Menu serwera

kłopotów z da majkiem ciag dalszy

okej, coś z tym zrobić trzeba. jeśli dobrze liczymy, nasza córka od mniej więcej listopada jest cięgiem chora. po ostatnim wyjściu do kina znów katar, ogólna masakra i diabli wiedzą co jeszcze. to już kompletnie nas dobija a nerwy wraz z dorophą mamy w strzępach. na widok kolekcji lekarstw, jakie wmiędzyczasie się uzbierały, dostałem po prostu szału. to wszystko było pakowane w moje dziecko??? i tak po prostu nie działa???

pieprzę naszą panią doktor radosną, która przy badaniu nawet nie raczy sprawdzić węzłów chłonnych a mając przed sobą kilkumiesięczną historię choroby nawet nie zająknie się o potrzebie przeprowadzenia badań specjalistycznych. no taaak, przecież każde takie zlecenie chyba coś ich kosztuje… płacę na służbę zdrowia, z której dokładnie nic nie mam prócz rujnowania systemu odpornościowego mojego dziecka kolejnymi antybiotykami. jak zwykle okjazuje się, że jeśli chce się mieć coś zrobionego dobrze, to trzeba za to płacić ekstra. okej, no problem, na dziecku nie zamierzam oszczędzać ale wkurza mnie kompletny brak profesjonalizmu u publicznych lekarzy a mordy pełne żądań pod niebiosa.

ten weekend to będzie jedna długa wycieczka po specjalistach. ile by to nie kosztowało zajmie się moją małą ktoś od dróg oddechowych, ktoś od alergii i pewnie od kilku innych jeszcze rzeczy. tak kombinuję, czy z tymi badaniami nie wybrać się do jeleniej góry. lekarze sprawdzeni i jakoś budzący większe moje zaufanie. obaczymy. anyway, publiczna służbo zdrowia żegnaj. płacę na ciebie, bo muszę i nie mam innego wyjścia. gdyby to ode mnie zależało rozgoniłbym to całe towarzystwo w pizdu i niech sobie radzą na wolnym rynku. niekompetentni idioci odpadną od razu. że co, że płacić będzie trzeba? a co, teraz to niby się nie płaci? wszystko co wymaga czegoś więcej niż wypisania recepty na kilka podstawowych leków jest określane mianem wizyty specjalistycznej zdaje się, na którą trzeba mieć skierowanie. czy idiota, którego wystawienie mi owego skierowania kosztuje, będzie chciał to skierowanie wystawić? retoryczne pytanie…

trzymaj się majku! koniec z jakimiś nieprawdopodobnymi dawkami iluśtam jednocześnie leków. koniec z ciągłym osłabianiem twojego już i tak kiepskiego układu odpornościowego kolejnymi pomysłami jakiejś chorej pani doktor fundującej ci kolejne ingerencje w ten układ za pomocą kolejnych piguł. koniec i kropka.

kurwa, ale ze mnie ojciec… musiało minąć te kilka miesięcy bym do takich a nie innych wniosków doszedł… kurwa, kurwa, kurwa! :/

6 odpowiedzi do kłopotów z da majkiem ciag dalszy

  1. krzychu Marzec 1, 2006 o 08:49 #

    Z lekarzami to jest sprawa skomplikowana – a tzw. prywatna służba zdrowia nie zawsze pomaga. Wiem, bo praktykowałem an żywym ciele …. :-/

    Natomiast ad rem: myśmy przy córce poszli za głosem znajomych i zapisali się do super-duper kompetentnej lekarki. Niestety – kiedy pani zaczęła katować Paulinkę zastrzykami przez cztery dni – zrezygnowaliśmy. Głównie dlatego, że lekarka nie rozpoznała tzw. gorączki trzydniowej – jej się nie leczy, ją się przeczekuje ew. podając jakieś proste rzeczy na zbicie gorączki. Pani super-duper lekarka tego nie załapała: być może dlatego, iż w jej obecności *pielęgniarka* po pierwszym rzucie oka stwierdziła: to moja pani jest trzydniówka.

    I teraz jesteśmy zapisani u lekarza, który ma chyba w całej przychodni najmniejszą kolejkę – bo ma *opinię* nie dość specjalnego – ale w przypadku Paulinki sprawdza się w 100%.

    Dość podobne jazdy miałem z akademickimi lekarzami po urodzeniu się Kacperka – ale to inna historia.

    Twojej córce życzę zdrowia!

