Menu serwera

o dtp ale zupełnie nie profesjonalnie

moja praca to siedzenie w takiej jednej dużej firmie i robienie dobrze wszelakim marketoidom w kwestii poligrafii. nie to, żebym się na tym jakoś bardzo znał, był mistrzem składu czy też nie daj boże grafikiem :). nie, papa costa jest od sytuacji kryzysowych czyli np. w tydzień ma przygotować kilka technicznych katalogów bo jakieś tam targi się zbliżają. a że sytuacje kryzysowe zdarzają się z dnia na dzień, tydzień w tydzień i tak przez okrągły boży rok – jest jeszcze łatwiej bo specjalnie nikt (prócz mam wreżenie mnie tylko) nie zwraca uwagi na jakąś estetykę. ma być w miarę czysto, w miarę technicznie a reszta to już samo techniczne mięso i surówka. okej, mnie to nie przeszkadza, bardzo tę robotę polubiłem i dobrze czuję się w sytuacji gdy nie o jakieś layoutowe wyżycie się chodzi a o szybkość. na którymś z blogów komentowałem swego czasu, że tacy kolesie jak ja też najwidoczniej są potrzebni. szybcy, w miarę sprawni operatorzy softu do sklejania całości do kupy i wysyłania do drukarni.

no właśnie, do drukarni… nie wiem jakie mają ludzie siedzący w tej branży doświadczenia ale moje należą do tych zabawnych. jako że firma drukuje tego wszystkiego w tysiącach egzemplarzy i rozchodzi się to dosyć szybko – tną koszty jak mogą bo faktycznie zbiera się przy takich nakładach i częstotliwości sporo pieniędzy. niestety, ten kij ma dwa końce. praktycznie już nie wiem jak bawić się postscriptem bo najzwyczajniej w świecie ani razu jeszcze, jak długo tu siedzę, nikt nigdzie nie zażyczył sobie czegokolwiek co ma jakiś związek z postscriptem. ja wiem jak to brzmi ale tak właśnie jest. ba! codziennością zupełną jest wysyłanie otwartych plików, którymi już dalej zajmuje się drukarnia. najchętniej corel, najchętniej jakaś niska wersja bo przecież po co uaktualniać soft, co kosztuje chyba grosze w tym momencie. praktycznie nie wypuszczam prac do druku, po prostu składam i pliki idą dalej. okej, mam to w trąbie choć z dwa razy już miałem niemiłe przygody spowodowane grzebaniem w źródle. nie, drukarnie nie są takie głupie – po prostu któryś z np. managerów produktu nagle wpadł na pomysł, by dorzucić jeszcze kilka produktów do katalogu a wędrówka pliku trwałaby dłużej niż to całe dorzucanie i w trybie mocno nakazowym biedne drukarnie męczą się z projektem :). a efekty bywają bardzo, bardzo różne…

w kwestii softu – zupełnie rozkłada mnie to wymaganie na każdym kroku corela. no z chęcią bym coś podłubał w adobowym indesignie (illustratora nie cierpię po prostu, idiotyczny i nieintuicyjny soft) bo to narzędzie bije wszystko co do tej pory stworzono do składania na głowę. no i co z tego, że podłubię skoro później ręce się rozkładają i leci prośba o zasranego corela… no przecież można sobie w głowę palnąć. druk z pdf-ów? nieco wcześniej pisałem o postscriptach i wszystkim co tylko może być z tym w jakiś sposób związne. acrobata używam li tylko na własne potrzeby by sprawdzić, czy aby faktycznie z tego corela wypluje się coś w miarę strawnego. ludzie, o co tu chodzi? to ponoć standard od dłuższego czasu… no jak widać nie w tańszych firmach.

wiecie co? fajna ta moja robota mimo wszystko. a bo przez te wszystkie corele, problemy z nimi związane i w ogóle całego tutaj zapieprzu człowiek nawiązuje mnóstwo fajnych kontaktów. te tańsze drukarnie mają jeden ogromny dla mnie plus: można chwycić za telefon, poprosić bossa i przyciąć krótką pogawędkę w miłej i przyjaznej atmosferze. ba! jak się człowiek dobrze zakręci to i wiele ułatwień to daje: terminy przestają być problemem, drukarnia stoi dla ciebie otworem a maszyny zaczynją się grzać na twoje zawołanie… i tak jakoś to się kręci. lubię tę robotę. dzieje się sporo, bieganina, kompetencyjny chaos w dużej koproracji, permanetne spóźnienia, nic nie rozumiejący przełożeni a pośród tego wszystkiego papa costa odbierający telefony i drący się „nie, nie będzie ani na jutro, ani na pojutrze, ani na za tydzień! dwa inne zakłady dały mi zajęcia na pół miesiąca! wooooon!!!”.

chaos, to lubię :)

,

18 odpowiedzi do o dtp ale zupełnie nie profesjonalnie

  1. dely Kwiecień 4, 2006 o 08:02 #

    Serio w Corelu „składacie”? W „mojej” drukarni najchętniej łykają PDF-y, a Corel to tylko do całostronnicowych grafik.

