va — nova natura

Various Artists - Nova Natura

Various Artists — Nova Natura

zaczy­nam odkry­wać gre­cję na nowo. myśla­łem, że wiem o tym kraju już sporo, w końcu te kono­ta­cje rodzinne, czę­ste byt­no­ści, zjeż­dżona połowa kraju (jak nie wię­cej), zna­jo­mość języka… ale popa­dłem w sche­maty. widzia­łem tylko to, co mi poka­zy­wała rodzinka w kli­ma­tach, jakie chciała mi poka­zać. pro­blem w tym, że nie­zbyt mi się chciało samemu szu­kać a to był spo­oory błąd. zwa­la­niem na rodzinkę niczego nie usprawiedliwię.

a prawda jest nie­stety smutna. znam gre­cję przez pry­zmat auto­ka­ro­wych wycie­czek, miłych wysko­ków na wyspy i dobrego jedze­nia w kli­ma­tach buzuki i oko­lic. owszem, sporo dostało mi się na uszy ich­niego folku, kilka tań­ców ludo­wych się pouczyło ale to cią­gle z pozy­cji tury­sty pozna­ją­cego cie­kawe miej­sca i kulturę.

jest jesz­cze ta druga gre­cja — mło­dzie­żowa, twór­cza, jak naj­bar­dziej współ­cze­sna. o dziwo, będąc nie raz w gre­cji, rzadko się naty­ka­łem na to obli­cze tego pięk­nego kraju. duży, duży błąd, który zamie­rzam naprawić.

co mnie skło­niło do napi­sa­nia tego przy­dłu­giego wstępu? kilka płyt, które mia­łem oka­zję wysłu­chać w prze­ciągu kilku ostat­nich mie­sięcy. muszę przy­znać, że to odkry­cie mocno mną wstrzą­snęło. wydaje nam się, że znamy gre­cję — oglą­damy te wszyst­kie fil­miki ze zło­tymi pla­żami w tle, z nie­od­łącz­nymi sufla­kia i kole­siami w idio­tycz­nych koszu­lach roz­cheł­sta­nych na kla­cie gra­ją­cych na buzuki. gre­cja ma też inne obli­cze. to nie­sa­mo­wi­cie wręcz twór­cza kra­ina w sfe­rze dźwięku, która wydała jedne z naj­lep­szych płyt, jakie kie­dy­kol­wiek sły­sza­łem. pamię­tam do dziś jak otar­łem się o to obli­cze jakiś czas temu, słu­cha­jąc tech­niawy zapusz­czo­nej przez synka mojej ciotki (gre­etz christ! gre­etz ciotka!). to wła­śnie wtedy wsią­kłem w ten nurt bo prze­ko­na­łem się, że techno nie musi ozna­czać łupanki rodem z wiej­skiej dys­ko­teki. to może być także bar­dzo twór­cze, pełne odcieni i na swój spo­sób wysu­bli­mo­wa­nych brzmień — piękno. tyle, że w zawrot­nym tem­pie. oczy­wi­ście mam cały czas na myśli zapewne niszowe ale wyso­kiej jako­ści łupanie.

teraz prze­ko­nuję się, że gre­cja wydaje także kom­po­zy­to­rów potra­fią­cych cudow­nie pro­wa­dzić słu­cha­cza przez zde­cy­do­wa­nie wol­niej­sze ale też i głęb­sze wody elek­tro­niki. tak, znów będzie o ambien­to­wej pły­cie i ambien­to­wych brzmie­niach. cóż, nic na to nie pora­dzę — ruszają mnie a te szcze­gól­nie dobre, ruszają mnie szcze­gól­nie. tym razem padło na kompilację.

