Menu serwera

windows vista: granie i zidiocenie użytkownika?

bardzo lubię bloga btd. ostatnio chłopak wyszukuje w necie materiały na niezłe ogólne przemyślenia i szturcha mnie mocno w dodatku swoimi komentarzami. całkiem dobrze wychodzi mu to lekkie prowokowanie (no mnie leciutko do dyskusji zagania jak widać :)) a i muszę przyznać, że nie mam nic przeciwko pogadaniu blog vs blog na jakieś tematy. zawsze to nieco ciekawiej.

tym razem padło na notkę, w której btd cytuje artykuł z gry-online.pl o tym jak microsoft widzi kwestię gier w swoim nowym systemie (zalecam przeczytanie bo cały wpis odnosi się bezpośrednio do tej notki). oczywiście btd opatrzył to wszystko odpowiednim swoim komentarzem, z którym na pierwszy rzut oka można się tylko zgodzić. ale po przemyśleniu sprawy… kilka wniosków nie jest już dla mnie takich oczywistych.

zacznijmy od tego, że wizja przedstawiona przez niejakiego pana moore’a jest na pececie może nie rewolucyjna ale na pewno to nowość co się zowie. vista to będzie chyba pierwszy system, w którym zadba się także o graczy i nie tylko o nich ale także o ich rodziców. powiem szczerze, że to, co z perspektywy gracza wydaje się bzdurą, z perspektywy rodzica już wcale takie nie jest. sam jestem rodzicem, który za już niedługi czas nie będzie miał innego wyjścia jak tylko udostępnić swojej latorośli komputer do dłuższych zabaw. problem w tym momencie jest oczywisty: chciałbym da majkiem jakoś kierować podczas jej internetowych wypadów oraz chciałbym mieć wpływ i kontrolę nad tym w co i kiedy gra moje dziecko. przykro mi ale puszczenie samopas absolutnie nie wchodzi w rachubę. dostęp kontrolowany, opisany w artykule przytoczonym przez btd, w takiej sytuacji bardzo ale to bardzo mi odpowiada. patrząc na to nieco szerzej – domowe pecety, które mogą robić za centrum rozrywki dla wszystkich domowników, włączając w to małoletnich graczy na ten przykład, powinny umożliwiać rodzicom pewną kontrolę nad poczynaniami ich latorośli. swojemu dziecku należy ufać ale uważam, że powinno być to zaufanie ograniczone. dziecko trzeba też w pewnym stopniu kontrolować, bez tego nie wyobrażam sobie sensownego procesu wychowawczego.

druga rzecz i chyba najsolidniejszy zarzut podniesiony przez btd: te wszystkie ułatwienia w instalacji gier, ich zarządzaniem i cała ta reszta – to wszystko wygeneruje pokolenie „konsolowo-idiotów” nie potrafiących posługiwać się komputerem. ma btd rację oczywiście ale z drugiej strony… nie musi jej mieć :). zainstalowanie gry w windows xp wymaga wsadzenia płyty do napędu, wpisania seriala a dalej zasadniczo pozostaje już tylko klikanie „dalej”. po dłuższej lub krótszej chwili na pulpicie pojawia się zazwyczaj kolejna ikonka. dwuklik i gramy. i to wszystko. czasem dochodzą jeszcze kwestie ustawień ale to już nie jest problem systemu, bardziej developerów danej gry. tu mi się nasuwa pytanie: czy dzisiejszy proces instalacji jest jakoś szczególnie skomplikowany? z tego co zrozumiałem czytając cytowany przez btd artykuł – całość sprowadzi się po prostu do zapanowania nad grami. wszystko w jednym miejscu (bo tak to sobie wyobrażam): od instalacji począwszy, przez określanie zasad dostępu do gry, na deinstalacji skończywszy. pytam: co w tym złego? ot usprawnienie interfejsu zasadniczo niczego nie zmieniające. płytę nadal trzeba wsadzić w napęd i zapewne jeszcze przez jakiś czas nadal trzeba będzie klikać „dalej”. więc w czym problem? robienie systemowi operacyjnemu zarzutu z tego, że się go łatwo obsługuje to imo już gruuuube przegięcie.

