Menu serwera

jak się pije w szkocji – szybki raport by rogal

taki jeden mój znajomy kryjący się pod ksywą rogal lub szerzej znany jako sir duch, wziął i nie wytrzymał siedzienia w tym kraju i tyrania od rana do wieczora za kilkaset złotych miesięcznie. postanowił więc zwinąć manatki i ruszyć w kierunku krajów cywilizowanych. jako że trendy jest jeżdżenie na wyspy – ruszył tam. z tym że ominął mekkę zarobkową aka londyn, olał też zeiloną irlandię i kłusem pognał w rejony znane z filmów rob roy czy braveheart. osiadł w szkocji. a siedząc tam i pracując, nie mógł po prostu nie pić ichniego alkoholu.

drogą przymusu bezpośredniego i zaklęć w stylu „ty taki i owaki brzydki rogalu! pisz bo w przeciwnym wypadku nie będziesz miał gdzie wrócić by poszpanować bogactwem!”, przymusilem biednego sir ducha do krótkiego opisania co i mniej więcej jak się w tejże krainie pija. zajęło to chłopakowi kapkę ale z zadania się wywiązał. że mu zajęło to się i nie dziwię. czytając jak tam podają piwo aż mnie coś kolnęło a przed oczyma stanął wielki, spieniony kufel czegoś dobrego na bazie chmielu.

panie i panowie – sir ducha krótki raport o piciu w szkocji!

Przystępuję zatem do opisu trunków wszelakich, które w Szkocji spożywać mi przyszło. Jako że nie należę do grona tak zwanych „wlewaczy”, najbardziej sobie cenię specjalne piwo zwane ale (ale o so chozi tej?). W odróżnieniu od lagera – piwa gazowanego preferowanego przez nasze browary (uwaga, lager to nie obóz z niemiecka, mowa o gazie też jest dziełem przypadku) ale posiada jedynie odrobinę naturalnego gazu powstałego w procesie fermentacji, wspaniałą aksamitną gęstą piankę nie do uzyskania z popularnego w naszych pubach Ludwika, no i smak nie zabity bąbelkami, w związku z czym browar musi zadbać by był wyrazisty i specyficzny. Dla mnie bomba! Konkretnych marek nie będę wymieniał, piłem już ponad 30, a sama Szkocja ma ok. 50 gatunków, nie mówiąc o ale Angielskich, których jest jeszcze więcej, więc wszystko jeszcze przede mną, do końca roku się może wyrobię :). „Wlewaczy” może zniechęcić nieco wyższa cena niż za puszkę lagera, oraz zazwyczaj nisza zawartość procentów w browkach niż ogólnie rzecz biorąc u nas.

Kolejnym rodzajem trunku, który zaszczyciłem pilną uwagą, jest cider. Spotkałem się z nim już podczas wypadu do Bretanii we Francji (w Polsze ponoć do kupienia we francuskich supermarketach), z tym że tam wymawiany jest jako sidr a tu na wyspach jako sajder. Nic więc w tym chyba dziwnego, że szybko stałem się wyznawcą owego gatunku, który ochrzciłem ciderpunk. Napój jest odpowiednikiem oranżadki z procentami, najczęściej na jabłkach, sowicie gazowany, do wyboru słodki lub wytrawny. U nas w kraju byłby z pewnością promowany ze względu na przedział cenowy i wydajność jako alternatywa dla klasycznego jabola, i to pod hasłem „żyjmy dłużej” gdyż siary w nim nic a nic. No i uwaga, zdradliwy trunek bo procentowo wypada jak winiunio, a wchodzi jak lekki soczek, zwłaszcza słodki bo wytrawne są dla wytrawnych ciderpunkowców. I tu wypada zacytować mojego kumpla, który wymamrotał rankiem po nocnej ciderpunkowej eskapadzie: „kurwa, a myślałem, że tylko gorzała jest prawdziwą czarodziejką…”

