Menu serwera

suse 10 – moje boje – część 1

pracowy plextorek dał rady. obrazek wypalił się bezbłędnie i muszę przyznać, że gnomowy prawoklik na obrazie iso i natychmiastowe wypalanie płytki bez jakichś zbędnych osobnych programów rządzi. szybko, miło, przyjemnie.

no więc spłonęło te bez mała 8 giga danych zawierających system suse 10. wczoraj, jakoś tak z wieczora, siadłem więc do instalacji systemu. backupy porobione, ubuntu zaproszone do wypadu z partycji i zacząłem w imię poznania fajnego ponoć wszechświata suse. zacznijmy od tego, że obrazek, któren się mnie wziął pobrał to jakiś dziwny obrazek. liczyłem na wersję enterprise ale chyba to nie tę wersję mi pobrało, mimo iż nazwa pliku iso sugerowała, że obrazek pochodzi z wersji boxowanej i w ogóle jakiejś takiej "lepszej". być może. jeśli to jednak jest ta wersja sprzedawana przez novella – szkoda na nią pieniędzy imo. nie wiem czy wsparcie musi kosztować aż tyle ale większość moich susowych problemów póki co rozwiązałem korzystając z gogli i zdrowego rozsądku.

a więc rozpocząłem instalację. i tu pierwsze miłe wrażenie: instalator może nie rewelacyjny i intuicyjny ale na pewno o niebo lepszy niż ten ubuntowy. po prostu co tryb graficzny, to tryb graficzny. skąd zarzut braku intuicyjności? a stąd, że pierwszy raz mając w ogóle do czynienia z suse musiałem przy instalacji nieco naszukać się opcji trochę bardziej zaawansowanych niż defaultowa propozycja ściągnięcia partycji windowsowej (sic!), zrewymiarowania innej i wsadzenia pomiędzy nie partycji z suse. zdziwiło mnie to o tyle, że miałem partycję reiserfs (pozostałość po ubuntu) wraz z osobnym swapem, którą instalator rozpoznał jako vfat16 bodajże (???) i kompletnie pominął w swoich rozważaniach. ja wiem, że tam system siedział i zapewne dlatego instalator tę partycję pominął. ale rozpoznanie sugeruje dokładnie co innego – skoro rozpoznał vfat to co mu przeszkadzało wziąć i tę partycję pod rozwagę? anyway, zanim doszedłem co i jak się zmienia (bardzo ale to bardzo średnio wygodne rozwiązanie z menu rozwijanym na dole ekranu, z którego wybiera się kolejne podmenu np. partycjonowania, itd.) trochę myszką po ekranie pobiegałem. no ale problemów większych nie było. warto tylko odnotować, że gdybym zastosował się do defaultowych zaleceń instalatora, nie miałbym teraz windowsa i pewnie którejś partycji z danymi. więc ręczna konfiguracja bardzo mocno wskazana.

ogólnie proces konfiguracji i instalacji systemu jest bardzo czasochłonny. z racji ogromnej pojemności medium, napchano tam w pytę pakietów bardziej lub mniej przydatnych i przeglądanie tego przed instalacją nie miało większego sensu. suse oferuje instalację grup oprogramowania, np. "typowy desktop z kde" (lub jakoś tak to brzmi :)) i jest instalowane co tam sobie twórcy dystrybucji uznali za stosowne.

pakietów, jako się rzekło, jest od groma ale – tu pierwsze marudzenie człowieka korzystającego z ubuntu dapper – stare :/. na pewno funkcjonalne i stabilne ale miłośnicy softowych nowinek nie mają tu czego szukać. no nieco mnie się mina wydłużyła na widok gnome 2.12, openoffice 1.9cośtam i tak dalej. "nic to!" rzekłem sobie, "update wszystko załatwi!" pomyślałem i wybrałem kompletne standardziki: system z kde, gnome i chyba nic ponad to, co oferuje już od siebie suse. kompletny standard instalacyjny. ot zachciało mi się mieć dwa środowiska i to cała różnica. instalacja się rozpoczęła…

…jakieś 40 (TAAAAAK!) minut później skończyła się i ładnie zaproponowano mi reboot. rebootnąłem. coś tam się zaczęło mielić i mieliło tak ładną chwilę. zaproponowało mi pobranie aktualizacji przez net, na co oczywiście chętnie się zgodziłem…