jestem konsolowcem i poczułem się niejako wywołany do tablicy w sprawie konsol :). ludzie kupują konsole z różnych względów. ja kupiłem z tych względów wielu: przywiązanie do marki, kilka tytułów exclusive, wygoda grania na konsoli, brak dodatkowych kosztów i frustracji związanych ze sprzętem… ogólnie, jak widać, rozchodziło mi się o wygodę i spokój. odwracając teraz nieco kota ogonem: dlaczego posiadacze pecetów (w tym i ja) nie mieliby mieć podobnie? szybko, łatwo, wygodnie i przyjemnie? daleki jestem od stwierdzenia, że pecet choć w części zastąpi konsolę ale można ludziom szukającym rozrywki choć odrobinę życie umilić. ba! rozbudowałbym pomysł microsoftu o kwestie wymagań sprzętowych danej gry – to także imo byłoby fajne rozwiązanie.

czy vista wychowa nam pokolenie systemowych idiotów? zapewniam, że nie bardziej niż wcześniejsze wersje windowsa. ludzie odporni i po prostu nie zainteresowani tym jak system działa, nadal będą mieli to w poważaniu głębokim. tak to już z ludźmi jest. jedni (w tym i wspomniany btd :)) nie usiedzą spokojnie, muszą coś rozkręcić, sprawdzić, pokombinować, wyczyścić, zainstalować… inni mają to wszystko głęboko gdzieś i chcą po powrocie z roboty odpalić komputer, przejrzeć pocztę, kilka stron, uruchomić jakąś gierkę, chwilę popykać i to wsio. geeki zawsze będą miały swój świat do dyspozycji: linuksy, sruksy, bebechy windowsa do pogrzebania w.

w sumie to mam pytanie: czy istnieje w linuksie jakiś mechanizm/program/whatever chroniący komputer przed dzieciakiem właśnie? w sensie np. określenia, że taki a taki użytkownik to dzieciak, potencjalnie niebezpieczny osobnik :), radośnie biegający po dysku i necie czego powinno mu się zabronić i wydzielić ściśle co może, a czego nie. mam wrażenie, że już niedługo zacznie mi być takie oprogramowanie bardzo potrzebne. da majek zaczyna sobie coraz lepiej poczynać cholera :)

, ,

14 odpowiedzi do windows vista: granie i zidiocenie użytkownika?

  1. Paweł Tkaczyk Luty 15, 2006 o 09:10 #

    Linux (czy bardziej ogólnie UNIX) właśnie do takich rzeczy został stworzony, a inni dopiero dochodzą do tego. W iksach możesz ustawić dowolnemu użytkownikowi dowolne przywileje — spróbuj na Windows zabronić komuś drukowania ;-)

    Co do pytania: nie ma specjalnych dodatków do systemu, taka funkcjonalność jest już wbudowana. Możesz najwyżej skombinować jakiś ładny interfejs do tego.

    • byte Luty 15, 2006 o 09:32 #

      Ależ Pawle, blokada dostępu do drukarki dla określonego użytkownika jest przecież w Windows bardzo prosta.

