Menu serwera

święta, święta i po świętach

wróciliśmy wczoraj w nocy z wyjazdu na święta. po kilkunastu godzinach podróży muszę stwierdzić, że wschód naszego kraju to jednak cywilizacyjnie odległość większa, niż cholerne burkina faso czy inny dowolny afrykański kraj. w dniach takich jak rzeczone święta po prostu nie idzie się ze wschodnich landów wydostać. ale może zacznę od początku.

dojazd na wschód był miły i sympatyczny. co prawda dzień wcześniej w robocie stwierdzili, że przed świętami wszelkie zaległości trzeba koniecznie nadrobić i dowalili mi tyle zadań, że do dziś się zbieram. grunt, że zapieprzałem jako ten motorek i z większością się wyrobiłem. już koło ósmej wieczorem byłem w domu! sukces taka jego mać… spaliłem płytę z jakimś filmem, włączyłem konsolę, nastawiłem automatyczne wyłączenie telewizora na za godzinkę i tak jak stałem hopsa do wyrka. obudził mnie budzik o piątej rano, szybkie pakowanie, kawa i lecę na pociąg do warszawy. w warszawce odebrał mnie mój bracki, który cudnym, wygodnym, wielkim (teraz to doceniam :)) samochodem zawiózł mnie aż do stalowej woli, z której pochodzi moja żonka. tam miałem spotkać się z teściami a dnia następnego wskoczyć w pekes i jazda do krosna (to gdzieś na ukrainie już prawie), gdzie pobywa siostra mojej żony.

do teściów wjechałem i już przezornie zacząłem się rozglądać za opcjami powrotów. ale że zmęczony byłem po dniu wcześniejszym okrutnie, padłem byłem jako ta kawka. po jakichś dwóch godzinach aktywności. z rana dnia następnego wsiadłem więc w pekaesa i śmigam do krosna.

tu radosne połączenie z niewidzianą już od dawna resztą rodziny, wmuszanie we mnie kolejnych porcji żarcia, na które się oczywiście nie godziłem, wszak to był dzień wigilijny i czekałem na coś ekstra. coś było nie tak, bo oczy kleiły mi się ciągle. chyba nieco przegiąłem w przeddzień wyjazdu z poznania i ciągle byłem padnięty jak kawka. dość powiedzieć, że cała magia świąt sprowadziła się do spania w oczekiwaniu na żarcie, pożarciu co było do pożarcia i dalszym spaniu. brzmi jak doskonale i rodzinnie spędzone święta? no właśnie, nie bardzo :/

już w wigilię próbowałem ustalić, jak by tu jakiś powrót zorganizować. wszystko miało się ułożyć i w ogóle miałem sobie głowy nie łamać. dupa! jak się okazało, w krośnie w pierwszy dzień świąt po prostu wszystko było zamknięte na łańcuchy (autentycznie – dworce kolejowy i autobusowy zalokowane były kłódkami, łańcuchami i na inne jeszcze wymyślne sposoby), informacja oczywiście nie działała bo i po co (w rzeszowie, najbliższym większym mieście z resztą też), ustalenie czegokolwiek nie było możliwe. no i włączył się stres. dzwonimy do teścióweczki z questem, by ustaliła co i jak. być może stalowa wola działa. nie działała. w stalowej woli zdechł system rezerwacji biletów i o kupnie tychże na pociąg z warszawy do poznania mogliśmy tylko pomarzyć.

zaczęło się robić gorąco. naprawdę gorąco zrobiło się dnia następnego, kiedy to system miał wstać a my mieliśmy wracać. system nie wstał, my z chorym da majkiem (bo oczywiście musiał się rozchorować, kto w miarę inteligentny wozi dwuipółletnie dziecko w środku zimy przez pół kraju w tę i nazad?) nie mieliśmy absolutnie chęci na koczowanie na dworcu centralnym w warszawie w oczekiwaniu na jakiś pociąg tym bardziej, że sytuacja wydawała się podbramkowa w temacie miejsc – panie z centralnego grzecznie informowały, że ni cholery nie zaklepią bilecików (dlaczego miały by to robić) a miejsc w kolejnych pociągach ubywa z szybkością kul wylatujących z działka minigun.