…wczoraj na polsacie jakiś film puszczali z wulkanem w roli głównej. fajny w sumie. fajniejszy niż wgapywanie się przez godzinę z okładem (i to solidnym!) na pobierające się powoli pakiety. żeby była jasność: tych pakietów nie było zbyt wiele. coś tam zostało nieco unowocześnione, paczek pobranych w sumie może kilkadziesiąt ale działo się to diabelsko powoli. nie, aktualizacja przy instalacji zdecydowanie odradzana dla tych mniej cierpliwych :). no ale w końcu ściągnęło się co miało się ściągnąć, zainstalowało (znów – baaaaardzo powoli) i czas na kolejny reboot.

po reboocie system wstał bezproblemowo i ładnie się uruchomił pokazując bardzo sympatyczny ekranik powitalny w stylu windowsowym. na pierwszy ogień poszło kde. logowanko i… cholera, coś nie tak z ustawieniami monitora. sprzęt caluśki został rozpoznany idealnie wręcz, takoż monitor i karta ale, tak jak i w innych dystrybucjach, ustawiło odświeżanie na maksa możliwego a to nie jest dla mojej iiyamy najlepsze (ten monitor w ogóle nie jest najlepszy ale jakoś daje radę). żaden problem, zaraz sobie zmienię.

i tu zachwyt po prostu: yast! o żesz kurwa! ale to jest pooootężne narzędzie! o to właśnie mi chodzi, kiedy piszę, że także zwykły użytkownik ma prawo coś poustawiać w systemie bez potrzeby oglądania konsoli czy innych skryptów czy plików konfiguracyjnych. yast mnie urzekł i zauroczył. można zmieniać od cholery i trochę i jakiś user z zacięciem ustawiania będzie miał co robić przez cały dzień :). ja chciałem tylko ustawić odświeżanie swojego monitora. i wiecie co? nie da tak po prostu rady. nie ma czegoś takiego jak "wybierz odświeżanie" i np. możliwość ustawienia 85hz. nie ma. null. rzeba ustawiać ręcznie zakresy odświeżania monitora. te zostały rozpoznane prawidłowo ale jakim cudem mam, do ciężkiej cholery, wiedzieć co takiego mam tam wpisać by dostać 1600x1200x24x85hz?????? w kde jest taki programik, którym można sobie żądaną rozdziałkę wyklikać. ni chuchu, nie ma tutaj, przynajmniej w defaultowej instalacji. no to może w gnome? dupa blada. za ustawienia ekranu odpowiada ten zasrany programik, który każe mi z palca wpisywać ustawienia. mamy 21-szy wiek i nie mam zamiaru wklepywać czegokolwiek z palca tym bardziej, że nigdzie jak do tej pory nie musiałem tego robić. jak na razie desktop jest nie do użycia przez jakiś zasrany programik.

zachciało mi się puścić muzyczkę. empetrzy trzymam na partycji windowsowej. klikam na "mój komputer", o! są moje partycje, nawet ich nazwy wyświetla, fajowo! klik – error, nie ma wpisów we fstabie. aż się nieco zdziwiłem. jak to nie ma? nie dopisał zasraniec jeden? ano nie dopisał. być może można było to gdzieś wyklikać ale już mnie nieco oczy zaczęły boleć od odświeżania i chciałem to zrobić szybko – edycja fstaba i już mam dostęp do swoich partycji. odpalam amaroka, buduję kolekcję, wybieram utworek – dupsko, coś nic nie słychać. znaczy amarok niby gra (spektrum lata jak należy) ale dźwięku ni cholery. trochę się z tym poszarpałem i w końcu doszedłem do tego, że jakimś cudem amarok niezbyt lubi się z kmixem. odpalenie amaroka, zmiana w nim utworu czy jakakolwiek inna akcja = zmniejszenie głośności do minimum.

ok, miałem dość jak na jeden wieczór. zapuściłem tylko ssanie ubuntu dappera flight 5 bo coś mam wrażenie, że z suse rozstanę się bardzo szybko. po drodze sprawdzę jeszcze jak tam wygląda i działa najnowsza fedora ale zanim to nastąpi dam dziś jeszcze jedną szansę suse. zadanie na dziś: zmienić odświeżanie przede wszystkim i coś zrobić z amarokiem. jeśli nie da się w prosty sposób – won suse z mojego twardziela. dapper czeka :)

,

17 odpowiedzi do suse 10 – moje boje – część 1

  1. Yarpen_Abbil Marzec 28, 2006 o 08:09 #

    A nie masz tam w gnome’ie „gnome-display-properties”?? Nie wiem jak w KDE, ale ten programik był we wszystkich pro-gnomowskich distrach jakie widziałem jak do tej pory…a więc:

    su

    xxx

    gnome-display-properties

    – i JAZDAAAAA… :D

    Tak BTW. yast faktycznie jest ciekawy, ale mnie SuSE (9.3 Pro bodaj) zawiódł i to mocno. Mimo wszystko Fedora rulezzz… No i Ubuntu oczywiście również, ale Fedora ciut ją wyprzedza jak dla mnie… Fedora 5 stoi na podobnym poziomie co wersja 4 – kilka zalet, kilka wad – ogólnie wszystko działa sympatycznie i sprawnie…

  2. Rafał Marzec 28, 2006 o 09:21 #

    A mówiłeś, że będziesz robił screenshoty, a tu nic nie ma… :(

    Jednak miło by było jakbyś ten trochę długi tekst urozmaicił od czasu jakimś ładnym rysunkiem.

