Menu serwera

przygód z oswajaniem svn ciąg dalszy – tortoisesvn

jakoś tak dziś musiałem przeskoczyć do windows a bo trzeba było podatki wreszcie rozliczyć. nie ma jakiegoś softu pod linuksa do rozliczania się z fuskusem? coś w stylu świetnego programu PITy 2005? eeech, ten system nie ma podsatwowej funkcjonalności :). PITy 2005 co prawda śmigają pod wine ale cosik interfejs kulawo wygląda a moja żona to estetka więc…

no ale nie o pitach miało być. po ostatnich moich perypetiach z svn pod linuksem (zakończonych całkowitym sukcesem – wszystko śmiga jak należy) nadszedł czas na pracę w windows. ochoczo zabrałem się do roboty i… trochę mi skrzydełka na dzieńdobry opadły. program, z którego korzystam pod linuksem (esvn) tutaj coś działać nie chce. nie łączy się z serwerem, choć pracuje z pozoru dobrze… olałem więc ten soft i polazłem za linkiem zamieszczonym na stronie subversion. tym sposobem trafiłem na…

tortoisesvn w działaniu

tortoisesvn! i za jednym zamachem dostałem coś nie dość, że ultrałatwego w obsłudze, to jeszcze w dodatku superintuicyjnego. eeech, gdybym od tego softu zaczynał swoją przygodę z svn problemów żadnych by nie było.

tortoisesvn integruje się z windows explorerem i włazi do menu kontekstowego (jak widać na załączonym obrazku). cały "bajer" polega na tym, że zawartość menu jest dynamicznie dostosowywana do zawartości working directory i akcje korespondują z tym, co możemy aktualnie z plikiem/katalogiem wykonać. baaardzo to ułatwia robótkę. program ma wbudowanego menedżera (czy właściwie tracker) zmian i tak właściwie wszystkie akcje ograniczają się do popracowania na plikach, prawokliku na monitorowanym katalogu i zatwierdzeniu zmian. nowe pliki zostaną dodane, zmienione zostaną odpowiednio do repozytorium przesłane a całość operacji będzie ładnie pokazana w jednym zbiorczym oknie. z tego po prostu korzysta się intuicyjnie. jedyna i oczywista wada: korzysta toto z silnika ie więc trzymanie haseł (jeśli chce się je trzymać) i cała komunikacja odbywa się via silnik ie. no cóż, marudzić nie zamierzam bo w efekcie otrzymuję coś na prawdę prostego w obsłudze i doskonale zintegrowanego.

kolejny duuuuży plus programu to niezbyt rozbudowana ale bardzo treściwa pomoc. pięć minut po instalacji miałem już obraz całości a klikanie po opcjach menu kontekstowego tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z czymś bardzo dobrze zaprojektowanym.

tym sposobem cel został osiągnięty. mam sympatyczne środwisko do śledzenia zmian w wersjach plików zarówno pod jednym, jak i pod drugim systemem. no i koniec burdelu :)

3 odpowiedź do przygód z oswajaniem svn ciąg dalszy – tortoisesvn

  1. Olgierd Kwiecień 24, 2006 o 07:41 #

    Ja uważam, że brzydki interfejs pitów to ich wielki plus: nie ma się co przyzwyczajać, zwłaszcza, że przydają się jednak raz w roku przez góra pół godziny ;-)

  2. rozie Kwiecień 27, 2006 o 18:58 #

    Godny uwagi jest jeszcze rapidsvn. O ile esvn ma faktycznie bugi, o tyle rapidsvn po prostu działa. http://rapidsvn.tigris.org/ No i cross platform jest. ;-)

  3. CoSTa's Family Page Lipiec 11, 2006 o 21:50 #

    Tak sobie używam tego Serendipity od dłuższego czasu i rozglądając się po sieci nie zauważyłem jeszcze żadnej stronki z drobnymi tipsikami ułatwiającymi nieco obcowanie z tym sympatycznym silnikiem blogowym. No to pomyślałem sobie, że czas przynajmniej za

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
czasem jak mnie dopadnie…

cadaver na atari stczasem mnie dopada... nic na to nie jestem w stanie poradzić. po prostu kocham te tytuły :)soft:...

Zamknij