doropha chora. da majek chory. ja jeszcze się trzymam choć dalibóg nie wiem jak przy tak zmasowanym ataku.
doropha rozpoczęła jakoś w środku tygodnia. objawy takie jak zwykle: gorączka, ogólne osłabienie i takie tam. problem pojawił się dnia następnego, kiedy to gorączka za diabła odejść nie chciała. i tak, drodzy moi, moja żona gorączkuje w sumie do dziś, choć już nie tak intensywnie. wyjątkowo wściekła mutacja wirusiska. zafundowała jej coś z oskrzelami.
w sobotę wirusiko przypuściło szturm na da majka. 39 stopni i takie tam… wpadł do mnie kolega (greetz moli!), który na widok mnie ścierającego wymioty da majka z podłogi nieco chyba zbladł :). oj tak, dopadło naszą małą pociechę okrutnie. eeeh, a miało być tak pięknie, na spacerek mieliśmy iść, ja w piątek w erpegi grać miałem… :/
chyba zacznę prowadzić jakieś statystyki zachorowalności w naszej rodzinie. no to nie jest normalne, że średnio co dwa tygodnie któraś z lasek coś łapie, potem tydzień z okładem łażenia po doktorach, smarkania i beczenia i za dwa tygodnie powtórka z rozrywki.
dolina :/








O tak. Mnie też coś dopadło.
Najzabawniejsze jest to, że jak chciałem się rozchorować, to nic mnie nie brało. Na –15 chodziłem bez czapki, w letniej kurtce — marzłem, bo marzłem — i nic mnie nie wzięło.
Teraz, jak już lada chwila będę miał wolne — mnie rozkłada ;)
Pan Kulek miał 39.9 ale dalismy rade, jednak bez antybiotyku się nie obyło.