no to wpadliśmy w popłoch. wizja chorego dzieciaka ciąganego gdzieś po dworcach nie dawała mnie spokoju. stalowa wola odcięta od świata (nic nie działało), żadnych kafejek internetowych otwartych, żadnych łącz pod ręką… dupa blada. ale wtedy… eureka! przecież mam operatywnego brata! ciąg dalszy będzie brzmiał dziwnie ale wydarzył się naprawdę :)

telefon do brackiego. ten odpala laptopy i kupuje bilet online. no good, bilet na zbyt wczesny pociąg i nie wyrobimy się z przesiadkami z pks (tylko tak szło dojechać ze stalowej do warszawy) na pkp. no to kupujem następny. no good, trzeba karty kredytowej a tej pod ręką nikt nie ma. nerwówa. bracki dzwoni – wypędza swojego pracownika zza stołu i daje mu questa o nazwie „kupno biletów”. pracownik śmiga na pkp w warszawie, kupuje bilety i zostawia je w skrytce. w międzyczasie dostajemy na łeb w pekaesie (kurwa mać, NIGDY więcej autobusów!!!) ale dojeżdżamy do wawy. okej, nie ma spóźnienia. taxi, lecimy na pkp. lezę do skrytek i niczym w dobrym filmie szpiegowskim wstukuję kod, otwiera się skrytka a ja z niej wyciągam kopertę. wygląda to dobrze :)! idealna synchronizacja, zostaje nam czasu na wciągnięcie fajki i wsiadamy w ekspres do poznania. dojeżdżamy. majka ma już dosyć – wystartowała o 11 a przyjechała zdrowo po dwudziestej do domu. wszyscy mamy dosyć i klniemy na czym świat stoi.

okej, kolejne święta odbębnione. następny wyjazd gdziekolwiek dalej niż do podpoznańskiego parku tylko po zakupie fury. a to nastąpi za kilka lat najwcześniej. więc jeśli ktoś chce nas zapraszać na jakieś święta czy inszy rodzinny spęd – zapraszamy do siebie. ta sama droga.

ogólnie ogromne podziękowania dla brzozy, bez którego zacząłbym chyba mordować w ramach odreagowywania stresów.

, ,

6 odpowiedzi do święta, święta i po świętach

  1. btd Grudzień 27, 2005 o 10:31 #

    jak ja sie ciesze ze moje auto zaczyna ostatni proces przygotowan do jezdzenia. pks sux – jedyne co sie da polubic to jazda po jurze krak-czest – niezly hardkor, dawka ok 40 minut akurat tyle ile da sie wytrzymac. a ogolne rozkraczenie informatyki w pkp niezle mnie wgielo.. jakas przyglupia sprzataczka wylaczyla serwer na swieta? czy moze nie miala gdzie odkurzacza wpiac?

  2. mazdac Grudzień 27, 2005 o 14:08 #

    uroki spedzania swiat z cala rodzina…. :P

  3. Hadret Grudzień 27, 2005 o 22:31 #

    Nie ma to jak zdrowe, radosne i pogodne święta. Aaach, aż miło poczytać xD

    • CoSTa Grudzień 28, 2005 o 14:53 #

      gdybyśmy się nieco znali, powiedziałbym „ssij!”. ale się nie znamy, więc nie mówię :)

      • Hadret Grudzień 28, 2005 o 21:05 #

        Spx, to odzywka na porządku dziennym – a mój komentarz był celowo uszczypliwy, więc stwierdzenie – „u suck :C==8” pasuje tutaj jak ulał ^_~

Trackbacki/Pingbacki

  1. szlag niech trafi wszelkie wyjazdy! - CoSTa's Family Page - Grudzień 24, 2014

    […] ręce powoli opadają. od czasu naszego radosnego wypadu na święta do rodziny i z tegoż wypadu powrotu – da majek jest cięgiem chory. ale tak na całego. ile to będzie, dwa tygodnie? jakoś tak. […]

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
wesołych świąt!

jutro skoro świt ruszam w cholerę na wschód by najeść się i opić oraz zgarnąć kilka prezentów. jednym słowem -...

Zamknij