    • CoSTa Marzec 1, 2006 o 08:59 #

      jedno krzychu trzydniówka, drugie ciągnące się miesiącami już przeziębienie. powodów takiego stanu rzeczy może byc przecież bez liku, ot choćby alergie jakieś czy insze przyczyny. ale żeby to stwierdzić trzeba by nieco więcej wysiłku włożyć niż przyłożenie stetoskopu do klaty i obejrzenie gardła. jak by nie było decyzję już podjąłem. potrzeba konsultacji. czemu prywatnie? bo tam jak tupnę nieco nogą i przypomnę kto komu płaci to dostanę pełną informację. zazwyczaj tego robić nie trzeba, moja żona nieco chorowitą będąc bywa w prywatnej klinice dosyć często i raczej sobie chwali obsługę. no i kolejny plus – certus na miejscu ma swoje laboratoria a wyniki są od ręki prawie że.

      kłucia dziecka współczuję. na sam widok zastrzyków słabnę. co innego rąbnąć się w rękę siekierą (optarywałem i taki przypadek :)) a co innego dać sobie wbić igłę i jeszcze coś przez nią sączyć do organizmu. obrzydliwość :)

      • krzychu Marzec 2, 2006 o 07:22 #

        Wiesz – jeśli ktoś może się mylić w sprawie prostej infekcji objawiającej się gorączką, to może się mylić w sprawach cholernie bardziej kluczowych. Ponadto: musisz się chyba zdecydować – czy bardzij interesuje się poziom twojej wiedzy o dziecku i jego stanie, czy też skuteczność jego *leczenia*? To ostatnie chyba jest ważniejsze: lekarz ma leczyć – nawet jeśli jest niemotą i nie wygadanym elokwentem. I jeszcze jedno – może wystarczyło zwyczajnie przycisnąć szanowną panią lekarkę i wprost zażyczyć sobie *pełnej* informacji? Masz do niej prawo bez względu na to, czy chodzisz prywatnie, czy z ubezpieczalni.

        • CoSTa Marzec 2, 2006 o 07:33 #

          dla mnie krzychu sprawa jest oczywista i nie ma tutaj miejsca na „albo, albo”: mam mieć komplet – dostać pełną informację a leczenie ma przynosić skutki. tylko tyle i aż tyle. przyciskać lekarza? w sensie mam ją bić czy co? oczywiście, że pytaliśmy z żonką o co tutaj loto. problem w tym, że jeśli ktoś ma średnie pojęcie o tym co robi to i do przekazania ma niewiele. wczoraj wystarczył jeden telefon i zaczęło się. wymazy, posiewy czy jak to tam zwał… informacja o potencjalnych powodach takiego stanu rzeczy co w najbliższym czasie trzeba będzie zrobić, by po kolei rozpoznać w czym rzecz. ruszyła machina i to z kopyta. jak widać zmiana wystarczyła.

          owszem, lekarz ma leczyć. ale nie zgodzę się, że może być przy tym niemotą i niewygadanym elokwentem. nie wymagam krasowmówstwa, wymagam za to kompetentnego przedstawienia sytuacji w naszym, polskim języku tak, bym coś z tego zrozumiał. od kogoś po kilku latach studiów (nielekkich) mogę przynajmniej tego wymagać. wczoraj po prostu dotarło nareszcie do mnie, że nie mam obowiązku chodzić z dzieckiem do zasranej konkretnej przychodni. ja to jednak głupi ojciec jestem ale z czasem się tego wszystkiego wyuczę :)

  2. mienta Marzec 1, 2006 o 11:44 #

    ehh od razu przypomina mi się moje dzieciństwo. Bycie na „ty” z pielęgniarkami, ciągłe zaszczyki , sanatoria i wizyty w szpitalu. Ostatecznie z tego wyrosłam poprostu. W sumie innego wyjścia nie miałam bo w 4 miastach nic na moje choroby poradzić nie mogli … Mam szczerą nadzieję, że dziś już służba zdrowia ma sprawniejsze sposoby na pokonywanie tych dziecinnych nadwrażliwości.

  3. ciotka's eleni Marzec 2, 2006 o 11:17 #

    czytam te wasza dyskusje na temat sluzb zdrowia, prywatnych i panstwowym i mysle sobie ze nie ma zbyt wielkich roznic miedzy Polska i Grecja w tej materii. U nas jest tak ze w panstwowej sluzbie zdrowia lapoweczka jest na porzadku dziennym zwlaszcza jezeli chodzi o powazniejsze klopoty ze zdrowiem ( operacje, specjslistyczne badania i.t.p) Teoretyczmie nielegalna i nie wymagana przez lekarzy ale w praktyce bez niej nie mozna sie obejsc.

    Tak wiec wiele ludzi oprocz obowiazkowego panstwowego ubezpieczenia, funduje sobie tez prywatne ktore pozwala leczyc sie bezplatnie u prywatnych lekarzy i w prywatnych klinikach i szpitalach.

    Osobiscie nie mam zbyt wielkiego szacunku dla dzisiejszych lekarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
polskie kosmiczne ceny łącz

oferta niemieckiego dostawcy internetucoś na poprawę humorów z samego rana. na grupie dyskusyjnej mojego providera pojawiła się taka oto radosna...

Zamknij