    • CoSTa Kwiecień 4, 2006 o 08:04 #

      serio. nie mam innego wyboru bo po prostu narobię sobie tylko zbędnej roboty z konwersją później wszystkiego do corela. tak więc już macham ręką i od początku do końca wszystko co się da składam w tym niezłym skądinąd ale przecież nie najlepszym programie. eeech, jak ja bym chciał po prostu móc wysłać pdf-a…

  2. RAFi Kwiecień 4, 2006 o 10:19 #

    A ja wypuszczam TIFFy i nie narzekają.

    p.s. Illustrator to bardziej dla tych, co ładne wektorki chcą sobie porysować. ;)

    • CoSTa Kwiecień 4, 2006 o 10:23 #

      ja nie wypuszczam. tiffy? co najwyżej jakiś banner czy inszy bilbord. ale i tak chcą źródła nie wiedzieć po co :)

      illustrator owszem wektorki jak najbardziej, od tego w sumie jest. tyle że drukuje się z tego softu rewelacyjnie po prostu. szkoda, że tak samo rewelacyjnie się w nim nie robi. nie wiem o co chodzi ale interfejs jest o kant dupy potłuc.

      • RAFi Kwiecień 4, 2006 o 10:28 #

        Ano TIFFy, w drukarni im to nie przeszkadza, a nawet pasuje. :) Źródeł ode mnie się nie wymaga, chyba, że tak umowa mówi.

  3. Hadret Kwiecień 4, 2006 o 15:50 #

    Brzmi ciekawie… W sumie przy mojej robovie każda wygląda ciekawie. Może sam kiedyś opiszę u siebie jeden dzień wyjęty z pracy [:

  4. krzychu Kwiecień 6, 2006 o 14:19 #

    Pierwsza moja praca w prywatnej firmie to był ‚publishing manager’ – czyli coś około tego, co ty CoSta robisz. Być może moje i twoje doświadczenia różnią się zaledwie terminologią, bo u mnie kluczowa sprawa to przygotowanie dla drukarni plików w *krzywych* (plus oczywiście separacja do CMYKa) – format wyjściowy nie miał kluczowego znaczenia: mógł to być cdr/Ilustrator/eps etc. Drukarnie nie lubią się męczyć – chcą szybko robić klisze i już już na maszyny…

    Co do Adobe Ilustratora – fakt, że nie intuicyjne to to, ale o wiele precyzyjniejsze niż Corel – ale to było na etapie Corela 4 :)

    W domu korzystam z Corela 9.0 i nie mam do niego większych uwag co do ergonomii pracy.

    • CoSTa Kwiecień 7, 2006 o 17:45 #

      teoretycznie też powinienem wszystko ładnie przygotowywać, kręcić z tego pdf-y czy robić insze postscripty. no i tu właśnie jest ten drobny zonk: nie chcą tak. dalibóg, nie wiem czemu :)

      a co do corelka – mam dokładnie odrotne odczucia (pracuję na 11-tce jeszcze). jakoś nie moge przebrnąć przez interfejs illustratora. kompletnie powalone jest wyrównywanie elementów względem siebie. nie można było tego zrobić trudniej chyba :/. anyway, to w końcu tylko narzędzia i komu co kto woli. jeden lepiej się czuje z karolem, inny z ilustratorem. mnie tam ryba. jak trzeba to zrobię w obydwu :)

      • wyzimir Kwiecień 7, 2006 o 20:41 #

        > kompletnie powalone jest wyrównywanie elementów względem siebie. nie można było tego zrobić trudniej chyba :/.

        Co jest źle zrobione z tym wyrównaniem, bo nie kojarzę. Może pomogę w czymś bo jak dla mnie wyrównanie działa ok.

        Przy okazji pochwalę Illustratora za dynamiczne prowadnice – nieocenione przy składzie czy montażu (przy projektowaniu wk…). W Corelu też są ale jakość tej funkcji to pomyłka…

        • CoSTa Kwiecień 7, 2006 o 20:53 #

          ok, bez flame bo nie o to tutaj chodzi :). już piszę w czym problem: dlaczego do stu diabłów muszę blokować jakiś obiekt, by np. wyśrodkować inny obiekt względem niego? tu zdaje się istnieje jakieś klawiaturowe combo, dzięki któremu można ominąć to cholerne blokowanie ale to wymagało jakiejś solidnej gimnastyki paluchów o ile mnie pamięć nie myli :)

        • wyzimir Kwiecień 7, 2006 o 20:58 #

          Zaznacz obiekty, które chcesz wyrównywać, a potem jeszcze raz kliknij na zaznaczony obiekt względem, którego ma nastąpić wyrównanie.

