Riddicka, MNIAM.Podoba mi się ten świat, jego zamordyzm.Pamiętam że czytałem gdzieś recenzje gdzie pan recenzent objechał film bo świat w nim jest prosty i wogóle, film jest be.Następnie 3 strony dalej wzniecał się światem starwars, mało nie padłem ze śmiechu.

  3. aspern Styczeń 5, 2006 o 08:49 #

    powinieneś serial obejrzeć – FIREFLY – to wiedziałbyś, o co w tym chodzi

    • CoSTa Styczeń 5, 2006 o 09:12 #

      oglądałem *film* a nie serial. to już nie mój problem, że ktoś nakręcił standardową opowiastkę z kosmosem w tle. wybacz, nie będę serialu wciągał by rozjaśnić ździebko zamotane wątki w filmie. scenarzyści się po prostu nie spisali i tyle.

  4. fan Grudzień 22, 2006 o 16:46 #

    bo ty byl film stworzony przedewszystkim dla fanow serialu

Trackbacki/Pingbacki

  1. firefly - serial, który wciągnął moją żonę - CoSTa's Family Page - Marzec 3, 2013

    […] w nieco chłod­nych tonach ale wtedy nawet nie wie­dzia­łem o ist­nie­niu serialu i że sere­nity jest po pro­stu jego peł­no­me­tra­żo­wym… hmm… w sumie nie wiem czym bo serialu do […]

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
da majkowe pierwsze wyjście do kina

stało się! da majek po raz pierwszy w swoim krótkim życiu polazł do kina! muszę przyznać, że córa moja, mimo...

Zamknij