jak zwykle nie zawodzi ciotka, która zapodaje raz na jakiś czas różne wieści z greckiego odłamu mojej rodzinki. tym razem podesłała trzy raptem (heho! co tak mało!) foteczki strzelone jakąś komórką. chcę więcej i w lepszej jakości! oto przynajmniej drobny fragment naszego zbójeckiego klanu. ten zagraniczny.
- Babcia i Christos
- Christos himself
- Eleni und Christos
dwa słówka wyjaśnienia kto jest kto: babka to moja babcia — mroczna, z naszego narzecza, wandzia! najlepsza babka pod słońcem! eleni to moja ciotka. czasem coś tu wklepuje pod ksywą „ciotka’s eleni”. chris aka christos — jej synalek i mój brat cioteczny zarazem :). ot spore toto urosło a jeszcze niedawno małym wypierdkiem było :)
ciotka, więcej fotek poproszę! się wrzuci normalnie do galerii a nie tak będzie podawało na raty…










U… kurcze coraz bardziej mam chęć napisać szerzej o mojej peregrynacji do Grecji latem 1989 na saksy … bo rzeczywiście: ten kraj zrobił na mnie wrażenie. Cóż — może nie był to dziki i niepochamowany entyzjazm, ale bardzo chętnie wróciłbym tam jeszcze kilka razy. Choć być możę teraz już nie w roli najemnej siły roboczej ;)
no ja zjeździłem tego kraju niezły hektar. są miejsca przepiękne, są miejsca dołujące (jak wszędzie chyba). jedno jest pewne: żarcie to mają prima sorte :)
Owszem: frape podana ok. 10 rano w sadzie brzowskwiniowym po 4 godzinach zbierania brzoskwinek jest powalająca.
A chlebek mają miodzo.