Menu serwera

mldonkey już kompletnie (prawie) oswojony

od czasu przejścia na dappera moje użytkowanie linuksa było poniekąd wadliwe: ot kopało się coś, bez czego mój komputerek chodzić nie może :) – mldonkey. nie to, żeby mldonkey nie chodził. chodził bez problemów aż do czasu… rebootu. a ten dosyć częstym ostatnio zjawiskiem jest w dapperze – co aktualizacja to reboot potrzebny. próba uruchomienia demona kończyła się zawsze w takich przypadkach komunikatem, że wystartować cały ten soft nie może bo gdzieś tam defaultowy użytkownik "mldonkey" i jego grupa popisać sobie nie mogą, do czegoś nie mają praw a dostanie się do czegoś w /var/run nie za bardzo mu wychodzi. pewnie kwestia jakiejś konfiguracji ale po prawdzie miałem to głęboko. soft ma działać out of the repository :), tak jak to było dotychczas a nie sprawiać problemy. pomagało przeinstalowanie całego pakietu ale to też do czasu kolejnego rebootu. no coś z tymi prawami było nie tak. znudziła mnie ta walka i kilka ostatnich dni to pełna dominacja windows i fenomenalnego utorrenta. no ale nie po to tworzyłem sobie całe środowisko do klepania i sprawdzania na bieżąco szablonów dla serendipity, bym teraz z tego nie korzystał z tak błahego powodu…

coś mnie wczoraj wieczorkiem przymusiło, by siąść i temat raz na zawsze rozwikłać. zacząłem przeglądać sobie wiki mldonkeya, wpadłem między innymi tutaj i… aż mi się miska uśmiechnęła szeroko :). a więc to ustrojstwo nie musi być wcale odpalane "centralnie"! mogę sobie odpalić demonka także jako zwykły i nieszkodliwy user…

i życie stało się automatycznie piękniejsze. demon śmiga sobie w tle, pobiera i wysyła a wszelka praca idzie na moje konto. program automatycznie potworzył pliki konfiguracyjne w moim folderze domowym i – o hosanna – z prawami jak należy. mogę sobie modyfikować je do woli bez potrzeby ciągłego sudowania. doskonale! prawdziwy zachwyt wzbudziło jednak to, że katalog incoming i wszystkie pliki jego to także moja własność i mogę sobie robić z tym co mi się żywnie podoba. precz sudo! precz roocie! costa może sobie sam szaleć ze swoimi downloadami. o to właśnie chodziło!

a morał z tej opowiastki? zawsze warto przeczytać dokumentację. choćby pobieżnie. bo cóż stało na przeszkodzie, bym polecenia

mlnet > /dev/null 2>&1 &

używał już od dawna? zwykłe, proste i głupie lenistwo, ot co przeszkadzało :).

, , , , , , , , ,

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
z rozmówek z korporacjami

wpierw może przybliżę nieco problem: jakoś z dwa dni temu na grupie dyskusyjnej mojego providera odezwał się człowiek (greetz joshua!),...

Zamknij