    • CoSTa Luty 15, 2006 o 10:35 #

      właśnie pawle o takie międzymordzie by mnie się rozchodziło. wiem, że można rozwiązać problem userem i prawami. ja po prostu wygodnicki jestem i jeśli ktoś już wpadł na podobny pomysł, jak hurtowo banować dzieciakowi dostęp do różnych katalogów/plików/urządzeń/etc to ja z chęcią taki patent przyjmę :)

  2. byte Luty 15, 2006 o 09:12 #

    Primo: zapomnij, ze bedziesz cokolwiek kontrolowal. Tak, jak teraz uzywa sie crackow zeby gre w ogole uruchomic, tak momentalnie w crackach pojawi sie nowa funkcjonalnosc: deaktywacja zabezpieczenia rodzicielskiego. Chcesz sie zalozyc? :)

    Secundo: Linuks nie „przyjaznej” kontroli poczynan dziecka przy komputerze. Da sie to jednak z latwoscia zrealizowac zakladajac po prostu nowe konto i odpowiednio ustawiajac uprawnienia do plikow czy usuwajac uzytkownika z odpowiednich grup. Jezeli chodzi o dostep do Internetu, to wystarczy zablokowac na firewallu dostep przegladarki do sieci i wszystko puscic przez proxy.

  3. Carstein Luty 15, 2006 o 11:36 #

    Wszelkie sprawy związane z kontrolą uzytkownika w systemi Linux (generalnie w Unixach) można w prosty sposób załatwić za pomocą modułów PAM. Jeśli jakiegoś modułu dotychczas nie napisano, to daj znać – zawszę mogę napisać. :)

  4. p.Wesołek Luty 15, 2006 o 11:40 #

    Sama instalacja też nie zawsze jest taka prosta pod XP. Pozostaje odwieczna i dobrze znana kwestia ;) http://www.flickr.com/photos/16155692@N00/90690837/ (120 kB).

  5. szymonk Luty 15, 2006 o 12:59 #

    Jeśli będzie zapotrzebowanie na aplikacje „nanie” dla dzieci, to pewnie z czasem jacyś zapaleńcy je napiszą. Z powodzeniem można skorzystać już teraz z dostępnych narzędzi, nowe konto użyszkodnika, piaskownica, proxy. Istnieją też narzedzia, które pozwalają w zaawansowany sposób zarządzać bezpieczeństwem np. RSBAC. Myśle że RSBAC spełniłoby wszystkie wymagania rodziców ;) poza prostotą konfiguracji :(

    Zawsze może się okazać że nam w domu mały hackerek rośnie i zabezpieczenia nie spełnią swojej roli ;)

  6. p.Wesołek Luty 15, 2006 o 14:53 #

    Dzięki, czuję się już lekko zmotany. Przeglądam różne blogi i niemal na każdym jest coś innego, a to białe znaki dodaje, a to html się nie podoba itd…

    Oprócz nadzorowania doradziłbym podsuwanie jakichś „wartościowych” tytułów. Z porządnych RTSów można się mnóstwo historii nauczyć, np. [url=http://www.gram.pl/gra.asp?id=249&pid=267]Europa Universalis II[/url], [url=http://www.rc.gry-online.pl/index.asp?ID=5183]I Wojna Światowa[/url]. Dochodzi do tego jeszcze aspekt ekonomiczny i taktyczny.

    • p.Wesołek Luty 15, 2006 o 15:01 #

      Eh, poddaję się, kopiowanie ze źródła strony mnie zawiodło.

      Europa Universalis 2, I Wojna Światowa, Age of Empires, Empire Earth.

      • CoSTa Luty 15, 2006 o 15:09 #

        spokojnie, wrzuciłeś html-a w komentarz. to nie przejdzie chyba na żadnym blogu – zbyt duże pole do nadużyć. jeśli chcesz linkować czy jakoś inaczej bawić się komentarzem – użyj bbcode. poniżej lekko znajdziesz linka, który poprowadzi cię na stronę, na której z kolei opisane i wytłumaczone są ładnie tagi bbcode. twój komentarz zedytuję po powrocie do domu i linki się pojawią jak należy. chyba że chcesz się pobawić i wrzucić samemu :). zawsze przed wysłaniem komentarza możesz sobie podejrzeć jak będzie on wyglądał.

        w sumie nie wiem co mają do tgo wszystkiego erteesy… niemniej raz na jakiś czas jakąś gierkę zrecenzuję. dział recenzje, dostępny [url=http://costa.info.pl/index.php?/categories/3-recenzje]tutaj[/url].