        • CoSTa Kwiecień 7, 2006 o 21:02 #

          aż sprawdze w pracy… to nie może być aż tak proste.

          dzięki!

  5. wyzimir Kwiecień 7, 2006 o 20:33 #

    Też pracuję jako operator DTP. Jednak nie tylko składam materiały (bo firma to przedewszystkim duża drukarnia + mała agencja reklamowa (chociaż obsługująca duże marki), przyjmuję również materiały z zewnątrz do druku. Najbardziej lubię PDF-y kompozytowe (które przekazuję na CTP), ale przyjmujemy równiaż wszystkie inne formaty postscriptowe, do tego pliki otwarte z popularnych programów DTP. Nie lubię otwartych formatów, ponieważ wtedy zwiększa się ryzyko popełnienia jakiegoś błędu (niechcący można coś przesunąć, program coś źle zapisze, itp.), a branża poligraficzna to droga branża – jedno niedopatrzenie i kilka-kilkadziesiąt palet nakładu nadaje się tylko na makulaturę.

    Wkurza mnie trochę, gdy chcę wysłać materiały do innej drukarni/wydawnictwa/redakcji, a odbiorca stawia wymagania co do formatu (np. chce cdr, inny tylko eps, jeszcze inny qxd).

    Na codzień korzystam z Illustrator/Photoshop/InDesign. Programy Adobe mają chyba najlepszy interfejs wśród programów DTP, a do tego podobny w każdym z ich programów. CorelDRAW choć ma ogromne możliwości jest mało wygodny (np. niezwykle intuicyjny skrót dla narzędzia tekstowego – ‚F8’; w programach Adobe – ‚T’; pozatym łapka pod spacją to genialna rzecz). Dziwi mnie to, że wychwalasz InDesigna, a klniesz na Illustratora, przecież mają prawie ten sam interfejs.

    Dodatkowo programy Adobe tworzą świetny postscript, czego nie można powiedzieć o CorelDraw – często jego pliki stwarzają problemy na RIP-ie.

    • CoSTa Kwiecień 7, 2006 o 20:49 #

      co do wymagań – mam dokładnie to samo wkurzenie. nie po to się męczę i biedzę by ktoś dorwał źródło i diabli wiedzą co w nim grzebał :/

      czemu corel? bo jeszcze ani razu (sic!) nikt ode mnie nie chciał ai. tylko cdr-y. tak już przywykłem do corela, że aż żal patrzeć na zainstalowanego i praktycznie nieużywanego illustratora :/. chętnie bym w nim coś pogrzebał tylko po co? by wypluwać eps-y, których i tak w swoich karolach 9 ludzie nie otworzą? szkoda czasu…

      wychwalam indesigna bo to imo najlepszy program pod słońcem do składu jest. żadne tam quarki czy inne wymysły – indesign i basta. ale chyba zgodzisz się ze mną, że co innego składanie a co innego szybka praca na wektorach. tu illustrator po prostu niedomaga interfejsem. z tego wszystkiego w corelu najbardziej brakuje mi łapki właśnie. scrollbary to już lekki przeżytek :). nie piszę, że illustrator to program zły. jest zapewne doskonały ale ma swoje mankamenty, które ilekroć przy nim siądę solidnie mnie odpychają. kiedyś trzeba będzie się przełamać…

      a co do robienia postscriptu z softu adobiego – pełna zgoda i racja. corel się nie umywa. częstokroć wolę wyeksportować eps-a, wrzucić do illustratora i właśnie spod illustratora kręcić postscripta. zdarzają mi sie i takie fuchy czasami. ale tylko czasami :/

      • wyzimir Kwiecień 7, 2006 o 20:53 #

        Nie potrafię sobie wyobrazić na co komuś w drukarni plik otwarty (obojętnie czy to .ai, .cdr, czy plik Freehanda)…

        • CoSTa Kwiecień 7, 2006 o 20:56 #

          no ja też nie. ale takie chcą, marketoidy mówią, by takie wysyłać… oni mi płacą więc robię co mówią :)

  6. artur Październik 19, 2006 o 22:51 #

    witam,

    laik jestem i chce sie dowiedziec na czym tak na prawde pracuje sie w tej branzy. znam takie programy (hobbystycznie) jak corel ventura, indesign, page maker, quark press, corel draw oczywiscie. czy trzeba opanowac wszystkie zeby znalezc fuche w tej branzy..??

    • CoSTa Październik 20, 2006 o 07:46 #

      Pracuje się na tym, co znasz hobbystycznie tyle, że znać to (nie wszystko, spoko :)) wypada w stopniu bardzo dobrym.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
motywacyjny kopniak od riddle’a

najpierw się wpieniłem. później, gdy już wypalilem odpowiednią ilość papierosów i popiłem to odpowiednią ilością coli, przyszło rozwiązanie problemu i...

Zamknij