Na zakończenie zostawiłem sobie dobrą Szkocką whisky. Jako że mieszkam z warszawiakami, co to za kołnierz nie wylewają (krótko mówiąc – godnie reprezentują), to mimo że dotąd tylko raz zakupiłem whiskacza, to niejednego już gatunku tu sprobowałem. Jedno jest pewne: whisky (nazwa z resztą oznacza „wodę życia”) jest w Szkocji tańsza niż nasza rodzima gorzałka. No i dobrze, najlepszy polski produkt eksportowy musi mieć swoją wartość (piłem tu jakiś obcy napój nazwany na etykiecie wódka, który zamarzał w lodowce, shit!). Wybór whisky w jej ojczyźnie jest olbrzymi, są specjalne sklepy (pod turystów zwłaszcza) które się specjalizują tylko w tym gardłogrzmocie. Początkowo z pewną taką dozą niepewności, a teraz już bez większych oporów, łykam czasem ten zacny trunek. Swój bursztynowy kolor zawdzięcza – o co tutaj można być pewnym – sezonowaniu (10-12 lat) w dębowych beczkach, (koniecznie po winie) a nie jak w podróbach – karmelowi.

Szkoci z resztą nie ustają w domowych eksperymentach badania zawartości cukru w cukrze, więc byłem już częstowany pewnym okrutnym trunkiem, który autor tegoż określił jako „somethings like a brandy”, oraz kilkoma rodzajami domowych win (poziom ok) i jakimś pomarańczowym wynalazkiem na spirycie. Matko i córko…

Jeszcze dwa słowa o tym jak się tutaj polewa browki w dobrych pubach. Wyspiarze, jako że mają wszystko po swojemu, leją na pinty, czyli ok 0,6l. Pod kurkiem jest jak zwykle kratka z okapem, co się przydaje faktycznie, bo gdy barman leje, to nie czeka aż mu piana będzie opadać w kuflu by go stopniowo dopełniać. Polewa tak, że mu piana obficie ścieka po szkle dopóki kufel nie wypełni się piwkiem, a pianka o konsystencji bitej śmietany zostaje na wierzchu ok 3cm. Tak więc to co zamówiłeś dostaniesz w mokrym szkle. I o to chodzi :)

położyłbym się pod tym kijem i pozwolił by ta zimna piana splywała mi wprost do pyska… a później czymś bym to popił. po dwóch tygodniach wróciłbym z pubu. aaaAAaaAAaaa! ja też tak chcę!!! :)

,

8 odpowiedzi do jak się pije w szkocji – szybki raport by rogal

  1. Hadret Kwiecień 4, 2006 o 21:10 #

    To *ale* brzmi naprawdę świetnie. Można takie coś gdzieś w Polsce dostać?

    • Tatanek Kwiecień 5, 2006 o 07:11 #

      Widziałem ALE w jakimś markecie. Tanie to nie było a na dodatek w puszce. Ostatecznie nie kupiłem. Jak trafię na butelkowe to zakupię, przetestuję…

      Do „wody życia” chyba się nigdy nie przekonam. Zwłaszcza teraz jak przeczytałam że jest „leżakowana w beczkach po winie”;)

  2. bmp Kwiecień 5, 2006 o 07:28 #

    „Wodą życia” raz szybko skończyłem swój wieczór, a ranek był długi i męczący. Nigdy więcej !

    Piwko najlepszy z trunków, polecam spróbować Koźlaka [url=http://browar-amber.pl]browaru Amber[/url].

    • krzychu Kwiecień 6, 2006 o 10:23 #

      Ach – Kożlaka parę dni temu sprawdzałem: solidna robota, godna polecenia każdemu!

  3. btd Kwiecień 5, 2006 o 17:37 #

    Szkoda ze ‚ale’ to tylko moje krasnoludy zlopia (to samo co picie tylko wiecej sie rozlewa)

  4. Piotr Kwiecień 5, 2006 o 21:23 #

    1 pint = 473.176475 milliliters

    Wiec nie 0.6 ale bardziej 0.44 ;-)

    /me, tez szkot.

    • CoSTa Kwiecień 5, 2006 o 21:50 #

      imo wszystko w porządku. jeśli wierzyć [url=http://pl.wikipedia.org/wiki/Jednostki_imperialne]wikipedii[/url].

      1 UK pint = 0,568261285251 l

      no i nie ma bata, 0,6 litra bez pianki :)

  5. Feetotaller Październik 24, 2006 o 10:56 #

    A ja tez w Szkocji siedze, ale juz kilka lat nie pije, wiec pewnie teraz mnie oskalpujecie..

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
wszędzie dobrze ale w domu najlepiej :)

jednak co ubuntu, to ubuntu. suse mnie zawiodło, fedora jest świetna ale siła przyzwyczajenia to je ono! wiecie co? lubię...

Zamknij