Menu serwera

czas wracać do domu

miło było ale się niestety skończyło :/… jutro czas wracać do chałupki, w której moja nieoceniona żona ma dla mnie przygotowane wiadra z farbą, wałki i same przyjemności w postaci malowania wszystkiego co tylko da się pomalować. ot szalona – myślała, że w jeden dzień się wyrobi chociaż z jednym pokojem :)

wyjazd na urlop razem z córą okazał się rewelacyjnym pomysłem. co prawda absorbuje toto 110% czasu ale za to w jaki sposób! teraz mamy już kompletną „sztamę”, gadamy sobie luźniutko o wszystkim, o czym tam nam chęć gadać przychodzi, rysujemy se, gramy na konsolce… ogólnie – zżyliśmy się chyba nieco. fajowo! przez to ciągłe zmeczenie robotą człowiek nie miał już siły na dzieciaka a to ogromny błąd! da majek z każdym dniem robi się coraz bardziej fajowa a ja coraz bardziej się dziwię, że wcześniej na pomysł dzieciaka z żonką żeśma nie wpadli. tyle czasu straconego… :)

jako przykładny ojciec i w ogóle, chciałem między innymi zabrać da majka do kina na bambi 2, który chyba dopiero co wlazł na ekrany. jednak po rzuceniu okiem na jeleniogórskie kina… sorry, mamy 2006 rok a te kina wyglądają dokładnie tak samo jak w chwili mojego z jeleniej góry wyjazdu. w skrócie: masakra i tchnie małomiasteczkowością. nie to, żeby zaraz miało tam kipiec od popcornu i aby miał się dziać cyrk typowy dla wielkomiejskich molochów, ale stawiam orzechy przeciw kamieniom, że tam o inwestycjach zapomniano, że systemy nagłośnienia są ciągle te samo co kilka ładnych lat temu a ekran ździebko brudniejszy niż było to wówczas. daaamn, nie wiedziałem, że jelenia góra to taki zaścianek pod względem kin.

cholera, nie dostałem namiaru od leonka (on zdaje się ciągle zajęty bardzo mocno :)) i piffko chyba nam przejdzie koło nosa. nic to, innym razem. inna kwestia, że zbytnio biegać po knajpach to mnie się nie chciało. po pierwsze córa jednak mocno męczy przy dłuższych kontaktach, po drugie – chyba faktycznie potrzebowałem tego urlopu. najchętniej bym ten tydzień przespał. no cóż, da majek czuwa tu ostro i na wysokości siódmej rano daje znać, że już mamy dzień i czas wstawać: „tato, wstawaj, mamy dzień!” :)

za to późne wieczorki należą do mnie i konsoli. odpaliłem nareszcie metal gear solid 2 ale… jakichś szczególnie gorących uczuć we mnie ta gra nie wzbudziła. ot ładnie to wszystko wygląda ale póki co jest baaaardzo wtórnie w stosunku do jedynki. za to do telewizora wręcz przykuła mnie killzone – diablo grywalna rzecz, która cierpi na dwie okropne przypadłości: jest do bólu liniowo i skryptowo. cała reszta to już miód i orzeszki. oto chyba pierwszy fps, w którym autentycznie pykam planszę za planszą by poznać fabułę. no i jeszzce jedno: postacie w tej grze są tak wyraziste i soczyste, że mógłby to być wzór dla baaaardzo wielu pecetowych strzelanek.

eeech, przydałby się jeszcze z tydzień. nie chodzi o granie bo tego owszem sporo ale nie aż tak, jak doropha pewnie sądzi :). skoczyłbym sobie z da majkiem jeszcze gdzies w góry. zwiedziła młoda ładniutkie muzeum (czy jak to zwał) przyrody, w którym naoglądała się powypychanych ptaków i poprzybijanych szpilami do ścian motyli. ogólnie fajowo było bo zaliczyliśmy tez okoliczny park (cieplice – ci co byli wiedzą, o który park chodzi) i plac zabaw. z tego ostatniego wyniosłem niemiłe wspomnienie: stwierdziłem bowiem, że wlezę do takiego drewnianego domku, co to czasem stoją po placach zabaw. wiecie – ślizgawka, jakieś ścieżki zdrowia i ogólnie wszystko w jednym. niby okej ale problem jeden: to dla dzieci jest robione. jak papa costa przypieprzył z basi w nisko zawieszoną, solidna, drewnianą belę, to tylko ponoć się całość w posadach zatrzęsła a niżej podpisanego na moment olśniło by za chwilę zamroczyć lekko :)

eeech, jeszcze tydzień by się przydał jak nic!

,

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
półmetek urlopu

no nie mogłem się powstrzymać by nie wskoczyć na stronkę i jakiegoś szybkiego newsa nie zapodać :). półmetek urlopu prawie...

Zamknij