skeewiff — nu-directions

Skeewiff - Nu Directions

Skeewiff — Nu Directions

czy ktoś zna for­ma­cję ske­ewiff??? ktoś w ogóle o czymś takim sły­szał wcze­śniej? zapewne znajdą się jacyś maniacy, któ­rzy tego typu taneczne perełki szu­kają przez okrą­głą dobę. ja takiego zacię­cia nie mam i tylko czy­stemu przy­pad­kowi zawdzię­czam natknię­cie się na tę zaprawdę cie­kawą płytkę.

mamy śro­dek (no ok, już z deka po tym środku) stycz­nia. a to zdaje się jest cią­gle okres kar­na­wa­łów czy inszych ska­ka­nych zabaw. nie znam się na kalen­da­rzu kato­lic­kim więc pro­szę o wyba­cze­nie, jeśli coś kręcę. mam ten kom­fort, że bry­kać mogę do woli przez okrą­glutki rok :). any­way — jeśli poszu­ku­jesz nie­złej muzyki na imprezę — czy­taj! zna­la­złeś. kilka kawał­ków z tego krążka roz­kręci naj­gor­szą stypę :)

poszu­ki­wa­nie jakichś infor­ma­cji o grupce w inter­ne­cie zakoń­czy­łem bar­dzo szybko. nie dla­tego, że mi się nie chciało lecz dla­tego, że po pro­stu niczego sen­sow­nego google nie poka­zy­wały a babrać się w set­kach lin­ków po pro­stu nie mia­łem czasu. tak więc grupa jest dla mnie tajem­nicą: skąd się wzięła, po co, dla­czego i dla kogo? na te pyta­nia odpo­wie­dzi gdzieś pew­nie leżą ale głę­boko zako­pane. co gor­sza — album zdaje się miał pre­mierę w japo­nii i nie­stety więk­szość lin­ków pro­wa­dzi na jakieś mocno zakrza­czone strony.

tak więc jakiejś infor­ma­cji o gru­pie nie będzie. ale o krążku… o, tak! zacznijmy może od tego, że krą­żek jest nie­równy w kwe­stii stylu. mamy tu mie­szankę totalną (choć w tona­cji beato­wej) pew­nie z kilku tanecz­nych styli muzycz­nych. nie jestem w tych nazwach mocny więc nawet nie będę pró­bo­wał ich nazy­wać. czuje się tu jed­nak krą­żą­cego nad cało­ścią ducha impre­zek lat 60-tych i 70-tych ale pod­la­nego solid­nymi, nowo­cze­snymi brzmie­niami. co jesz­cze? są kawałki a’la bol­ly­wood :)… tak jest! sitary, pisz­czałki jako­weś hin­du­skie, bębny i jazda bez trzy­manki w solid­nych beato­wych aran­ża­cjach. efekt? powa­la­jący! to są wła­śnie numery, na które warto zwró­cić uwagę na tej pły­cie. kopią tyłek i ruszą nawet umar­łego. świetna sprawa… coby jed­nak nie było za słodko, kawałki odje­chane są prze­pla­tane kawał­kami już tylko stan­dar­do­wymi, jaki­miś hipho­pami czy czymś w tym guście. to się prze­wija i można jechać z imprezą dalej :)

płyta przy­kuła mnie do sie­bie od pierw­szego prze­słu­cha­nia jed­nym utwo­rem: feno­me­nal­nym cove­rem kawałka „man of con­stant sor­row”. koja­rzysz, o czy­ta­jący te słowa, świetny film o bro­ther, where art thou? z geo­r­gem clo­oneyem? koja­rzysz ten kawa­łek, który kole­sie wyśpie­wy­wali i dzięki któ­remu stali się sławni? tak, dokład­nie, to ten dosko­nały kawa­łek coun­try (swoją drogą muzyka w tym fil­mie po pro­stu rzą­dzi) tyle że teraz zaaran­żo­wany w tona­cji beato­wej. że co, że to być nie może? ha! mało tego, że może, to jesz­cze w dodatku porywa doku­ment­nie! w pracy pusz­czam ten kawa­łek w chwi­lach zmę­cze­nia i dostaję ener­ge­tycz­nego kopa i podry­guję sobie jak gdyby nigdy nic. kupa ener­gii sie­dzi w tym utwo­rze i aż się roz­py­cha. to imo jeden z lep­szych roz­krę­ca­czy imprez ever :)

