corpse bride i legend of zorro

w ramach sobot­niego wie­czoru z fil­mem, popeł­ni­li­śmy wczo­raj z żonką dwa obrazy. dwa dia­me­tral­nie różne ale oby­dwa spra­wia­jące sporo rado­chy. pierw­szy — corpse bride (gni­jąca panna młoda) — dał nam kupę rado­ści od strony wizu­al­nej ale i pograł nieco na emo­cjach. drugi — the legend of zorro (legenda zorro) — żonka oglą­dała dla boskiego anto­nio ban­de­rasa, ja dla nie mniej boskiej kate­rinki zety-jones. jako się rze­kło, w oby­dwu przy­pad­kach rado­chy było cał­kiem sporo.

zacznijmy od „corpse bride”. ani­ma­cja tri-di, przed­sta­wia­jąca nieco smutną i nieco straszną histo­rię na nostal­gicz­nie i (miej­scami) wesoło. zde­cy­do­wa­nie nie film dla dzieci. to jedna z tych ani­ma­cji skie­ro­wana do doro­słych, któ­rzy jed­nak jesz­cze nieco dziećmi pozo­stali i taki a nie inny spo­sób poka­zy­wa­nia opo­wie­ści w niczym im nie prze­szka­dza, ba!, bar­dzo nawet pomaga. kto miał i chciał obej­rzeć ten film, zapewne dawno już to zro­bił, więc nie ma co się roz­pi­sy­wać w tema­cie fabuły. mnie porwała gra­fika a wła­ści­wie pla­styczne opra­co­wa­nie postaci i ogólna sty­li­styka filmu. re-we-la-cja! wszystko, ale to abso­lut­nie wszystko pod wzglę­dem wyglądu jest w tym fil­mie ide­alne. o ile fabuła jest — co tu kryć — bzdur­nawa i łzawa, o tyle reali­za­cja zrywa kask. zosta­łem zauro­czony pomy­słem na poka­za­nie postaci, cało­ścią „cre­epy” świata te posta­cie ota­cza­ją­cego i drob­nych szcze­gó­li­ków na ten świat się skła­da­ją­cych. daaaamn, ależ to się cud­nie ogląda! moje ulu­bione posta­cie: pastor (dosko­nały pomysł na wygląd postaci) i… trze­cio­pla­nowi rzeź­nicy widoczni bodajże w dwóch sce­nach :). ogromne brawa za opra­co­wa­nie pla­styczne, mniej­sze za fabułę i spory plus za pozy­tywne wibra­cje bijące z ekranu.

ocena w skali 1–10: 7

corpse bride (gni­jąca panna młoda)
obsada:
Johnny Depp … Victor Van Dort (głos)
Helena Bonham Carter … Corpse Bride (głos)
Emily Watson … Victoria Everglot (głos)
Tracey Ullman … Nell Van Dort/Hildegarde (głos)
ofi­cjalna strona filmu
film w ser­wi­sie imdb

drugi film, czyli „the legend of zorro” może zawo­dzić ale tylko tych, któ­rzy nasta­wiali się na bóg jakie prze­ży­cie kinowe. wia­domo od początku, że to błahy film z błahą fabułą, bła­hymi posta­ciami, kom­plet­nie nie­wia­ry­godną intrygą i zre­ali­zo­wany z naci­skiem głów­nie na wido­wi­sko­wość. film dosko­nale reali­zuje zamie­rze­nia punkt po punk­cie. jest błahy, głupi, boha­te­ro­wie są pła­scy, sceny odpo­wied­nio wido­wi­skowe, źli są źli a dobrzy są dobrzy nawet kiedy są poten­cjal­nie źli (w sen­sie doświad­czeni przez los i w kon­se­kwen­cji ździebko wyko­le­jeni). anto­nio jest macho jak należy, kate­rinka (lubię ją tak nazy­wać :)) odpo­wied­nio zja­wi­skowa o wnę­trza bogate. ten film to wręcz paro­dia wszel­kich opo­wie­ści o kali­for­nij­skim boha­te­rze. wszystko jest tu „zbyt”. boha­te­ro­wie zbyt piękni, wnę­trza zbyt bogate, walki zbyt nie­praw­do­po­dobne, pro­blemy zbyt wydu­mane… czyli co, bzdura do kwa­dratu? owszem, bzdura do kwa­dratu. ale jak to się miło, sym­pa­tycz­nie i luźno wciąga! z kubłem popcornu i litrem coli pod ręką ten film na pewno nie boli. nie tylko z resztą nie boli — daje sporo rado­chy i nawet nieco szcze­rego śmie­chu. pole­cam ale w tak zwa­nej osta­tecz­no­ści, gdy już na prawdę nie będzie co oglą­dać. dwie godzinki bzdur­nej ale sym­pa­tycz­nej roz­rywki gwarantowane.

