Menu serwera

beese & brtschitsch – in the long run

beese & brtschitsch
in the long run

no nareszcie elektronika, która idealnie trafia w moje gusta. po prostu nie mogłem sobie wymarzyć lepszego, bardziej dostrojonego do mnie albumu. gdybym był muzykiem i chciałbym coś nagrać – brzmiałoby to tak mniej więcej. pozostała moja twórczość nie załapała by się na listy przebojów, kto bowiem słuchałby ciężkiego, mrocznego, hipnotycznego jazgotu? :)

beese & brtschitsch – in the long run to album nieco inny niż reszta wysłuchiwanej ostatnio przeze mnie elektroniki. przede wszystkim jest to raczej nieczęsto spotykana mieszanka styli, które łączy jedno: szacunek dla beatu. może być bowiem beat w stylu manieczek, znane wszystkim pod pojęciem "umcy-umcy", ale może też być jego szlachetna odmiana. od dziś kojarzyć mi się ona będzie właśnie z "in the long run".

co to właściwie jest? tak właściwie to jest beat. beat wymieszany z elementami rocka, jazzu miejscami, trip-hopu (te momenty są imo najmocniejszą stroną krążka)… na lubiących segregować, dzielić i wsadzać w szufladki w kilku miejscach czekają całkiem sympatyczne łamigłówki spod znaku "ale właściwie jak to ugryźć". ja nie mam pojęcia jak się za to zabrać i zostawiam to innym. mnie interesuje tylko jedno: muzyka.

a tutaj nie obawiam się powiedzieć, że mamy do czynienia z MUZYKĄ. tak jest, mimo bowiem istnienia solidnego beatu miejscami, cały album jest mocno kontemplacyjny i fragmentami bardzo wymagający. to nie jest prosta sieczka. to tylko pozór, pod którym kryje się drugie i trzecie dno. utwór otwierający – my attitude – to jeden z najlepszych tego przykładów (i jeden z najlepszych chyba utworów na płycie). kompozycja w istocie swej wręcz ambientowa, podlana jednak solidnym beatem a przez to nie pozwalająca się rozluźnić. duet b&b nie pozwala nam ani na chwilę odpocząć i to przy szeroko rozlewających się dźwiękach, kuszących wręcz ukojeniem. a im dalej w las, tym więcej drzew – wchodzi pianino robiące doskonały klimat, pojawiają się smyczki wprowadzając element pewnego rodzaju zaniepokojenia… misz masz ale w doskonałym stylu.

b&b konsekwentnie trzymają klimat i z utworu na utwór przelewają nas z tonacji na tonację. kawałek numer 2 – lazy – zaczyna się swingująco by po chwili przejść w brzmienia trip-hopowe i bóg raczy wiedzieć jakie jeszcze. jazz? też, owszem, bardzo inteligentnie przemycony. a w momencie wejścia pianina już wszystko wiadomo, opadają zasłony z oczu i uszu – to coś o wiele, wiele więcej niż tylko miks swingu, jazzu, beatu i trip-hopu. to piękne, niezapomniane doświadczenie z solidnie wybijanym rytmem. powiem szczerze, że to chyba drugi raz, kiedy spotykam się z taką konsekwencją w konstruowaniu misternego nastroju i to za pomocą bardzo prostych środków. tu nie ma solowych pasaży, instrumentalnej ekwilibrystyki… tu jest minimalistycznie i prosto ale na pewno nie prostacko!

doskonały, złożony choć przyjemny w odbiorze album stworzony prostymi środkami. elektronika najwyższych lotów czerpiąca garściami od starszych braci i umiejętnie te zapożyczenia wykorzystująca. dla fana inteligentnego grania jazda po prostu obowiązkowa.

ocena w skali 1-10: 8

nieco o płycie i próbki utworów

4 odpowiedź do beese & brtschitsch – in the long run

  1. jacca Maj 23, 2006 o 07:43 #

    niezłe – acz trochę dla mnie za chłodne :)

    jeżeli nie znasz – polecam [url=http://www.pingstate.nu/sumo/]Sumo Lounge[/url], zwłaszcza numery One Note Cripple i Halla :)

  2. krzychu Maj 25, 2006 o 07:02 #

    [quote]kto bowiem słuchałby ciężkiego, mrocznego, hipnotycznego jazgotu?[/quote]

    Jak to kto? No ja!~:)

  3. Matthias Delay Czerwiec 6, 2006 o 22:49 #

    Hello Costa,

    thank you for writing about the B&B album.

    I wish I could understand what you wrote ….

    best

    Matthias

    cornrecordings

    • CoSTa Czerwiec 6, 2006 o 23:04 #

      simply: amazing album with this little „something” that makes it worthy listening again and again and again… intelligent and touching music.

      btw#1 – something’s wrong with novamd’s site.

      btw#2 – man, how did you find this page??? :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
hedningarna – nieco inny folk?

hedningarnato w sumie nie jest recenzja żadnej płyty. raczej taka mała informacja dla osób, które się jeszcze z tą kapelą...

Zamknij