Coś podobnego mam
przyznaję się bez bicia — praktycznie zapomniałem już jak się pisze. tak normalnie, długopisem po kartce. szok! przyszło mi niedawno do napisania kilku dłuższych kwestii i okazało się, że łapa się męczy, paluchy nie trzymają jak należy a dawno wyuczone odruchy piśmiennicze poległy. damn, co to z człowiekiem może klawiatura i komputer powyczyniać…
z tym związane jest moje niedawne a epokowe odkrycie. otóż wyszperałem w odmętach szafek coś absolutnie wspaniałego, rewelacyjnego i z solidnym, oldschoolowym feelingiem: pióro wieczne! fenomenalna sprawa! cóż za przyjemność skrobania po kartce, jaka natychmiastowa dbałość o kształt literek, niemal kaligrafia… nie wiem co pióra mają takiego w sobie ale ilekroć biorę jakieś takie cacko do ręki to ta aż sama składa się do pisania. długopis przy piórze jest po prostu toporny.
pióra wieczne rządzą!
kilka informacji o piórze wiecznym
i jeszcze kilka informacji
wszystko dla maniaków pióra








oj tak tak. Jak mam w ręce pióro, pismo od razu mniej przypomina runy krasnoluda ;-) W LO zużywałem jedno rocznie — nie chciało mi się zmieniać stalówki ;-) Tylko jest jeden minus — jeszcze nie wynaleźli pióra odpornego na wstrząsy :)
wynaleźli, wynaleźli… nazywa się to ponoć pióro kulkowe czy jakoś tak. tylko czy to jeszcze pióro?
to nie jest pióro :-) Mi chodzi o jakiś sprytny mechanizm który by odcinał dopływ atramentu do stalówki. Ech, Pelikan Blue-Black rządzi :)