ocena w skali 1–10: 5
the legend of zorro (legenda zorro)
obsada:
Antonio Banderas … Zorro/Alejandro
Catherine Zeta-Jones … Elena
ofi­cjalna strona filmu
film w ser­wi­sie imdb

coś wyjąt­kowo zgodne z imdb mi oceny wyszły ale nie chce być inaczej :)

, , ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

7 Komentarzy do “corpse bride i legend of zorro”

  1. ML 22/01/2006 do 13:01 # Odpowiedz

    Corpse bride rewe­la­cyjne… Zresztą jak wszyst­kie filmy tima bur­tona. A zorro 2 tro­chę miał­kie imho :)

  2. amag 22/01/2006 do 13:34 # Odpowiedz

    Oglądałem jedy­nie „Gnijącą…” i to w kinie dla­tego mogę powie­dzieć, że ani­ma­cja cało­ści jest rewe­la­cyjna. Po obej­rze­niu filmu dowie­dzia­łem się, że wszystko było robione ręcz­nie z cze­goś jak pla­ste­lina– nie mogłem w to uwie­rzyć. Gdzie cała machi­ne­ria kom­pu­te­rowa? Dopiero jak zoba­czy­łem zdję­cia ludzi skła­da­ją­cych to razem i ukła­da­ją­cych na pla­nie szczęka mi opa­dła. To co oni zro­bili jest po prosu nie­wia­ry­godne. A fabuła masz rację– może być ;-)

    • CoSTa 22/01/2006 do 15:18 # Odpowiedz

      żar­tu­jesz… to serio [b]nie było[/b] trze­pane kom­pu­te­rem??? nie­wia­ry­godne… nie uwie­rzę, dopóki nie podasz jakichś źró­deł tej infor­ma­cji. nie z nie­do­wiar­stwa tylko z nie­praw­do­po­do­bień­stwa, że taką robote odwa­lono bez kompa. muszę mieć dowód :)

  3. byte 22/01/2006 do 15:35 # Odpowiedz

    CoSTa, ja ci potwier­dze. „Gnijaca…” byla w calo­sci robiona recz­nie. Wierzysz mi czy jed­nak musisz miec linka? :)

    • CoSTa 22/01/2006 do 15:37 # Odpowiedz

      nie no, dwa do jed­nego mnie prze­ko­nuje :). o żesz ja pier%^&, respect dla animatorów!

  4. Hadret 22/01/2006 do 22:35 # Odpowiedz

    „Gnijącej…” nie­stety nie mia­łem oka­zji obej­rzeć, ale zale­głość tę z całą odpo­wie­dzial­no­ścią nad­ro­bię (: Co zaś do „Zorra” — Catherine Zeta-Jones to mój ideał kobiety ^^ Dla niej samej mógł­bym ten film oglą­dać w nie­skoń­czo­ność ^_^

  5. krzychu 23/01/2006 do 08:31 # Odpowiedz

    Ja rozu­miem, że kate­rinkę oglą­dasz głów­nie dla jej *boga­tego* *wnę­trza*, czyli _osobowości_ ? Jeśli tak, to obu­rącz popieram ;)

Dodaj komentarz