Menu serwera

wypad z enderami do zoo

da majek i papa costa podziwiają wielbłąda

ja to mam timing… pik, pik, piiiiiik – dziewięć minut po 24-tej. jak by się więc nie patrzeć, nasza wycieczka do poznańskiego zoo odbyła się była wczoraj. no więc donoszę, że wczoraj żeśma wskoczyli w samochód i ruszyliśmy w kierunku na poznańskie zoo nowe (bo jest jeszcze stare – strasznie obleśne). wypad ogólnie należy uznać za udany, gdyby nie ciągłe marudzenie wujka endera, że mu się wzięła i stopa jedna z drugą zmęczyła, brak żarcia i ogólny brak wszystkiego (łącznie ze zwierzętami) w tym ponoć zoo. w wycieczce udział wzięli:

  • karen – da majkowa pociotka, kobieta której w droge lepiej nie wchodzić, szczególnie gdy brakuje jej magnezu. former rpg player, former beer drinker… teraz matka na pelnym etacie choć robotę chce zmienić na coś nieco bardziej wymiernego pod względem $
  • ender – mąż karen, miłośnik aliena, wyznawca picia zawsze w dużych ilościach, game master kilku co najmniej systemów
  • daria – córka dwójki powyższej. odziedziczyła wszystkie wymienione wady plus dorzuca kilka swoich :)
  • da majek – moja śliczna pociecha, ostatnimi czasy niesamowity tekściarz, nieustanny wyciągacz kasy i posiadacz skarbonki, w której zawsze jest więcej niż mam ja i moja żona razem wzięci
  • papa CoSTa – żadnych wad, chodząca doskonałość :)

ruszyliśmy więc do zoo, spędziliśmy tam nieprzyzwoitą ilość czasu, przeszliśmy nieprzyzwoitą ilość kilometrów, wyszliśmy nieprzyzwoicie głodni. materiał zdjęciowy szczątkowy ale tylko tyle podeslał mi imć ender. tak, kolejną z jego licznych wad jest skąpstwo :)

3 odpowiedź do wypad z enderami do zoo

  1. mroq Kwiecień 22, 2006 o 23:06 #

    pozdro dla endera od wdziecznych setterhowców

  2. RAFi Kwiecień 23, 2006 o 00:01 #

    wstyd samochodem jechać do nowego zoo. auto trzeba było na parkingu nieopodal malty pozostawić, a sami ruszyć tyłki i usadowić je w maltance :P

    nowe faktycznie zmęczy. szkoda, że starego nie przeniosą, bo aż żal się robi jak zwierzaki z jednej i drugiej strony otoczone zakorkowanymi ulicami.

  3. Ender Kwiecień 23, 2006 o 17:09 #

    Skapstwo jak skapstwo, duzo nie napstrykalem.

    Co do mojego marudzenia, to marudzilem…. nie ma lwow, nie ma pingwinow, nie ma zyrawfy, co to za zoo? i jeszcze ludzie co sie laduja na przelaj jakby byli u siebie na podworku. Brakowalo mi troche tabliczek „Zejscie ze sciezki grozi smiercia” i tygrysow lazacych pomiedzy sciezkami. Po za tym bylo ok….

    :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
subversion opanowane!

esvn w działaniujestem mojemu adminowi krewny piwo (które to już :)) choć z tego, co mi opowiadał swego czasu to...

Zamknij