Menu serwera

Żonka zmienia pracę

Tja – po kilku tygodniach szukania, za drobną namową z mojej strony, moja super żonka właśnie zmienia pracę. Ucieka z firmy rodzinnej gdzie zajmowała się wszystkim, ale głównie prowadzeniem oddziału warszawskiego i przechodzi do nowej firemki, gdzie będzie pracowała uwaga: w dziale marketingu :) Tym samym rodzina Brzezińskich (przynajmniej ta warszawska jej część) zdecydowanie skeca w kierunku marketingowym.

Anyway – szczęście zapanowało u mnie w domku. No jeszcze i ja muszę znaleźć nową pracę i będziemy mieć pełnię radości. A może założymy jakąś agencję reklamową? Zostałbym wreszcie prezesem :)

,

10 odpowiedzi do Żonka zmienia pracę

  1. CoSTa Marzec 8, 2006 o 15:44 #

    yeah! wiwat ania! niech jej praca lekką będzie :)…

    poznański oddział w połowie tylko siedzi w marketingu. oficjalnie na plakietce mam w końcu „specjalista ds. marketingu” napisane więc się liczy :)

    taaak brzoza, nadawałbyś się na prezesa. ale szybko zamknęli by cię za mobbing więc już może lepiej nadal rób to, w czym jesteś NAPRAWDĘ dobry: przekładaj papiery :)

    • Brzoza Marzec 8, 2006 o 16:08 #

      A wiesz, że ja już nie jestem dyr. ds marketingu? Moja szefowa – strasznie durne babsko, stwierdziła, że zrobi restrukturyzację w wyniku której… pozamieniała nazwy stanowisk. I teraz (formalnie) jestem dyr. zespołu analiz i wsparcia sprzedaży. I jak wytłumaczyć idiotce, że marketing w swojej istocie polega właśnie na analizach i wsparciu sprzedaży?! Anyway – ja już nawet nie przekładam papierów. Ja panie starszy jestem ustawicznie i permanentnie chory ;) A na prezesa i tak się nadaję i basta!

  2. zielsko Marzec 8, 2006 o 17:04 #

    Nie prezesem,a ojcem dyrektorem ;)

  3. Hadret Marzec 8, 2006 o 21:36 #

    Heh, też chętnie zmieniłbym pracę. Głównie ze względu na ludzi nie zajmujących się marketingiem, a „wsparciem sprzedaży”. Siedzi cieć na krzesełku przed monitorem komputera i wymyśla sobie, że do każdej sprzedanej rzeczy należy polecić jakąś pierdołę dodatkową. Fajne? Fajne, tylko, że to nie on jest później wywiązywany z tego gówna, a ja, zwykły pracownik z podstawą 650 zł [: I jak tu nie emigrować?

    • Brzoza Marzec 9, 2006 o 16:48 #

      Nic tylko współczuć. To trochę tak jak u mnie w firemce. Prezes kazał mi sprzedawać wdrożenia za milion każde, klientom, którzy mają na to 0 zł i którzy co więcej kompletnie tego nie potrzebują. Żeby było śmieszniej klientami są jednostki administracji samorządowej. Mija pół roku i trzeba tłumaczyć, że się nie jest wielbłądem… M.in. dlatego mam lekko dość swojej firmeki i dlatego zazdroszczę żonce, że dała nogę ze swojej. Teraz kolej na mnie, a z tego co piszesz, wynika i że na Ciebie.

      • Hadret Marzec 9, 2006 o 20:08 #

        Niby tak, ale nie umiem odpowidzieć sobie na pytanie – na jaką? Jutro kończę 20 lat, mam średnie wykształcenie i 5 miesięcy doświadczenia w pracy na biało. Nie widzę specjalnie pracodawców z otwartymi ramionami, czekającymi na człowieka z takimi kwalifikacjami /=

        • CoSTa Marzec 9, 2006 o 21:47 #

          hadret, z luzem… ja zacząłem pracowac mając 17 latek a robiłem rzeczy mało zacne bo segregowałem makulaturę, metodą chałupniczą robiłem opakowania na jogurty i takie tam inne :). chwalę sobie robotę bardzo choć pieniędzy z tego żadnych nie było. a później to już zmienianie jak rękawiczki. jak ci powiem, że pracowałem nawet w galerii sztuki (o sztuce nie mając bladego pojęcia) to i tak nie uwierzysz więc nie mówię :). doświadczenie to jednak funkcja wieku (czego pracodawcy najwyraźniej widzieć nie chcą) i najzwyczajniej w świecie wyrobionych roboczogodzin. daj sobie czasu jeszcze nieco. jesteś młode chłopię i na karierę dopiero przyjdzie czas.

          a jak nie to skończysz tak jak brzoza i mając lat 27 będziesz tylko myślał o emeryturze :)

        • Brzoza Marzec 9, 2006 o 23:22 #

          Dokładnie tak jak napisał CoSTa – z luzem, a przede wszystkim z głową. Ja też zaczynałem ciężko od wolontariatu, ale później trafiały się co raz ciekawsze prace, aż udało mi się wspiąć dość wysoko. O pochrzanionych losach niech zaświadczy fakt, że przez pół roku zatrudniałem mojego brackiego i nawet byłem szefem jego szefa :) A skoro przeżyłem takie doświadczenie (dosłownie), to znaczy, że można przeżyć każde inne;) Ogólne pozdrowionka.

        • CoSTa Marzec 9, 2006 o 23:26 #

          to się brzoza nepotyzm nazywa :)

        • Brzoza Marzec 9, 2006 o 23:35 #

          No i tak trzymać! Nepotyzm rządzi i powinien rządzić! Nikt mi nie wmówi, że ktoś jest w stanie zrobić robotę lepiej od Ciebie. Jesteś strasznym leniem, gburem i ogólnie jesteś brzydki (co ta Dodotka w Tobie widzi?:)))), ale jak Cię już przycisnąć sposobami znanymi właśnie tylko w rodzinie, to robisz robotę pierwsza klasa. A jak nie robisz, to można Cię postraszyć matulą, a w ostateczności (nigdy nie było takiej potrzeby, ale wiedz, że i takie metody istnieją:) – to nawet naszą babcią…. A wtedy nie ma żartów. Tak więc – niech żyje nepotyzm. Ja chyba tę firmę założę;)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
serendipity – dwa nowe schematy

produkcja szablonów dla serendipity ruszyła pełną parą a koordynuje to wszystko carl galloway, który chyba nie je i nie śpi...

Zamknij