powalony dzień

wczo­raj to był dopiero powa­lony dzień… zaczęło się nie­win­nie, czyli od spóź­nie­nia do roboty (jakoś zawsze się spóź­niam cho­lera), potem koń­czy­łem prze­pro­wadzkę swo­jego biura (o tym w następ­nym wpi­sie będzie) i insta­lo­wa­łem sprzęt. bite pół­to­rej godziny cią­gnię­cia kabli i robie­nia rze­czy róż­nych, by cała ta elek­tro­nika nie wyglą­dała tak paskud­nie jak wygląda od dupy strony, czyli od tyl­niej strony obu­dowy kom­pu­tera. łojezu ile tych kabli się tam wala… tele­fony oczy­wi­ście cały czas dzwo­niły bo prze­cież po tygo­dniu nie­obec­no­ści w pracy nazbie­rało się tema­tów do na-ty-chmia-sto-we-go przy­go­to­wa­nia od pyty i jesz­cze trochę.

w sumie 10 godzi­nek stu­ka­nia. w mię­dzy­cza­sie tele­fon od doro­phy — coś źle się czuję i mam zadbać o pro­wiant i lekar­stwa. oki­doki, to żaden pro­blem. pro­ble­mem oka­zała się być doro­phowa przy­pa­dłość: 39 stopni, żona mi sła­bła ponoć i odjeż­dżała w cha­łu­pie total­nie. no to wra­cam do domu, robię te cho­lerne zakupy (kolejny tele­fon od żonki, która już po pro­stu nie może być dłu­żej aktywna i zwra­cać uwagę na roz­ra­bia­ją­cego da majka). szybciej!

apteka, kilka lekarstw, powrót do domu. żona leży kom­plet­nie roz­ło­żona cho­robą, gorączka wali pod nie­biosa. wygo­ni­łem ją do dru­giego pokoju coby mi się córa nie zara­ziła. i się cho­lera zaczęło. da majek dostał po pro­stu spa­zmów z oka­zji pój­ścia mamy precz.

sytu­acja ogólna była w pew­nym momen­cie nie­cie­kawa: ja zmę­czony po robo­cie okrut­nie, da majek wyjący jak potę­pie­niec i zano­szący się szlo­chem strasz­nym, w pokoju obok żona wyjąca takoż bo sły­szała wycia małej, kupa rze­czy do zro­bie­nia (nakar­mić, napoić, wyką­pać, zająć się) a mnie ręce opa­dły cał­ko­wi­cie bo po dzie­się­ciu godzin­kach inten­syw­nego dosyć kli­ka­nia nie mia­łem już siły na nic wię­cej. chcia­łem w pew­nym momen­cie strze­lać, krzy­czeć i śmiać się jednocześnie.

masa­kra, nie cier­pię takich dni :/

, , , ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

4 Komentarzy do “powalony dzień”

  1. byte 09/02/2006 do 08:57 # Odpowiedz

    Też masz pro­blem. Pomnóż sobie w myślach majka razy dwa i ciesz się że masz tylko jedno dziecko :)

  2. Hadret 09/02/2006 do 10:13 # Odpowiedz

    Brzmi nie­cie­ka­wie. Jedyne co lubię w takich zwa­rio­wa­nych dniach, to czas, który pły­nie bar­dzo szybko. Choć to aku­rat nie zawsze jest korzystne [:

  3. Biter 09/02/2006 do 10:32 # Odpowiedz

    Wspólczuje, tak to juz jest ze nie­szcze­scia cha­dzają parami

  4. ciotka's eleni 09/02/2006 do 10:36 # Odpowiedz

    trzy­maj sie kostu­niu, szkoda ze zyjemy tak daleko, zawsze mogli­by­smy przy­lo­zyc raczki…

    Ucaluj swe kobiety i zyc doro­cie szyb­kiego wyzdrowienia.

    P.S. Nawet w tej sytu­acji zna­la­zles czas i ener­gie na zmiany w stronce…

Dodaj komentarz