  7. p.Wesołek Luty 15, 2006 o 16:20 #

    Podaję te RTSy, ponieważ moim zdaniem dziecko zajęte czymś, raczej nie będzie szukało tych treści przez rodzica niepożądanych. Ja przynajmniej tak miałem.

    Alternatywą dla RTSów są dobre przygodówki, bogate w zagadki. Np. Zagadki Lwa Leona.

    Zbyt uważnie nie śledzę nowości wśród produktów dla najmłodszych, ale gdy coś widzę, to zazwyczaj jest to gra akcji, przypominająca raczej interaktywny film- nauki w tym żadnej.

    Z kolei gry, z nazwy edukacyjne, są strasznie nudne. Dlatego lepiej chyba szukać wśród tych starszych, sprawdzonych tytułów.

    W sytuacji „muszę zobaczyć co się teraz/dalej stanie z moim bohaterem” raczej nie klika się w internecie po „złych” stronach.

    Zresztą, ogrom informacji i tekstu raczej odstrasza młodszych użytkowników internetu.

    Moim zdaniem najskuteczniejszym rozwiązaniem jest bogata biała lista, opracowana wspólnie przez rodziców i nadzorowanie zawartości dysku twardego (ostatnio utworzonych plików przez danego użytkowanika).

  8. btd Luty 15, 2006 o 17:42 #

    [url=http://software.newsforge.com/software/04/06/23/1521209.shtml]Tutaj[/url] jest cos o filtrowaniu stron w linuxie.

    Widzisz, ja Cie szturcham ;-) a ty zdobywasz wiedze.

    A co do twojej polemiki. Oczywiscie wiesz ze pisze ze swojego jak najbardziej subiektywnego punktu widzenia :-) Nie lubie kreatorow i braku wplywu na to co sie dzieje na *moim* kompie. Mam osobna partycje na gry, osobne menu w start itd. I nie chce zeby malomiekki mi ustawial. A ci co jada na ‚deafaultach’ i cegla na enter odpowiadaja za coraz wieksze epidemie wirusow i innego syfu. Tak wiec jak dla mnie zero zrozumienia dla nich ;-)

    A co do konsol :) Nie jestem konsolowcem, jestem pececiarzem a wczesniej bylem c64.

    Dla mnie konsola zawsze byla synonimem – wkladasz, grasz. Pc – ustawiasz wszystko po swojemu i ty decydujesz. No ale jak widac znak czasu – zbyt skomplikowane dla przecietnego lusera.

    • CoSTa Luty 15, 2006 o 21:32 #

      yay, to o filtrowaniu się przyda. dzięki.

      co do polemiki – to nie polemika, to raczej takie twórcze (oby :)) rozwinięcie twojego punktu widzenia. owszem, ty jesteś świadomym użytkownikiem swojego kompa ale jesteś jeden na ilu? dziesięciu? reszta ma to w trąbie. ty sobie ustawisz po swojemu i tak a małomiękki zrobi przyjemność pozostałej dziewiątce w postaci bardzo eye candy (chyba), idiotoodpornego centrum grania. i to jest, mój drogi btd, jak najbardziej w porządku imo.

      konsola to synonim wygody. wkladasz – grasz – w dupie masz ustawianie. niektórzy lubią gdy im wszystko biega od ręki bez potrzeby grzebania i mozolnego dostosowywania ustawień grafy czy czego tam jeszcze. ja tak lubię. miliony japońców tak lubią. a miliony japońców i jeden costa nie moga się mylić :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
wszyscy mają świnkę, mam i ja!

nowa moda? z chęcią przyjmę! tym bardziej, że to bardzo sympatyczna moda :). wszyscy już chyba i tak wiedzą o...

Zamknij