Menu serwera

święta, święta i po świętach

koniec laby niestety :/. czas wracać do przaśniej codzienności, która tak swoją drogą wcale taka zła nie jest. wróciliśmy wczora z wieczora do poznania a mnie aż trudno było poznać moją żonkę: uwinęła się ze wszystkim w tempie rekordowym po prostu – rozpakowywanie, mycie małej, szybka kolacyjka… to poszło pierunem po prostu. co, że jestem szowinistyczna świnia i nie pomagałem? troszeczkę pomagałem ale sami wicie rozumicie, ubuntu łaziło mnie przez ten cały czas nieobecności i bawiło się w p2p. trzeba było doglądnąć drania, zadbać o pliki, poprzerzucać dane z partycji na partycję… jednym słowem: to przeca z trzy dni bez komputera! nie można było inaczej niż tylko siąść i zrobić komputerkowi dobrze :)

pytanie: co tak gnało moją szanowną małżonkę? co gnało mnie, napisałem nieco powyżej. ale co ją poganiało do zawrotnego tempa prac domowych?

odpowiedź: firefly! serial, który opisywałem kilka dni temu, pochłonął był moją małżonkę zupełnie. inna kwestia, że mnie też ale doropha to już przypadek nieuleczalny imo. ja wytrwałem wczoraj raptem do północy i po dwóch odcinkach rozsądek przeważył – w końcu dziś jakaś praca miała być, nadrabianie zaległości i takie tam pierdoły… żonka poczuła się zwolniona ze zdroworozsądkowego podejścia do tematu i walnęła sobie wczoraj cztery odcinki. jakimś cudem muszę nadrobić bo jak by nie patrzeć dziś finiszujemy serial i być może starczy czasu na film :)

a same święta? doskonale! to były bardzo owocne w doznania i bardzo pracowite (przynajmniej z mojej strony) święta. co do doznań – mój staruszek szarpnął się po dziesiątkach lat pracy na solidny zestaw audio/wideo ponad 40 cali plazma included. do tego dorzućmy playstation 2 i combo jest już chyba kompletne. wrażenia i doznania, które mnie dopadły, nie da się streścić w dwóch słowach. to po prostu porażające! przestrzenny dźwięk, ściana obrazu przed oczami i jaaazda! tak mnie przykleiło, że skończyłem nareszcie fenomenalnego blacka (ostatnia walka to kurna rzeźnia po prostu, i to frustrująca mocno) oraz killzone. black skopał mi tyłek wyglądem na szerokim ekranie. jednak jeśli grać, to tylko na widescreenie, wrażenia zapierają dech w piersiach po prostu. killzone już nie było tak fajne po black, jak wydawało mi się wcześniej ale skończyłem i to. walka finałowa nieco mnie rozczarowała (monotonna ździebko) ale ogólnie grało się sympatycznie. kolejny tytuł, który mocno mnie pokiereszował w kwestii doznań to wrc 4. teraz już wiem po co są te widoki z wnętrza kabiny (w których widać kierownicę i tę całą resztę). po prostu na dużym, szerokim telewizorze wszystko doskonale się mieści i dodaje jeszcze więcej dynamiki i wrażenia kierowania prawdziwym samochodem. mamo, jakże ta ścigałka fajnie wygląda! jakże szybkie śmiganie bezdrożami szwecji potrafi wbić w fotel… nawet mój staruszek, który rozrywkę elektroniczną traktuje jak emanację mojego braku wydoroślenia, przysiadł i jęknął kilka razy na widok nieco ekwilibrystycznych poślizgów kontrolowanych. taaak, duży widescreen to będzie mój zakup w jakiejś bliżej nie dającej się określić przyszłości.

co poza tym na swięta? żarełko (niedużo), doskonała karkówka w wykonaniu mojej małżonki (dużo :)), skromny dyngus, który spodobał się da majkowi bardzo, odwiedziny u znajomych i to wszystko. doropha się nudziła, da majek z resztą też, ja miałem co robić przez cały czas – od razu widać kto potrafi sobie czas zorganizować :)

acha, byłbym zapomniał – mój bracki i bracki cioteczny mieli urodziny (pech chce, że tego samego dnia). obydwoje byli nieosiągalni tegoż dnia i ni cholery nie szło czegoś pożyczyć. ja tu czegoś nie rozumiem. kiedy ja mam urodziny, to komórka nastawiana jest na full i tylko z uśmiechem godnym ojca chrzestnego odbieram zasłużone gratulacje, życzenia i obietnice bogatych prezentów :). a tu nic, cicho… no nic, będę próbował dalej. z bratem poszło łatwo – musiał po prostu wytrzeźwieć po wizycie u teściów. mojego ciotecznego jednak ni cholery złapać nie można było ale może uda się w dzień roboczy?

anyway, wypad uznaję za bardzo udany. teraz tylko muszę pokombinować jak tu przekabacić matulę mą, by z głębi serca zachciała wziąć ode mnie mojego szanownego peceta w zamian fundując maca mini. trochę pracy to wymagać będzie ale nie takie mury się kruszyło :)

acha, zdjęcia niebawem. materiał jest bogaty i czekam tylko na zgranie z aparatu i podesłanie mnie. jak tylko się pojawi – wrzucam do galerii.

5 odpowiedzi do święta, święta i po świętach

  1. Yarpen_Abbil Kwiecień 18, 2006 o 08:50 #

    U mnie święta też odpłynęły milusio… :D Ale przeszłem tylko jakąś fleszowską gierkę (w ostatniej rundzie spuszcza się wpiernicz Szwarcenegerowi… :D)

  2. KeyBi Kwiecień 18, 2006 o 09:01 #

    Dla mnie święta to był tylko jeden wspólny dzień z rodziną. Nawet się nie zorientowałbym, że dzisiaj się skończyły, gdy mój brat nie poszedł do pracy :P

    Ja póki co uczę się do maturki ;)

  3. CoSTa Kwiecień 18, 2006 o 13:56 #

    cholera, a mnie zostało jeszcze do skończenia kilka miłych gierek :/… za krótkie te święta, zdecydowanie za krótkie. z drugiej strony – jeśli wezmę urlop na przechodzenie gierek to mnie żona ubije.

    ciężkie jest życie gracza po trzydziestce! :)

  4. Jurgi/Tristesse Kwiecień 22, 2006 o 19:12 #

    To opowiem stary filodendrycki dowcip:

    Siedzi dwóch Polaków przy stole, kiwają się nad butelką wódki i talerzykiem ogórków, koszyk ze święconką stoi pod choinką… :) Jeden przechyla kieliszek i wzdycha:

    – nno to ś… ś… wieęta i poo świeętach…

    A drugi:

    – eee, dzieee tam, jeeszcze po jednym…

    • CoSTa Kwiecień 22, 2006 o 22:04 #

      to może byłby niezły dowcip, gdyby… to nie był dowcip :). nieraz już widzialem to w praktyce :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
spadamy na święta

jako że spadamy już dziś w kierunku mojej rodzinnej jeleniej góry - chciałbym w rodzinki mojej imieniu oraz swoim oczywiście...

Zamknij