    • CoSTa Marzec 28, 2006 o 09:26 #

      będą, spoko. po prostu wczoraj chciałem to uruchomić i na stracie dostałem na twarz nieco problemów a i sama instalacja skończyła się ździebko późno. w części drugiej (dziś powinna się napisać) nieco screenów wrzucę. niech tylko opanuję to cholerne odświeżanie bo bez tego oczy mi wypłyną :/

      • p.Wesołek Marzec 28, 2006 o 12:29 #

        Ja w Ubuntu musiałem znaleźć plik z ustawieniami zakresów częstotliwości odświeżania, bo system coś monitora nie rozpoznał i przyjął jakiś bezpieczny tryb. Dopiero po zmianie miałem do wyklikania 85 Hz.

        • CoSTa Marzec 28, 2006 o 12:52 #

          no ja mam odwrotnie – suse rozpoznało doskonale sprzęcicho, zakresy zostały prawidłowo wpisane ale właśnie nie mogę sobie tych cholernych 85hz wyklikać. nie mam pojęcia jak niby mam wyedytować plik konfiguracyjny i co najważniejsze – nie za bardzo mi się chce za tym szperać. owszem, pół wieczora wczorajszego googlałem za odpowiednimi wpisami ale to chyba nie za bardzo o to biega, szczególnie że odpowiednie narzędzia są i w kde, i w gnome. tu ich znaleźć nie mogę, w obydwu środwiskach po menusach rozpycha się susowy programik do ustawiania monitora. no nic, jakoś to dziś przeskoczę. muszę. bo jak nie, to suse leci do piachu, szkoda mi oczu po prostu.

  3. Hadret Marzec 28, 2006 o 09:52 #

    Cóż, ja sam kiedyś SUSEłka testowałem i w sumie też miałem mieszane uczucia. Jest to niewątpliwie bardzo dopracowane dystro, ale czegoś mu jednak brakowało, cobym mógł używać go na stałe.

    Daj znać jak będzie Ci Fedora biegać bo bardzo ciekawym (:

  4. KonMan Marzec 28, 2006 o 12:11 #

    Zaczynałem od SuSE i zaraz po Gentoo to moja ulubiona dystrybucja. Z najnowszymi pakietami nie ma problemów – wystarczy dodać odpowiednie Źródła instalacji w yaście. YaST i Sax są OK, ale czasem klikane konfiguratory zawodzą. Pozostaje więc niezawodne dłubanie w plikach konfiguracyjnych – w Twoim przypadku w xorg.conf.

  5. corn Marzec 28, 2006 o 17:48 #

    Widze, że lecimy tym samym torem :) wczoraj przez ostatnie dwa dni bawiłem się w suse10 (musiałem edytować gruba, żeby internet działał :/ ) ale z podobnych powodów (yast, pooowolne aktualizacje) porzuciłem go na rzecz fedory5, którą bawie się aktualnie. Wydaje się być lepsza. Czekam na dalsze relacje z twoich wypraw ;)

  6. zielsko Marzec 28, 2006 o 20:00 #

    Ja tam od susełka zaczynałem. Teraz chętnie bym popracował na zainstalowanym opensuse ale zbyt tępy jestem by udostępnić neo szwagierce. Pod ubuntu działa jak ta lala, pod yast to dla mnie czarna magia.

    Być może się jeszcze na to szarpnę bo warto by już system upgrejdować, a pod ubuntu staje się to dramatycznie bolesne.

    Czy pod DD działa już poprawnie sterownik eagleusb bo pod 5.10 nie mogłem tego odpalić, zarówno z debów jak i z własnej kompilacji.

    • byte Marzec 28, 2006 o 21:20 #

      Dlaczego upgrade Ubuntu wydaje Ci się bolesny. Jestem właśnie po. Poszło jak po maśle. Co więcej – system, na kŧórym pracuję przeżył już dwa apt-get dist-upgrade (Hoary -> Breezy i Breezy > Dapper) i ma się dobrze.

