Menu serwera

ścinanie włosów – stary rytuał godowy

jeeez, padnientym. i tak do końca tego miesiąca, kiedy to odbędą się kolejne targi. później przyjdzie czas na kolejne i tak w kółko macieju :/. ale nie o robocie będzie.

otóż mam sobie taką fajną zaznajomioną fryzjereczkę. ładne, sympatyczne i kształtne dziewczę, które w lot zrozumiało moje potrzeby fryzjerskie – proces strzyżenie trwa może jakieś piętnaście minut góra ale poprzedza je cudowny i równie długi masaż łba. odjeżdżam tam na fotelu… taaak, już widzę te świntuszące komentarze ale co ja poradzę? instynkt atawistyczny jest we mnie mocny i wielbię gdy jakas kształtna niewiasta bawi się moją sierścią :)

od jakiegoś już czasu moją sierścią zajmuje się jednak i moja żona. i już wiem, co między innymi różni płatną fryzjerkę od mojej żony: moja żona ścina moją sierść z miłością!

no bo jak inaczej niż niezgłębionymi pokładami miłości można wytłumaczyć to częste (aż zbyt częste) wyrywanie kępek sierści za pomocą gwałtownie pociągniętych nożyczek? to po prostu musi być emanacja żoniniego do mnie uczucia – gwałtownego i pełnego pasji. aż do krwi.

czyż nie głębią uczucia można wytłumaczyć takie na ten przykład powiedzonka mojej żony:

siedź prosto do jasnej cholery!

chryste po kim ty masz tyle kudłów? przecież cholerne kundle tyle nie mają…

ku***, jeszcze raz obrócisz łeb to ci przytnę tu i tu…

zdecydowanie to musi po prostu być uczucie. głębokie, niezmierzone, wyrażane gwałtownie, od którego aż ręce drżą a usta się wyginają. zabawne – wyginają się prawie wściekle. ale przeciez znam moją żonę, to przecież tylko tak wygląda a świadczy zupełnie o czym innym. prawda?

moja żona uwielbia warkot maszynki. ja też muszę go uwielbiać. nie mam innego wyjścia. półgodzinna sesja warkoczącej maszynki zaraz przy uchu skazuje po prostu na uwielbienie tego dźwięku. a mam przecież jeszcze (bogu niech będą dzięki) ucho drugie!

uwielbiam po prostu strzyżenie grzywy. żona z charakterystycznym dla siebie, pozornie niedbałym ale oszczędnym i pełnym gracji ruchem zrzuca mi te wszystkie kudły w okolice najbardziej swędzące. po prostu wielbię podziwiać ten ruch. przez tę krótką chwilę, przez którą jeszcze nie mam kompletnie zasypanych oczu a swędzenie nie doprowadza mnie do szału.

o tak, moja żona jest pełna uczucia dla mnie! jutro kwiaty, obowiązkowo!

ogólne :)

ps. żonek, luv’ya! i dziękuję…

10 odpowiedzi do ścinanie włosów – stary rytuał godowy

  1. doropha Maj 15, 2006 o 20:22 #

    szanowny małżonek jak zwykle przesadził… oprócz kwiatów oczywiście:)

    w życiu z ust mych nie padły słowa jak powyżej… wszystko zapewne przez tę maszynkę.

    a co do zaprzyjaźnionej fryzjerki to faktycznie sympatyczna babeczka, a costa wraca od niej po godzinie zawsze z takim błogostanem na twarzy, że zastanawiam sie czy aby tylko czaszkę mu masuje:) no i ta godzina przy 10 minutach strzyżenia włosów lekko zastanawia…

  2. byte Maj 15, 2006 o 20:38 #

    Nie kumam czaczy: dlaczego żona Cię strzyże? Lubi czy musi?

  3. Patrys Maj 15, 2006 o 21:19 #

    Ja to zrozumiałem tak, że żona z włosami ścina też miłość ;)

  4. jarv Maj 16, 2006 o 03:37 #

    Tak abstrahujac i poruszajac temat fryzjerek – ooo tak. raz mi sie zdarzylo, ze przed strzyzeniem, zaordynowalem sobie mycie lba. szampon woda… i praiwe 15 minut tak delikatnych dloni, ktore pieszczotliwie gladzily skronie, czubek glowy… ech – malo tam nie odjechalem na tym fotelu ;]

  5. btd Maj 16, 2006 o 04:26 #

    ja tam mam philipsa i sam sie strzyge – 15 min razem z poprawianiem tego co nie trafilem za pierwszym razem :-) teraz jak ma mnie strzyc ktos z rodziny to po 2 minutach konczy sie wyrzuceniem sie go z lazienki bo „ma mnie maszynka golic a nie glaskac, glaskac moze sie po tylku” ;-)

  6. RoberT. Maj 16, 2006 o 16:35 #

    A ja powiem tak. Kiedy otwieracie zaklad fryzjerski? Juz ustawiam sie w kolejce.

    Czas trwania przyjemnosci jednak jest istotny. Stawiam na D.

    pozdrowienia dla D.

    tak trzymac. Jak? Tak.

    .

  7. RaVbaker Maj 16, 2006 o 17:38 #

    Ja żony jeszcze nie posiadam :D. (Problem natury technicznej tylko i wyłącznie) Ale mnie strzyże moja narzeczona… A ma co strzyc, oj ma… :D

  8. Byru Maj 16, 2006 o 22:40 #

    No, ja kocham wizyty u fryzjera, jeszcze nigdy nie udało się nikomu ostrzyc mnie tak jak prosiłem – choć raz jedna taka była blisko. :P

    Ale generalnie też kiedyś praktykowałem rodzinne strzyżenie głowy (maszynką/nożycami) – jak popadło :D

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
najlepszy polski serial komediowy

to oczywiście rodzina zastępcza. wciągamy z żoną maniami. ten serial to ewenement w polskiej telewizji jeśli o komedie chodzi. inteligentny,...

Zamknij