przyjemne zaskoczenie po ciężkiej pracy

kate­go­ria „rodzinna” jak naj­bar­dziej chyba pasuje do tego wpisu. ale nie będzie w sumie o rodzi­nie. będzie za to o tym, co rodzina w postaci żony może zafun­do­wać ste­ra­nemu robotą i obi­temu przez los i życie mężowi.

wcho­dzę sobie oto dziś po pracy do domu i widzę… nie, nie pół­nagą żonę w pozie suge­ru­ją­cej bar­dzo wiele. to zapew­nie i owszem ale nieco póź­niej :). zoba­czy­łem oto na stole, leżącą w prze­ślicz­nej opra­wie z mandarynek…

…kar­kówkę w miodzie!

kochani, cze­goś takiego jesz­cze od żony nie dosta­łem. oto przy­wa­liła mi, że się tak kolo­kwial­nie wyrażę, z gru­ber rury! kilo­gram mięsa wypie­czo­nego w jakimś mio­do­wym sosiku, z taką chru­piącą mio­dową skórką, nadzia­nego po brzegi cebulką, pach­ną­cego prze­wy­bor­nie, roz­pły­wa­ją­cego się w ustach z tym nie­praw­do­po­dob­nym miod­ko­wym posma­kiem… ja bym to jesz­cze nieco alko­ho­lem pod­lał ale tak poza tym to dosłow­nie mniód w gębie! i ten kar­ków­kowy tłusz­czyk… wystała się nie­wia­sta przy week­en­dzie w skle­pie za dobrym mię­chem i mnie aż zatkało, gdy już obro­bione wylą­do­wało przed zgłod­nia­łymi memi oczyma. a jak to wyglą­dało… fotki są ale trzep­nięte naszym idio­te­na­pa­ra­tem, z któ­rego wycho­dzą idio­tenz­dję­cia wywo­ły­wane w idio­ten­stu­dio, więc na skany bym nie liczył zbyt­nio. choć w sumie mam w robo­cie skaner…

prze­pisu nie dam bo żonka twier­dzi, że to pro­ste i nie będzie miała czym gości zasko­czyć. dodam może od sie­bie, że podane z grzan­kami na ostro z jakimś mocno czo­sko­wym sosem byłoby to wręcz kuli­narne prze­ży­cie. takoż dopra­wił­bym nieco kar­kó­weczkę odro­biną bazy­lii a do mio­do­wego sosu doka­pał odro­binkę cynamonu.

ale tak czy ina­czej — nażar­łem się po brzegi, wyli­za­łem tale­rze i poszpe­ra­łem za być może gdzieś zawie­ru­szo­nym zapa­sem. nie było :/

luv’ya żonek! :)

,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

10 Komentarzy do “przyjemne zaskoczenie po ciężkiej pracy”

  1. btd 09/01/2006 do 19:53 # Odpowiedz

    ofuck :-)

    nie­zle, nie ma co. pogra­tu­lo­wac jedzonka i zonki ;-)

  2. krzychu 10/01/2006 do 07:49 # Odpowiedz

    Wódeczka powia­dasz… zchło­dzony Sobieski na ten przy­kład … mmm :)

    • btd 10/01/2006 do 10:08 # Odpowiedz

      Ja bym pole­cal bols, smir­noff, fin­lan­die. Te naj­le­piej wcho­dza, bez efek­tow ubocz­nych ;-) Przynajmniej u mnie

      • CoSTa 10/01/2006 do 10:28 # Odpowiedz

        o taaak… fin­lan­dia. strasz­nie po tym walę pawiami ale za to następ­nego dnia czło­wiek czuje się znośnie :)

      • krzychu 13/01/2006 do 15:25 # Odpowiedz

        Efekty uboczne mie­wam chyba wyłącz­nie po rumie, ale nie wiem, czy on się nadaje do spo­ży­cia as-is, czy tylko w miesznkach/drinkach … :)

  3. ciotka's eleni 10/01/2006 do 12:17 # Odpowiedz

    Nie wie­dzia­lam Kostuniu ze z cie­bie taki sma­kosz i ze z Dorotki taka dobra gospodyni.

    Wiecej niz kar­kowka podo­bal mi sie twoj opis.

    Troche pod Pana Tadeusza mi podchodzil.

    A moze bys pomy­slal o pisa­niu w spe­cjal­nych rubry­kach kobie­cych pism?Nie szkoda mar­no­wac taki talent?

    • CoSTa 10/01/2006 do 12:25 # Odpowiedz

      a o czym bym miał tam pisać ciotek? :)

      inna kwe­stia, że wczo­raj było mi dobrze jak dia­bli… nie ma bata. zaczy­nam wal­czyć o duuuużą pod­wyżkę, żonę zosta­wiam w domu i koło 40tki będę się toczył. ale za to będę się toczył zado­wo­lo­nym będąc :)

      faj­nie, że wpadłaś!

  4. Karen 13/01/2006 do 22:03 # Odpowiedz

    A ja mam pytanko tylko na pierw­szy rzut oka zło­śliwe: jak się zamie­rzasz żonce swo­jej wspa­nia­łej zre­wan­żo­wać? ;P

    • CoSTa 14/01/2006 do 00:48 # Odpowiedz

      ależ to nie jest zło­śliwe pyta­nie :). jak? koń­ską dawką solid­nego seksu. goto­wać nie potra­fię, szyc nie umiem, strzyc takoż… cóż mi więc pozostaje? :)

  5. Karen 14/01/2006 do 12:07 # Odpowiedz

    No fak­tycz­nie… skoro szyć nie umiesz… ;P Pozdro! A do Doroty napi­szę oddziel­nie, żeby nie zawy­żała poziomu tylko trzy­mała się stan­dar­dów obo­wią­zu­ją­cych współ­cze­sne (noto­rycz­nie prze­mę­czone) żony :))))

Dodaj komentarz