    • fradiavolo Marzec 29, 2006 o 07:21 #

      Delikatnie mówiąc twoje uwagi o upradzie w Ubuntu są śmieszne. Upgrade do Dappera co najmniej od kilku miesięcy jest zupełnie bezbolesny. Sam używam od stycznia w wersji i386 oraz x64, niektórzy jeszcze dłużej. System stabilny, szybki, łatwy w konfiguracji… Ani przy upgradzie, ani potem przy licznych aktualizacjach nie miałem z Dapperem żadnych problemów. Kłopotliwa może być tylko duża liczba aktualizacji (jak ktoś ma wolne łącze).

      Co do sterowników eagle to zarówno w Hoary, jak i Breezy działały bezboleśnie, tyle że nie te w najnowszej wersji. Wystarczyło ściągnąć starsze (ja używałem bodaj 1.9.8). Jak jest w Dapperze nie wiem, bo mam teraz Sagem 1400, a nie Sagem 800. I akurat Ubuntu to jedyna dystrybucja, gdzie ten bezprzewodowy modem nie stwarza żadnych problemów. Wystarczy doinstalować 2 deby i napisać mały skrypcik.

      • zielsko Marzec 29, 2006 o 11:20 #

        Nie sa śmieszne. Śmieszne było oglądanie info o braku podpiętego modemu. Śmieszne jest tez to, że ja nigdzie nie pisałem o nieudanej instalacji Dappera.

        • fradiavolo Marzec 29, 2006 o 13:58 #

          „warto by już system upgrejdować, a pod ubuntu staje się to dramatycznie bolesne”

          to twoje słowa? skoro tak, to odpowiadam, że upgrejd pod ubuntu w ogóle nie jest bolesny, bo po aktualizacji wszystko działa tak samo dobrze jeśli nie lepiej :))

          co do modemu – musiałeś coś robić źle

          nie zwalaj winy na distro, bo u mnie i u wielu innych ludzi modem działał po zainstalowaniu trzech debów, więc problem na pewno nie leży po stronie dystrybucji

        • zielsko Marzec 29, 2006 o 16:40 #

          Bywa bolesny :> na ten przykład problem z notorycznym ubijaniem nautilusa po prawokliku na .jpg, który pojawił się po apt -get dist-upgrade – zgłaszałem na bugzillę, rozwiązał się był po instalacji nowszej wersji z płytki. Tak wiem fanboys zaraz mi tu wyskoczą, że to nie jest możliwe, i że po upgrade wszystko jest cacy itd. itp.

          Co do sagema i problemów z nim po upgrade to pewnie te wątki na formu z propozycjami rozwiązań czegoś co działało świetnie przed na 5.04 to się z nieba biorą?

          A dokładniej miałem takie radosne przeboje http://ubuntuforums.org/showthread.php?t=125331&highlight=sagem+problems

          BTW. dogadałem się już z yast. Zostało jeszcze zainstalować operę i fertig.

  7. Azrael Nightwalker Marzec 29, 2006 o 07:18 #

    Yast jest portowany do Debiana więc może niedługo zawitać do Ubuntu :)

  8. }{ Kwiecień 19, 2006 o 15:00 #

    Wiedzia?em, ?e to nie b?dzie proste ale ?eby si? trzeba by?o tak nakombinowa? to ju? przesada w przypadku dystrybucji dla ludzi.
    Pierwsze problemy z instalacji sagem mia?em ju? w 5.10. No i o.k. 5.04 te? by? dobry wi?c zosta? …

  9. czrs1056 Lipiec 23, 2006 o 19:47 #

    Wybież monitor Vesa 800×600 60Hz i będzie śmigać suse10 jak ta lala.Mi znalazł suse 10 monitor Acer jak zrobiłem test zaczoł piszczeć sprawdziłem ustawienia. A ON MU DAŁ 108Hz.wziołem na Vesa a potem dochodziłem co od czego.A Ubuntu za ubogi.Ten ma wszystko ale kodeki to instalujesz także i w WinXP tu też musisz nikt za ciebie tego nie zrobi hy hy. W tej chwili nie robić aktualizacji bo YaST2 Spiepszyli. I jak zaktualizujesz to z jasta nie wegrasz żadnego rpm tylko z konsoli jako su.Baj Baj męczcie sie bo warto SuSe10 to niezły kombajn.Ale nie wszystko trzeba instalować tylko te sprawy co są potrzebne.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
suse 10 – czas na nowe doznania

xgl na pokładzie? to lubię!porzucam na jakiś czas ubuntu na rzecz suse. poczytałem, że w 10-tce xgl siedzi już na...

Zamknij