Menu serwera

On An Island

On An Island

Yes, yes, yes! Wczoraj zrobiłem sobie wycieczkę do Empiku i nabyłem drogą kupna najnowszy, jeszcze ciepły album Davida Gilmoura. Żaden tam ze mnie koneser muzyki, tym bardziej znawca, ale mając takie cudo w domu, aż nie mogłem się powstrzymać i napisać słów kilka o moich wrażeniach:)

Płyta – zgodnie już z tradycją wydawnictw Floydów – pięknie wydana, ze świetnymi zdjęciami. Aż miło wziąć do łapki, pooglądać i przede wszystkim poczytać teksty utworów. Warta swojej ceny i żaden pirat tego nie odda;)

A sama muza? Genialna. Tak po prostu. Charakterystyczna solówka, świetne kompozycje, klimat jak z połączenia The Final Cut i Momentary Lapse of Reason. Nie jest tak monumentalna jak klasyczne dzieła Floydów, ale ma swój genialny klimat. No i Preisner! Jego kompozycje i prowadzenie orkiestry (tak! tak!) brzmi na prawdę nieźle. Jakoś tak… na miejscu. Idealnie. Aż dziw bierze, że dopiero teraz coś takiego wydali. Tylko dla tej jednej płytki warto było inwestować w kino domowe – bo całość brzmi wręcz fantastycznie.Generalnie – gorąco polecam! I nawet 60 zł mnie nie odstraszyło.

, ,

7 odpowiedzi do On An Island

  1. byte Marzec 18, 2006 o 19:28 #

    Świnia :) Miałem recenzję pisać. Recenzję streszczę więc w jednym zdaniu: płyta dość przeciętna, nic nadzwyczajnego, choć dla Polaków pociągająca, bo przecież Preisner, bo przecież Móżdżer.

  2. byte Marzec 18, 2006 o 19:41 #

    Aaaaaaaaa… zara, zara, to nie CoSTa, to brat przecie.

    No to się pewnie zmuszę i tą recenzję naklepię.

  3. mowglie Marzec 18, 2006 o 19:58 #

    Sorki za czepialstwo, ale jednak „lapse of reason”

    • Brzoza Marzec 18, 2006 o 21:55 #

      Thx za znalezienie literówki – już poprawiłem

  4. CoSTa Marzec 18, 2006 o 20:00 #

    no brzoza, ubiegłeś mnie. z tym że ja mam dokładnie odwrotne zdanie. płyta miałka, bez polotu, absolutna przeciętność a zważywszy na nazwisko wykonawcy i dorobek – po prostu słaba. pisz byte recezję, coś czuję, że się pod nią podpiszę.

    • Brzoza Marzec 18, 2006 o 21:59 #

      No i to jest pikne – każdy ma swój własny gust i oczekiwania:) Mi się płytka podoba bardzo. Puściłem ją sobie i jednocześnie coś tam klikałem na kompie i co chwilę łapałem się na tym, że zostawiałem robotę i słuchałem kolejnych fragmentów. To właśnie moje brzmienie. A te blusowe wstawki – dla mnie miodzio.

  5. W Kwiecień 1, 2006 o 15:58 #

    Nie chcę nic mówić, ale trochę bezpłciowy ten album. Fajnie się go słucha, ale – oprócz dwóch utworów – album jest tak jakby się Gilmourowi nie chciało muzyki tworzyć (albo się starzeje po prostu… :P ). Co do ‚A momentary lapse of reason’ czy ‚final cut’ to nawet nie porównuj :P

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
serendipity – „two colours” nowy schemat w tworzeniu

two colours themez braku czasu niestety przeciąga się tworzenie nowego schemaciku dla serendipity :/. zaawansowanie projektu oceniam na mniej więcej...

Zamknij