a dalej mamy na prze­mian: raz hiphopa (prze­wi­nąć), raz hin­du­skie rytmy z solid­nym beato­wym pod­kła­dem (dać gło­śno!). oooo taaaak! to jest TO! to nie jest muzyka dla dre­sów! pod­kręci za to na pewno nie­jedną aka­de­mi­kową, mocno pitą i jesz­cze moc­niej paloną :) imprezę. i te aran­ża­cje! olschool, organy ham­monda, impreza z głę­bo­kich lat 70-tych a może i 60-tych tyle że w brzmie­niach początku 21-go wieku. to auten­tycz­nie porywa! i do tego sitary… kochani, kilka kawał­ków z tego albu­miku sta­nie się kla­sy­kami nie­dre­so­wych imprez!

są też kawałki nieco trud­niej­sze. ot choćby utwór numer 7 „the earth sha­kes” — tu brak sita­rów i luzu lat 60/70. tu mamy twardy beat, twarde sam­ple — muzyka na bar­dziej zaan­ga­żo­wane tupa­nie. i to, taka jej mać, dobra!

czyli co, warto? ba, i to jesz­cze jak! nawet jeśli nie na imprezę, to po pro­stu do użytku pry­wat­nego — płyta daje feno­me­nal­nego ener­ge­tycz­nego kopa, sprząta się przy niej rewe­la­cyj­nie, rów­nie dobrze nadaje się jako back­gro­und przy jakichś nie­wy­ma­ga­ją­cych zbyt inten­syw­nego myśle­nia pra­cach… ściągajcie/kupujcie i poczuj­cie feeling lat 60/70 w odku­rzo­nych aran­ża­cjach. warto!

ocena w skali 1–10: kilka poje­dyn­czych kawał­ków dostaje solidne 9! jed­nak jako całość płytkę oce­niam na 7, jed­nak zbyt duże tu wymie­sza­nie kli­ma­tów (po kiego te hiphopy???) by płyta jako całość wybi­jała się ponad wyż­sze stany średnie.

stronka z cho­ciaż frag­men­ta­ryczną infor­ma­cją (ciężko coś w necie wyszu­kać na ich temat)
próbki utwo­rów, w tym coś, co jest na tej pły­cie: ruby’s revenge. poczuj­cie klimat :)

, ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

2 Komentarzy do “skeewiff — nu-directions”

  1. [D.o.g.] 22/01/2006 do 22:26 # Odpowiedz

    CoSTa

    http://www.skeewiff.com,

    http://www.jalapenorecords.com ??

    I coś mi nie pasuje z tą płytą, bo ani na ofi­cjal­nej stro­nie Skeewiffu ani na stro­nie wytwórni nie ma nic?? A w skle­pach jest jako japoń­ski realase.

    Skąd ją masz??

    • CoSTa 22/01/2006 do 22:43 # Odpowiedz

      patrz pan, naj­ciem­niej pod latar­nią :/… rzecz oczy­wi­ście pobrana z netu. z .nfo wynika, że płyta została wydana przez wytwór­nię Rambling Japan ale brak numeru kata­lo­go­wego (zazwy­czaj rip­pe­rzy podają), brak urla z jakimś info. data wyda­nia to 2005.12.14. to jakiś japoń­ski exc­lu­sive poprze­dza­jący wyda­nie tej płyty na resztę świata. no tyle mi przy­naj­mniej wynika z tego:

      [i]Skeewiff com­bi­nes hip-hop, bre­ak­be­ats, rock, lounge, Northern soul, and tech-house to cre­ate his stun­ning third album. Advanced Japanese rele­ase pre­ce­eds later worl­dwide rele­ase, plus featu­res Japan-only track.[/i]

      i to koniec infor­ma­cji. reszta tonie we wspo­mnia­nych krza­kach gdzieś na japoń­skich stronach.

Dodaj komentarz