Menu serwera

tom yum goong

Tom Yum Goong

Tom Yum Goong

uwielbiam seanse filmowe z moją lepszą połową. nigdy nie wiadomo, na co akurat będzie miała chęć: może horrorek, a może komedia romantyczna, a może jakieś sci-fi z fajnie zbudowanymi kolesiami? diabli wiedzą… wczoraj wieczorem coś mnie podkusiło, by puścić mojej małżonce fragmencik bijatyki co się zowie. wciągnęło ją! na tyle, że wessała cały film i wyraziła uznanie dla umiejętności niejakiego pana tonyego yaa (ale też i jego przeciwników). a cóż to za wciągający film? tom yum goong, w roli głównej tony yaa. więc zacznijmy opis jatki, jakiej dawno już nie widziałem.

kino kopane jest jak pornografia: ważne są „momenty”, wszystko co pomiędzy to tylko mniej lub bardziej zbędne ozdobniki. tom yum goong oferuje nam tych ozdobników (czytaj „fabuły”) całkiem sporo. na tyle sporo, że przy pierwszym podejściu mniej więcej w dwóch trzecich filmu miałem chęć to wszystko wyłączyć w pierony. dlaczego? bo „fabuła” tego filmu to miks idiotyzmu, beznadziei i braku jakiegokolwiek pomysłu scenarzystów. jeśli ktoś ma zamiar wciągać ten film dla fabuły – sayonara. takowej nie ma a to, co chce za nią uchodzić, skutecznie odstrasza. bardzo skutecznie! ogólnie początek (no okej, tak mniej więcej do rzeczonych dwóch trzecich czasu trwania pokazu) załamuje kompletnie. jakieś idiotyczne pościgi na rzece, bzdurne wybuchy czy inne atrybuty tak zwanego kina akcji w amerykańskim wydaniu. zupełnie to zbędne, sztuczne do bólu, naciągane… jako się rzekło – chęć wyłączenia tegoż przychodzi jakoś tak sama. do czasu pierwszej solidnej bijatyki…

o bogowie! jak w tym filmie doskonale, niesamowicie, nieprawdopodobnie dobrze się kopią!!! przewijajcie fabułę i oglądajcie same walki! cudowna choreografia, fenomenalna technika, wyśrubowane do granic możliwości ludzkiego ciała popisy iście akrobatyczne. i to wszystko zrobione z nieprawdopodobnym smakiem, z dbałością o drobiazgi, szczególiki, które kładą niejeden film kopany na łopatki. w bardzo ale to bardzo wielu kopaninach w trakcie oglądania walk ma się to przykre uczucie, że oto oglądamy ładny technicznie ale tylko pokaz. taki rodzaj kata. w tym filmie udało się jednak ten efekt ograniczyć do minimum. kilka prostych środków w zupełności wystarczyło. walki są bardzo brutalne. nie dlatego, że leje się krew (stosunkowo jej mało o dziwo :)) ale z racji wykorzystywanych „środków”: kolana, łokcie, dźwignie służące łamaniu wszystkiego co się tylko u człowieka da połamać (z towarzyszeniem sugestywnych chrzęstów)… cóż, film tajlandzki a to zobowiązuje! jednym słowem: chcesz obejrzeć doskonałe sceny walk? proszę bardzo, tom yum goong będzie idealnym wyborem. bo do tego dorzucić jeszcze trzeba by różnorodność prezentowanych stylów walki (świetnie, świetnie zrealizowana walka z nieprawdopodobnie sprawnym capoeirowcem!), ogólne tempo (i nie widać podkręcania!), pomysły inscenizacyjne, wykorzystanie scenografii…

plwał bym jednak na ten film gdyby nie fenomenalne zdjęcia, które wydobywają z umiejętności kopiących się kolesi samą esencję piękna tworzonych przez nich układów. są w tym filmie trzy sceny, które – jestem pewien – przejdą do historii kina kopanego. najpierw fenomenalna walka ze wspomnianym capoeirowcem. sceneria po prostu rewelacyjna: płonąca świątynia buddyjska, kupa wody ze zraszaczy i pośród tego wszystkiego kolesie wykonujący cuda gibkości, skoczności i sprężystości. fenomenalne! druga scena to raczej kwestia techniczna – wejście na (spore :)) zaplecze tytułowej knajpy i podróż tonyego przez kolejne piętra. nie wiem ile jest tych pięter ale sporo. koleś wchodzi i wchodzi po drodze bijąc, łamiąc, kopiąc, rzucając i ogólnie robiąc rozpierduchę aż miło patrzeć. a wszystko to jednym, dłuuuuuuugaśnym ujęciem skręcone!!! mistrzostwo świata! operatorka w tej scenie mnie rozwaliła zupełnie… doskonała sprawa. no i trzecia scena, którą na prywatny użytek nazwałem „pokaz łamania wszystkich członków ciała”. tak, chodzi o finałową bijatykę z nieprawdopodobną ilością przeciwników (koniec walki i rzut kamery na zasłaną ciałami podłogę robi wrażenie, żona rzekła tylko „och” :)), w której to bijatyce ręce, nogi, karki, barki i co tam jeszcze są wykręcane, łamane, wybijane na tyle sposobów, że to aż niewiarygodne. mistrzostwo choreograficznego zgrania!

film, jak widać, pozostawił mieszane uczucia. kompletnie dołuje pod względem fabuły jednak kiedy przychodzi już co do czego, olśniewa że nie można bardziej. jak toto ocenić w takim razie? a na dwa sposoby:

dla miłośników gatunku wciągających tylko bijatyki: 8 z dużym plusem (trochę mało tych bijatyk jednak no i kompletnie idiotyczna jest walka z rolkowcami i beemiksowcami – jakaś bzdura totalna).

dla szukających fabularnych uniesień i wciągających także wspomniane na wstępie ozdobniki: 5 maksymalnie z tendencją ku czwórce.

tom yum goong

obsada:

Tony Jaa … Kham
Petchtai Wongkamlao … Inspector Mark
Xing Jing … Madam Rose
Johnny Nguyen … Johnny

oficjalna strona filmu
film w serwisie imdb.com
recenzja i kilka innych bajerów

, ,

3 odpowiedź do tom yum goong

  1. ML Grudzień 28, 2005 o 16:48 #

    a, co mi tam. Jak sieczka, to ściągam :)

  2. Biter Grudzień 28, 2005 o 18:48 #

    Bardzo dobra kontynuacja propogandy muai thai rozpoczętej przez ongbak (oczywiscie jak to w filmie wiele rzeczy jest tu bardzo naciąganych). Świetna chareografia i popisy Tony Yaa (nie na darmo jest nazywany tajskim bruce lee:)) który wszystkie ewolucje wykonuje ponoć bez pomocy kaskaderów. Dla miłośników pizganinek na ekranie pozycja obowiązkowa, mniejsza o scenariusz bo nie on jest tu ważny :)

  3. Daniel(muay thai)tony jaa Maj 16, 2006 o 19:08 #

    kocham film ong bak i tom yum goong są one najleprze filmy do momętu ktorego widziałem.Jak coś to moj numer gadu-gadu 4985028 i pisać jak coś bedziecie potrzebować ja za bardzo duzo wiem o tony jaa ……

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
tux racer na automatach

kompletnie zapomniałem o tym małym ewenemencie, którego "fotki" swego czasu strzeliłem. przy ktorymś z wyjść do plazy (takie byczysko handlowe...

Zamknij