Menu serwera

archive – lights

archive – lights

kochasz dobrą muzykę? no to kapelę znasz stuprocentowo. nie znasz? no to, o drogi to czytający, masz kolosalne i niczym nieusprawiedliwone opóźnienie w rozwoju. piszą o tej formacji, że to ewenement, że to jeden z niewielu przykładów na to, że można połączyć granie łatwe, wywodzące swe korzenie wręcz z popu czasami, z graniem ambitnym, miejscami wręcz ciężkim. archive to formacja, której się to po prostu udaje.

nie będę się długo rozpisywał na temat nowego albumu archivelights. nie ma to większego sensu. recenzji i krótkich opisów ukazało się już sporo (poniżej kilka przykładowych linków) więc nie ma po co dublować. ale że z zasady recenzja jest tworem zupełnie subiektywnym, więc może i ja kilka subiektywnych zdań o albumie napiszę.

piszą, że album jest zdecydowanie bardziej optymistyczny od poprzednich. być może. owszem, są tu utwory miłe i przyjemne w słuchaniu, w istocie swej wręcz popowe. tak, to prawda. są tu też momenty liryczne (a na której płycie archive ich nie ma?), bardzo osadzone w klimatach znanych już z wcześniejszych krążków. ja jakoś tego "zluzowania" nie odczuwam. jest zmiana klimatu ale na pewno nie na wesoły. czy jest jeszcze coś, co znamy z poprzednich wydawnictw grupy?

oczywiście! płyta archive bez jednego numeru trwającego ponad 15 minut nie byłaby płytą archive. i taki utwór znajduje się i na tym krążku. zdecydowanie najlepszy kawałek, zdecydowanie najzacniejsze muzyczne dokonanie, utwór, który pozwala mi nie napisać, że mamy do czynienia ze spadkiem formy. tytułowe lights to klasa sama dla siebie choć nie zrealizowana z takim rozmachem jak again (tego kawałka mógłbym słuchać w nieskończoność). dla samych tych 18-tu minut muzyki warto wydać pieniądze. prawie każde pieniądze. bo każde pieniądze warto wydać na again i "you all the same to me".

albumowi brakuje impetu, z jakim poprzednie dokonania grupy wdzierały się w świadomość. michel vailant powalał mrokiem. noise wkręcało klimaty nieprawdopodobne. tu już niestety aż tak dobrze nie jest. spadek formy? a gdzież tam, forma jest – to czuje się w kompozycjach, w aranżacjach, w tym jak podawany jest dźwięk (wsłuchajcie się w programmed i zobaczcie jak subtelnie obok beatu sprzedawany jest nastrój). więc o co chodzi? ano chyba chodzi o poszerzenie rynku odbiorców bo innego wytłumaczenia nie znajduję. archive musiało lekko zluzować i uczynić swój album nieco bardziej przystępnym dla szerszej publiczności (co absolutnie nie znaczy, że lekkim). bo tego albumu słucha się doskonale, to kawał świetnej muzyki ale niestety wypranej w dużej mierze z emocji, jakie oferowały nam krążki wcześniejsze. szkoda cholera, wielka szkoda. nie mogłem się tego albumu doczekać a kiedy już się pokazał… trudno mówić o wielkim rozczarowaniu ale jednak coś jest na rzeczy. słyszeliśmy już rzeczy o wiele, wiele lepsze w wykonaniu anglików.

to doskonała płyta. problem w tym, że po archive spodziewać się można o wiele, wiele więcej. można się spodziewać podróży w głębokie odmęty świadomości, przejażdżki po emocjach… tu, prócz świetnego lights, ciężko znaleźć aż tyle. owszem, w dzisiejszych czasach to wystarczy ale nie wszystkim fanom. mnie nie wystarczy. sorry chłopcy, tak jak wasze wcześniejsze krążki tkwią w moich ulubionych, tak z tym jeszcze się zastanowię. a nie powinienem, nie powinienem! macie ogromne możliwości, co udowodniliście wcześniejszymi albumami. czekam na album, który przebije "you all look the same to me". a więc – do następnego wydawnictwa.

ocena: dla fanów niestety tylko 7. dla ludzi nie znających wczesniejszych dokonań grupy – 8 jak nic. może nawet więcej.

oficjalna strona krążka
krótka recenzja i próbki utworów w merlin.pl
CD/DVD z dodatkami (leci do wishlisty jak nic)

6 odpowiedzi do archive – lights

  1. Biter Maj 28, 2006 o 18:38 #

    Wooo nie wiedziałem ze to już jest, kupuje od od razu :D

  2. martinez Maj 28, 2006 o 19:35 #

    (DGCC, bo ja w kółko mógłbym słuchać ,,Pulse”)

    Po takim dość pobieżnym przesłuchaniu (słuchawki na uszach w pracy) zdążyłem zapamiętać ,,Sane”, ,,Fold” i ,,Lights”. Póki co, albumowi daleko do ”Noise”.

  3. RAFi Maj 28, 2006 o 19:52 #

    Grają pod pinków, a ja pinków nie lubię. Poza tym trochę K’s Choice, Iana Browna. Tak się pomixowali i wpasowali. Swego czasu, przecież Linkin Park, też furorę robił.

    • CoSTa Maj 29, 2006 o 06:50 #

      niby jest tak jak mówisz ale archive to nie jest kilkusezonowa w najlepszym wypadku gwiazdka. płyta jest jak na ogólnie przyjęte standardy imo bardzo dobra. no problem w tym, że ni cholery nie przebija wcześniejszych produkcji. popatrz też rafi, że płyta sporo odstaje od mainstreamu. na pewno nie jest lekka i łatwa i wątpię, by grana była po stacjach radiowych w ramach jakiegoś alternatywnego hitu.

      ale nie tego się spodziewałem, nie tego.

      • RAFi Maj 29, 2006 o 17:21 #

        „popatrz też rafi, że płyta sporo odstaje od mainstreamu. na pewno nie jest lekka i łatwa i wątpię, by grana była po stacjach radiowych w ramach jakiegoś alternatywnego hitu.”

        I słusznie. Bo lubię, gdy coś nie jest grane publicznie do znudzenia. :)

  4. (head)log Czerwiec 2, 2006 o 14:02 #

    Parę miesięcy temu Halinka podsunęła mi ten album. Dotąd nie mogę wyjść spod jego uroku. Słuchałem go naście razy, albo więcej i nadal słucham go bardzo chętnie i z dużą radością.Oto dwóch Francuzów Marc Collin…

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
pusto, cicho, głucho…

no niestety, dopadła mnie proza życia. mamy niedzielę, godzinę wpół do siódmej a ja dopiero z roboty wróciłem. tak jest,...

Zamknij