the brothers grimm (nieustraszeni bracia grimm)

The Brothers Grimm, Nieustraszeni bracia Grimm

The Brothers Grimm, Nieustraszeni bra­cia Grimm

the bro­thers grimm (nie­ustra­szeni bra­cia grimm) to film, na który cze­ka­łem od bar­dzo, bar­dzo dawna. ot czy­sto przy­go­dowa opo­wiastka w kli­ma­tach fan­tasy. bodajże od cza­sów wil­low nie oglą­da­łem cze­goś tak kon­se­kwent­nie fan­tasy. owszem, prze­wi­nęło się kilka fil­mów z wąt­kami baśnio­wymi czy wręcz baj­ko­wymi w tle ale to było wła­śnie tło. w tym fil­mie już samo nazwi­sko głów­nych boha­te­rów suge­ruje, że cho­dzi o baśn/bajkę, bo to prze­cież CI bra­cia grimm, znani nam jako baj­ko­pi­sa­rze i legen­dzia­rze. film mnie ujął. a czym takim tenże film mnie ujął?

przede wszyst­kim roz­pra­wia się z legendą o baj­ko­pi­sa­rzach. od samego początku filmu dowia­du­jemy się, że ci kole­sie wyko­rzy­stu­jąc miej­scowe legendy, robią sobie nie­złą hucpę z tubyl­ców i roz­pra­wiają się ze „złem” w owych legen­dach wystę­pu­ją­cym. to banda nacią­ga­czy, która za pomocą wyra­fi­no­wa­nej albo przy­naj­mniej tak wyglą­da­ją­cej (jak na owe czasy) tech­niki mami ludzi „nauko­wym” podej­ściem do tematu. przy oka­zji twórcy filmu ład­nie i dosad­nie poka­zali, że w wie­kach prze­szłych czy­stość była znana śred­nio albo wcale. wszech­obecne błocko, bród i smród bar­dzo ład­nie robią dosyć ponurą atmos­ferkę dla opo­wie­ści o przy­go­dach nie­ustra­szo­nych braci.

ale do rze­czy — film to cał­kiem dobre kino akcji/przygody, ze sporą ilo­ścią gagów i to nawet cał­kiem zabaw­nych, dwoma ślicz­nymi paniami, dwoma nie­ustra­szo­nymi jako się rze­kło i kom­plet­nie odmien­nymi braćmi no i masą efek­tów spe­cjal­nych cał­kiem nie­złych lotów. bra­cia róż­nią się zupeł­nie: jeden prag­ma­tyczny do bólu, drugi żyjący w świe­cie gro­ma­dzo­nych przez sie­bie opo­wie­ści. cały film to nic innego, jak zde­rze­nie tych dwóch oso­bo­wo­ści i próba prze­ko­na­nia widza, że prag­ma­tyzm nie­stety ale cza­sem musi po pro­stu polec (w sen­sie dosłow­nym także) w obli­czu peł­nych magii faktów.

magia? ależ tak! miej­scami to fan­tasy czy­stej wody. pomy­sły na czary (czy też ich efekty) sce­na­rzystka ehren kru­ger (ring, the ske­le­ton key) obmy­śliła wybor­nie po pro­stu. całość dopie­przył, doso­lił i dosło­dził reży­ser terry gil­liam, któ­rego refe­ren­cje nie pod­le­gają dys­ku­sjom — to czło­wiek od mon­thy pytho­nów :)… efekt? wciąga się ten fil­mik zaprawdę cał­kiem rześko. akcja goni akcję, przy­goda goni przy­godę, magia jest potężna, zło dia­blo złe a całość i tak jakimś cudem każe nam się uśmie­chać bo nie­na­chalny humor (choć trzeba przy­znać, że miej­scami bywa dosyć dosadny) sta­nowi tego dania pod­stawę. coś a’la indiana jones tyle że kilka ład­nych lat temu i w świe­cie ponie­kąd magicz­nym bardzo.

film jest nie­zły ale na pewno nie bar­dzo dobry. bra­kuje tu nieco roz­ma­chu (nie cho­dzi o efekty) w pro­wa­dze­niu ról dwóch braci, bra­kuje moc­niej­szego zaak­cen­to­wa­nia czy też osa­dze­nia postaci w ich świe­cie. zła lustrzana kró­lowa jest zła, bo tak nam się mówi i tylko przez moment poka­zuje (monica bel­lucci). kom­plet­nie pomi­nięto wątek ojca, który wpada w sidła złej kró­lo­wej i jego córki, która go z tych sideł chce wycią­gnąć. na boga! prze­cież to ma być legenda opo­wie­dziana na ekra­nie! dla­czego więc uwala się naj­istot­niej­sze ele­menty każ­dej legendy, czyli pomija się rela­cje mię­dzy­ludz­kie? ja wiem, trzeba było poka­zać te wszyst­kie efek­ciory ale fabuła moim zda­niem strasz­nie na tym ucier­piała. nie­stety, posta­cie w tym fil­mie są pła­skie i nie­zbyt prze­ko­nu­jące. sku­piono się na poka­za­niu bie­ga­nia i ucie­ka­nia. no cóż, można i tak. ma ten film jed­nak jedną postać, która imo nieco zhu­ma­ni­zo­wała całość: cavaldi (peter stor­mare)! yyy­eah! ten koleś rzą­dzi! pano­szy się po ekra­nie, krzy­czy, łaja, grozi, pod­li­zuje się… świet­nie zagrana rola. z odpo­wied­nią emfazą i w ogóle naj­cie­kaw­sze aktor­stwo tego filmu.

czy pole­cam? i owszem, pole­cam miło­śni­kom gatunku. reszta podej­rze­wam wynu­dzi się i tyle. to prze­cież czary… a to prze­cież głu­poty… ale miło­śnicy jazd w kli­ma­tach magicz­nych powinni wcią­gnąć ten film, ot choćby po to, by odre­ago­wać van helsinga :)

ocena w skali 1–10: solidne 7

the bro­thers grimm (nie­ustra­szeni bra­cia grimm)

oba­sada:

Matt Damon … Wilhelm Grimm
Heath Ledger … Jacob Grimm
Lena Headey … Angelika
Monica Bellucci … Mirror Queen

ofi­cjalna strona filmu
strona filmu w ser­wi­sie imdb.com
sym­pa­tyczna recenzja

, ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

3 Komentarzy do “the brothers grimm (nieustraszeni bracia grimm)”

  1. btd 20/12/2005 do 18:00 # Odpowiedz

    hehe ogol­nie podej­scie do ‘basni i bajek’ jest jakby wyjete z od Pratchetta :D doklad­nie jakby bab­cia Weatherwax albo boha­te­ro­wie ‘Zadziwiajacego Maurycego’ tam byli. Ja na razie obej­rza­lem pol godziny bo czasu nie mia­lem, ale zrobi sie luzniej i zaraz odpalam

  2. Hadret 22/12/2005 do 08:27 # Odpowiedz

    Snorf, też będę musiał się wybrać… W ogóle, takie mam zale­gło­ści z fil­mami, że to szok nor­mal­nie. Jutro albo do kina albo przed kompa coś obej­rzeć, bo to aż nie wypada… ^^‘

Dodaj komentarz