płyta wydana przez kul­tową już w nie­któ­rych krę­gach wytwór­nię cosmic­leaf records, to jako się rze­kło skła­danka. mate­riał został dobrany bar­dzo sta­ran­nie (choć z jed­nym wyjąt­kiem nie­stety), bar­dzo sta­ran­nie zmik­so­wany i pie­czo­ło­wi­cie przy­go­to­wany do odsłu­chu. efekt? pio­ru­nu­jący! płyta nie jest lekka i łatwa w odbio­rze. wymaga sku­pie­nia i natę­że­nia uwagi, miej­scami wręcz bole­snego (dosko­nałe „haun­ted tho­ughts”). nie jest to co prawda głę­boki trip w stylu opi­sy­wa­nej kie­dyś przeze mnie płyty spy­we­ir­dos — for chil­dren to play, nie­mniej płyta wymaga od słu­cha­cza. a to lubię bardzo!

rzecz nazywa się nova natura ale to tylko wierz­cho­łek góry lodo­wej jak się oka­zuje. ta skła­danka to zapewne wstęp do więk­szej ilo­ści tych płyt. bowiem nova natura to pro­jekt, o któ­rym w mate­ria­łach pra­so­wych cosmic­leaf pisze:

„Nova Natura” is an one hour radio show pro­ject hosted & mixed by Nick Miamis aka Side Liner and play­ing „on air” in 5 radio sta­tions aro­und Greece, every week. The pur­pose of this pro­ject is to pro­mote in Greece, Chill/Lounge/Dub/Downtempo/Ambient and Morning trance sounds (130 bpm and less).

i dzię­kuję, nie mam wię­cej pytań. to się wła­śnie nazywa pro­mo­cja muzyki. ale wróćmy do samej płyty. ta ofe­ruje pra­wie 70 minut muzyki w kli­ma­tach wymie­nio­nych w cyta­cie. cały „pro­blem” w tym, że mate­riał jest naj­wyż­szych lotów. całość została bar­dzo dobrze dobrana pod wzglę­dem prze­strzeni, jaką ofe­rują utwory. przy odpo­wied­nio pod­krę­co­nych (choć bez prze­sady) gło­śni­kach daje to fascy­nu­jący efekt prze­cho­dze­nia z jed­nego świata do dru­giego, wraz ze zmianą utwo­rów. zacho­wano tu (poza jed­nym przy­krym wyjąt­kiem) tak cenioną przeze mnie kon­se­kwen­cję przy skła­da­niu tego typu mate­riału. prze­my­ślano ten album grun­tow­nie! to się czuje już od pierw­szych chwil obco­wa­nia z krążkiem.

czy jest w takim razie ide­al­nie? nie­stety nie. nie mam bla­dego poję­cia po jakie licho wci­śnięto przed­ostatni kawa­łek, który psuje tak mister­nie budo­wany efekt. koń­cówka pogrąża nie­stety ten album jako całość. po co? po jakie licho wsa­dzono ten przed­ostatni utwór (tym bar­dziej, że ostatni jest zna­ko­mity po pro­stu)??? psuje on kom­plet­nie pewną syme­trię, którą przez bez mała godzinę udaje się albu­mowi stwo­rzyć. efekt wyci­sze­nia i sku­pie­nia się na muzyce ginie w ciągu kilku minut. zimny prysz­nic? być może. mnie to wygląda raczej na wpadkę. jed­nym kawał­kiem znisz­czono prak­tycz­nie cały prze­kaz płyty. szkoda :/

jaka więc ocena? byłaby naj­wyż­sza ale w tej sytu­acji z żalem ale nie­stety muszę wysta­wić tylko 7. tego albumu należy słu­chać w cało­ści a to ozna­cza także ten nie­szczę­sny przed­ostatni kawa­łek. jesz­cze raz — potworna szkoda. nie­mniej pole­cam album ze wszyst­kich sił. to kawał świet­nej, raso­wej, ambien­to­wej jazdy i kolejny dla mnie dowód na to, że nic a nic nie znam ziem pra­wie że rodzinnych.

wię­cej infor­ma­cji o pły­cie plus próbki utwo­rów do pobrania

, , ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

Jeszcze nikt nie skomentował. Możesz być pierwszy!

Dodaj komentarz